*Adsuro*
Rozległo się
trzeszczenie w słuchawce.
- Adsuro, uważaj
tylko na siebie… Ty też Ayano - powiedziała Gensai-sensei.
- Taaa! Damy sobie
rade! – zawołałam pokazując pięść.
Nee-san wtedy
przybiła mi „żółwika”.
- Pierwszy raz
będziemy robić coś takiego, ale w końcu nie próżnowałyśmy przez ten tydzień –
powiedziała i poprawiła bandankę na ramieniu.
- Pamiętajcie, macie
odłączyć niebieski kabel, a na jego miejsce podłączyć zielony. A potem
podłączyć czerwony do wolnego miejsca. Nie pomylcie kolejności… - powtarzała
ciągle nam Tsukiyo.
- Wieemyy o tym –
mówiąc to uderzyłam ją delikatnie ręką w głowę.
- Tak.. wybaczcie…
dajcie z siebie wszystko. A-Aa wiecie, gdzie je..? – była zdenerwowana. Nie
dziwie się jej.
- Tak, ja mam w
jednym rogu na samym dole, a Adsu w drugim rogu. By wysadzić budynek wymuszając
na nich wyjście z niego – odparła Ayano.
- Tak jest –
wymamrotała Tsuki.
- Będzie dobrze –
zawołałam. – Nee-san? Idziemy?
- Czekajcie tu na
nas, potem dopiero się zacznie – dodała Aya i poszłyśmy kilka kroków na przód.
- Powodzenia –
uśmiechnęłam się do niej.
- Tobie też.
I rozbiegłyśmy się w
różne strony.
Naszym zadaniem jest
podłożenie bomb pod dwa filaru budynku. Zawalimy dwa pozostałe wyjścia i będą
musieli wyjść głównym. Wtedy będą musieli walczyć z resztą, którzy zostali. A
my po drodze dobijemy tych co uciekli. Proste.
Tylko dlaczego się
tak boję?
~ Dawaj Adsuruu! ~
usłyszałam w słuchawce głos Shoko.
- Adsuro, ty cholero
– poprawiłam ją.
~ Jesteś pewna, że
dadzą sobie radę? ~ tym razem usłyszałam sensei.
~ My panią słyszymy ~
odparła nee-san.
Pomachałam Ayi i
ruszyłam przed siebie tak szybko jak potrafiłam.
Już na starcie
natrafiłam na przeciwników.
Szybko wyciągnęłam
jedną katanę i tępą stroną uderzyłam go.
~ Nie dadzą nam ot
tak przejść ~ zaśmiała się cierpko Ayano.
- Taaa! Już na
początku jest zabawa! – krzyknęłam unikając lecącej szabli. – Było blisko…
Aaaauaaa… moja ręka… - wykrzyknęłam patrząc na ramie. Miałam je rozcięte. Ale
kiedy..?
- Nie masz czasu się
rozglądać, panienko! – usłyszałam za sobą. – Walczysz ze mną i radzę ci wziąć
mnie na poważnie. – Uśmiechnął się i znowu poczułam ból. Tym razem na nodze.
- Jak on…?!
- Wkraczając na nasze
terytorium skazaliście się na porażkę! – zawołał.
Tym razem w kilku
miejscach rozciął mi skórę.
~ Adsuro! Adsuro!
Wszystko w porządku?! ~ krzyknęła Tsuki przestraszona.
- Taa… jakoś żyje
jeszcze… Cholera, z nim by sobie poradziła Ar… chwila… czy możliwe, że on…?
~ Adsuruś? ~ spytała
Gensai-sensei.
Stanęłam nieruchomo w
miejscu. Powoli zaczęłam poruszać palcami by wyczuć żyłki i…
- Wiedziałam. Walczy
w bardzo podobny sposób do Arii – mruknęłam.
~ Arii!? ~ krzyknęła
zaszokowana Tsukiyo. ~ Tej Arii?!
- Taaa! Tej Arii! –
odparłam. – W takim razie jestem udupiona.
~ Adsuro ktoś ma
ruszyć ci na pomoc? ~ spytał Nataniel.
-
Nie, poradzę sobie… mam nadzieje – wyciągnęłam drugi miecz raniąc sobie
ponownie rękę.
-
Jak będziesz to kontynuować, to stracisz obie rączki – zaśmiał się. Nim się
obejrzałam zostałam związana przez cieniutkie żyłki.
-
Cholera!! – zawołałam rozglądając się.
-
Jesteś teraz udupiona laleczko – uśmiechnął się szeroko i zaczął ciągnąć żyłki,
przez co mnie ściskały mocniej.
Zaczęłam
krzyczeć z bólu.
-
Boisz się? – zapytał nie przestając ciągnąć.
~
Adsuro! ~ zawołał Kastiel. ~ Zaraz u ciebie będę i ci…
-
Dam sobie rade! – wydyszałam. – Nie przeszkadzajcie mi!
-
Lepiej by ci przyszli na ratunek, bo zaraz cię rozczłonkuję!
-
Z-zamknij się! – warknęłam.
Nagle
jego uśmiech zbladł.
-
C-co ty zrobiłaś..? – zaczął zaszokowany.
Tym
razem to ja się uśmiechałam.
-
Nie nie doceniaj mnie! – krzyknęłam. – Myślisz, że ot tak mogę dać się zabić?!
Moja nauczycielka…! Mój mistrz! Moja siostra..! Moi przyjaciele..! Nigdy nie
wybaczą mi, jeśli teraz umrę!
Przez
ten czas, który nie zwracał uwagi na moje dłonie zdążyłam rozciąć żyłki
paznokciami.
Co
prawda źle się to dla nich skończyło, ale życie jest ważniejsze.
-
Skopię ci tyłek za to, gnoju.. – mruknęłam i pobiegłam w jego stronę.
Poruszył
szybko rękoma, a później palcami, tak by żyłki się przemieściły. Rozcięłam je
katanami. Nie minęło niewiele więcej walki, a wygrałam. Tak jak się tego
spodziewałam. Był długodystansowcem. A rzadko długodystansowiec potrafi walczyć na równi
na krótkim dystansie z krótkodystansowcem.
-
Senseeei! Będziesz musiała mi zszyć płaszcz jak wrócę! – zawołałam przykładając
dłoń do ucha. – Oke, teraz mogę ruszać dalej.
I
znowu pobiegłam. Tym razem bez przeszkód dotarłam do celu. Podłożyłam bombę w
odpowiednie miejsce.
-
U mnie gotowe. Zacznę się wycofywać… - mówiąc to odpaliłam zegar.
Odwróciłam
się do wyjścia i… nie mogłam otworzyć drzwi…
-
Co jest..? – powiedziałam do siebie. Szarpnęłam mocniej, ale to nic nie dało. –
Nee-san! Zamknęli ciebie?
~
Nie, ja już wracam do reszty ~ odpowiedziała.
Cholera…,
mam kłopoty…, pomyślałam i spojrzałam na bombę.
Trzy
minuty i trzydzieści sekund…
Będą
wściekli…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz