Obudziłam się o 8:30.
Zerwałam się z łóżka.
Spóźnię się!
Pobiegłam do łazienki, ubrałam się, umyłam zęby oraz uczesałam włosy. Szybko
zapakowałam ciasto do torby, zarzuciłam płaszcz, nie zapinając go i założyłam buty. Złapałam za klucze i,
zamknąwszy mieszkanie, wybiegłam z bloku. Biegłam ulicą, trzymając ciasto tak,
by się nie rozwaliło.
- No i gdzie się tak
śpieszysz? Mieliśmy być na 9.00 w szkole - powiedziała Ayano podbiegając do
mnie.
- Nee-san! -
zawołałam zdziwiona.
- No ja, a kto inny?
- spytała unosząc brew.
- To się w takim
razie nie śpieszę... - wolnym krokiem poszłyśmy do szkoły, która była... Pusta.
- Nikogo nie ma? - zapytałam.
- Pewno są na apelu.
Odłóż to, co masz i chodźmy.
Po apelu nawet nie
znaleźliśmy swojej klasy. Wyszłyśmy z sali jako pierwsze i poszłyśmy do klasy.
Posiedziałyśmy chwilę z Ayą, kiedy przyszła reszta.
- Adsuruś! Wesołych
świąt! - krzyknęła nauczycielka, przytulając mnie.
- Dobry! -
odpowiedziałam wesoło.
- No to co?
Ustawiajmy stoły, żarcie i wigilia klasowa, nie? - zawołał Ken.
Wszyscy zabraliśmy
się do pracy, a potem jedliśmy.
- Adsuro-san, spójrz
na mnie - powiedziała Hirata z aparatem w rękach.
Nie zorientowana
odwróciłam się w jej stronę z babeczką w ustach.
- Efff! Nie róp mi
stjef(Ejj! Nie rób mi zdjęć)! - krzyknęłam, próbując szybko przełknąć.
- Nie mówi się z
pełnymi ustami - pouczyła mnie Seiko.
- Kto przyniósł te
ciasto czekoladowe? - spytała Gensai-sensei.
- Jaaa! -
odpowiedziałam, machając ręką.
- Gdzie kupiłaś? Jest
pyszne!
- Ha! Zrobiłam!
Domowej roboty jest! - odparłam, odchylając się.
- Naprawdę? - wtedy
wszyscy poszli spróbować.
- A teraz czas na
prezenty! - krzyknęła nauczycielka. - Adsuruś, rozdasz je? - zapytała i
założyła mi czapkę Mikołaja na głowę. Poprawiłam ją, wstałam i wzięłam do ręki
worek.
- Mm.. co tu pisze...
A! Ayano! - podbiegłam do niej i dałam pakunek. Każdemu rozdałam i ostatni
należał do mnie. Nie otworzyłam go, bo pobiegłam do nauczycielki zobaczyć jej
reakcję na prezent. Nigdy nie widziałam, by ktoś się tak cieszył z kubka z
misiem w środku. Poczułam się cholernie szczęśliwa, że trafiłam z prezentem...,
nie, nie tylko dlatego. Spojrzałam na klasę. Gadali między sobą, śmiali się...
Naprawdę przy nich jestem szczęśliwa. Nie chcę by coś im się stało... Nie chcę
ich stracić...
Poszłam otworzyć swój
prezent. Był zapakowany w czerwoną torebkę i przewiązany białą kokardką.
Odwiązałam ją i zajrzałam do środka. Breloczek z misiem, który trzymał
serduszko oraz mała, niebieska róża. Uśmiechnęłam się do siebie. Ktoś wysunął
mi z ręki wstążkę i przywiązał do włosów.
- I teraz nie jesteś
na głowie cała niebieska - zaśmiał się Kastiel.
- Zróbmy sobie zdjęcia!
Tak grupowo, parami i klasowo! - zaproponowała Matsuri. Podeszła do nas i
nastawiła aparat. - Spójrzcie na mnie. - Kastiel stanął obok mnie, a ja
siedziałam na ławce. Pstryknięcie. - Jeszcze jedno dla pewności. Uśmiechnijcie
się, czy coś.. - zasugerowała. Wtedy zrobił taki gest, jakby chciał objąć mnie
ramieniem. Jednak jego ręka zamiast na ramię, powędrowała do ust, gdzie złapała
kącik moich warg i pociągnęła lekko do góry, tym samym rozciągając moje usta w
krzywym uśmiechu. Nie będąc mu dłużna zrobiłam to samo. Na pewno wyszło urocze
zdjęcie.
- Ja też chcę zdjęcie
z Adsu - powiedziała Seiko i też zrobiono mi zdjęcie z nią, jak mnie przytula.
Kolejne zdjęcia jakie
zrobiła Hirata to: Ayano i Kena, Seiko i Tasuke, mnie i nauczycielkę, mnie,
Ayano, Matsuri i Seiko, całą klasę i kilkanaście innych.
- Ej, Ada, a kiedy
robisz urodziny? - spytała nee-san, podchodząc do mnie.
- Huh? Nie wiem,
chyba nie robię, a co? - odparłam patrząc na nią.
- Kiedy masz
urodziny?! - krzyknęła zdziwiona połowa klasy.
- No... 31 grudnia..
- powiedziałam lekko speszona.
- To przecież na
dniach! - zawołała nauczycielka.
- Noo.. no tak -
patrzyłam po kolei na każdego. Cała klasa, nawet Kastiela zaciągnęli, poszła na
drugą połowę sali, zrobili (nie)małe kółeczko i zaczęli o czymś dyskutować.
Westchnęłam, wyciągnęłam swoje klucze i przypięłam do nich breloczek.
Wigilię spędziłam u
rodziny Ayano. Co roku mnie do siebie zapraszali. Jej tata mówił, że jestem dla
niego jak druga córka.
Za to na drugi dzień
świąt rodzice Kastiela mnie zaprosili. Nawet nie wiem skąd wzięli mój numer...
Może z jego telefonu? Potęga rodziców jest czasem przerażająca.
Naprawdę cieszę się,
że przyszłam do tej szkoły. To był mój najlepszy wybór w życiu.
29 grudnia...
Hmmm... Powinnam
pojechać odwiedzić tatę i zapalić mu znicz.., Jak postanowiłam, tak też
zrobiłam.
Ale tym razem kupiłam
niebieskie róże.
Będąc już nad jego
grobem odgarnęłam śnieg i położyłam kwiaty. Złożyłam ręce do modlitwy, a potem
zaczęłam opowiadać co się wydarzyło. Powiedziałam o tamtym dniu, który
spędziłam u Kastiela, Wigili klasowej, Wigili u Ayano i o Bożym Narodzeniu u
rodziny Kastiela.
- Okazało, że jego
rodzice są chrześcijanami, a on sam nie wypowiedział się na temat wiary. Mi to
w sumie nie przeszkadza - powiedziałam do grobu. - Wiara, płeć, pochodzenie,
rasa... to wszystko nie ma znaczenia. Ważne, by się razem dobrze bawić, prawda?
Zawsze mi to powtarzałeś! - zamilkłam na chwilę. - Wiesz tato.. naprawdę mi
ciebie brakuje... Ale... jak spędzam czas z moją klasą, to nawet nie mam czasu
rozmyślać o tamtym dniu. Zaczęłam żyć tak jak chciałeś. Idę przed siebie nie
patrząc za siebie. Nie muszę się już uśmiechać sama do siebie. Mam przyjaciół.
Nie ważne co się stanie, obronię ich.