poniedziałek, 11 marca 2013

VI. Skok z drugiego piętra.



- Ayano, kurrna! – wrzasnęłam, wbiegając do sali.
- Wystarczy "Ayano" - powiedziała spokojnie.
- Gdzie są moje okulary?! – zapytałam, waląc rękoma o jej ławkę.
- "Biega krzyczy pan Hilary!*" - wtrąciła Hirata z uśmiechem na ustach. (*fragment wiersza J. Tuwima "Okulary")
- A co ja?! Biuro rzeczy znalezionych?! - odpowiedziała.
- Cholera! Zgubiłam je! - zaczęłam nerwowo chodzić wokół Matsuri, stojącej obok.
- Ja nic o tym nie wiem - szybko powiedziała Hirata.
- Ale gdzie ja je mogłam zostawić?! - złapałam ją za ramiona i potrząsnęłam.
- Może w klubie? - zaproponowała Seiko.
- Byłam. Tam ich nie ma - odparłam.
- To może w torbie? - dodała nee-san.
- Ale ja je miałam przy sobie cały czas!
- Jeżeli powiesz mi, że zgubiłaś je ‘z nosa’, tak jak w podstawówce pierścionek z palca, to cię wyśmieję - powiedziała Aya.
- Nawet mi nie przypominaj! – warknęłam, zatrzymując się gwałtownie. Zaczęłam szukać pod ławkami, pod nogami kolegów z klasy, przez co dziwnie się na mnie patrzyli, w torbach innych, na biurku nauczycielki, na parapecie. Sprawdziłam swoje kieszenie jeszcze raz, upewniłam się też czy aby na pewno ich na głowie nie mam, ale nic! Wsiąkły!
Usiadłam w swojej ławce i walnęłam głową w blat, wyrzucając z siebie przy tym stertę przekleństw.
- Jak ktoś znajdzie to zwróci do sekretariatu, bo po co komu okulary - odezwał się Nataniel podchodząc do mnie.
- Oby - westchnęłam.
A wtedy przyszedł Kastiel do sali z... moimi okularami w ręku.
- Chyba ktoś coś zgubił – zwrócił się do mnie.
- Naprawdę? Nie wiedziałam - mruknęłam sarkastycznie.
- Jeśli ładnie poprosisz to oddam ci twoją zgubę, a następnym razem nie zostawiaj ich na parapecie na korytarzu - uśmiechnął się do mnie.
- Czy mógłbyś mi oddać okulary? – spytałam, udając jak najgrzeczniejszy ton.
- Nie oddawaj jej! - zawołał ktoś z klasy, Umehara odwrócił się w jego kierunku, to ja korzystając z okazji podbiegłam, by zabrać mu okulary, ale, o dziwo, miał podzielną uwagę i podniósł rękę do góry.
- A gdzie magiczne słowo? - zaśmiał się, kiedy ja bezskutecznie podskakiwałam, próbując mu zabrać moją rzecz.
- Proszę? - przestałam skakać i popatrzyłam na niego.
- Jak chcesz to potrafisz - powiedział i oddał mi okulary.
- Dzięki – mruknęłam, biorąc je z powrotem.
Zadzwonił dzwonek sygnalizując, że przerwa się skończyła. Zajęliśmy swoje miejsca.
Weszła nasza wychowawczyni i zaczęła omawiać sprawy klasowe. Minęło z piętnaście minut, kiedy wszyscy usłyszeliśmy krzyk. Na dziedzińcu zebrało się wielu mężczyzn.
- Adsuro Kitsune! Ayano Uchiro! Wyłaźcie stamtąd! Mamy do pogadania! - wrzasnął któryś z nich.
Wszystkich dosłownie zatkało. A ja patrzyłam na nee-san, która tylko trzęsła się. Ze złości.
- Draniu! Jestem Ayano Kitsune, a Adsuro ma na nazwisko Uchiro, zjebie! – krzyknęła, otworzyła przesuwane okno i wyskoczyła z drugiego piętra. Wszyscy podbiegli do okien, by zobaczyć, czy nic sobie nie zrobiła. A Aya co? Już się biła. Wtedy klasa popatrzyła na mnie, lekko zaszokowana. Wstałam.
- Kurwa! A od liceum miałam być spokojna! - wrzasnęłam, odsunęłam okno przy mojej ławce i wyskoczyłam z klasy, jednocześnie nokautując jednego z mężczyzn łokciem.
- Króliczku! - zawołała Ayano wyciągając do mnie rękę. Złapałam ją, a dziewczyna gwałtownie zakręciła mną i sobą. Ja przy okazji kopałam każdego kto tylko wpadł w drogę. Potem wyrzuciła mnie do góry, a ja wylądowałam na ramionach dwóch z nich. Ujęłam ich głowy w dłonie i uderzyłam o siebie.
- Kurrwaaaa! Ayano! Miałam się już nie bić! - krzyknęłam do niej waląc w brzuch z łokcia jednego z mężczyzn.
- Wiem, ja też, ale co poradzić - uśmiechnęła się do mnie.
Kiedy już wszyscy leżeli na ziemi, włożyłam ręce do kieszeni i wróciłyśmy wolnym krokiem do sali. A gdy już byłyśmy pod klasą wybiegł Ken.
- To było niesamowite! Ayano, naucz mnie tego! – wyrzucił z siebie jednym tchem.
Cóż... jak dla mnie chciał powiedzieć "umów się ze mną!", ale ok. Ja nie wnikam.
Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem i weszłam do sali, gdzie wszyscy zwrócili wzrok na mnie i Ayę za mną.
- No co? - zapytała nee-san, unosząc delikatnie brew.
- Proszę, nie mówcie nikomu co tutaj było. - złożyłam ręce w błagalnym geście.
Wszyscy jakby się chwilę zastanawiali, lecz ostatecznie się zgodzili.

*Kastiel*
Przez resztę lekcji patrzyłem na nią kątem oka.
Nigdy bym się nie spodziewał czegoś takiego po tak małej i drobnej dziewczynie. W dodatku ta Kitsune... obie wyskoczyły z drugiego piętra, jakby skakały z jednego stopnia schodów.
- I jak, Adsu? - z rozmyślań wyrwał mnie głos Ayano, która zwróciła się do Uchiro.
- Co i jak? - uniosła brwi do góry.
- Dawno nie biłyśmy się ramię w ramię, nie? - zaśmiała się do niej. Oparła rękę na jej ławce i usiadła bokiem.
- W sumie... - mruknęła z zastanowieniem Adsuro. - Ciekawe czego chcieli.
- Powiedział przecież, że wyrównać jakieś rachunki. Idę o zakład, że kiedyś go pobiłyśmy, toteż teraz się "mści". - odpowiedziała.
- Ha ha ha, coś mu nie wyszło. - zaśmiała się.
- Nie takie bandy już pokonałyśmy - uśmiechnęła się Kitsune.
- Co racja to racja - Adsu również szeroko się uśmiechnęła. Wtedy wyciągnęła telefon.
- Tak? - spytała odbierając.
Nie wiedziałem o czym mówi, ale z jej twarzy zszedł uśmiech, a malowało się zdziwienie z przerażeniem.
- Żartuje pan... - szepnęła. - Ja... już tam biegnę! - złapała swoją torbę, spakowała rzeczy. - Nee-san powiedz, że źle się czuję i poszłam do domu! - mówiąc to wybiegła z klasy. Odprowadziłem ją wzrokiem.

*Adsuro*
Żart... żart... to tylko żart..., bez przerwy powtarzałam sobie to w myślach biegnąc do szpitala. Wbiegłam po schodach o mało co nie potrącając pielęgniarki, a potem przebiegłam przez korytarz znajdując się na samym końcu.
- Tsukiyo! - krzyknęłam szybko otwierając drzwi i wbiegając do środka.
- Adsu-chan!
Zatkało mnie. Powoli podeszłam do dziewczyny, miała czarne oczy i jasnoniebieskie włosami do ramion. Była to moja siostra bliźniaczka, która całe życie spędziła w szpitalu. Nie byłyśmy zbyt podobne, może dlatego, że ona była bardziej podobna do.. matki, a ja do ojca.
- Operacja się udała. - powiedział lekarz, kładąc mi dłoń na ramieniu i wychodząc.
- Mogę mówić! A chodzenia się muszę nauczyć. - zawołała Tsuki, radośnie próbując wstać, lecz poleciała do przodu, a ja ją złapałam. - A ha ha ha...
- Nie śpiesz się, ja ci pomogę..., a jak wrócisz do szkoły to obronię - uśmiechnęłam się do niej.
- Dziękuję.

sobota, 2 marca 2013

V. Popis przy tablicy.



*Adsuro*
- Właśnie, Ayano-san, udało ci się "obalić samorząd"? - spytała Matsuri.
- "Obalić samorząd"?! WuTeeF?! - krzyknęłam zdziwiona.
- Tak! Jestem przewodniczącą, Adsuro mianowałam zastępcą, a Hiratę skarbnikiem. Ktoś chce jeszcze do nas dołączyć? - zapytała dumna z samej siebie Kitsune.
- Czemu ja? - zadałam pytanie z przybitą miną.
- Bo ty - odparła wzruszając ramionami.
- Ale mam zajęcia klubowe! Na każdej przerwie! Nie będę mieć czasu! - dodałam szybko.
- Będziesz mu.. jak to na każdej przerwie!? - zawołała zdziwiona. W sumie nie tylko ona była zszokowana. Wszyscy byli. Ja na początku też.
- Okej... od dziś jesteś z nami w klubie, będziemy musieli się z tobą zapoznać, by wiedzieć w jakich rolach będziesz dobra, jak potrafisz śpiewać, etc. - powiedział Hiro.
- Jednym słowem, co przerwę tutaj przychodzisz - dodała Chitose.
- Co przerwę...!? - zdziwiłam się.
- Tak, w to wchodzą próby. Wiesz, czasem na lekcjach też będziemy cię ściągać - uśmiechnął się przewodniczący.
- A co z waszą szkołą? Przecież też chodzicie, prawda? - spytałam.
- Ahahah, pierwszy raz usłyszałam takie pytanie. Otóż, jest tutaj trzecie piętro, na którym my mamy lekcje. Jak coś ono jest zamknięte i tylko nasza "szkoła" wie, jak na nie wejść. - odparła Chitose.
- Ohh... rozumiem - kiwnęłam głową.
- Ha ha ha ha, gdybyś widziała swoją minę - zaśmiałam się.
- Czyli żartowałaś? - zapytał Kastiel.
- Otóż... nie. - burknęłam przygnębiona.
- Ha ha i dałaś się wrobić w coś takiego - zawołała Ayano klepiąc mnie po głowie, a ja jak zwykle zamykałam przy tym oczy i otwierałam. - Ale i tak będziesz moim zastępcą!
- Poddaje się. - mruknęłam do siebie z przybitą miną.
- Ma się to coś - powiedziała nee-san z miną cwaniaka.
- Oczywiście, ten urok osobisty, talent i w ogóle - odparłam z sarkazmem, wzruszając ramionami.
Zadzwonił dzwonek i wszyscy ruszyliśmy w kierunku sali.
- Ryusaki, chodź na chwilę, potrzebuję pomocy - za nami odezwał się głos jednej z nauczycielek.

*Seiko*
Kiedy nauczycielka poprosiła mnie o pomoc to bez słowa poszłam za nią.
- Potrzebuję, byś wzięła te teczki i pomogła mi zanieść je do sekretariatu - odezwała się w końcu, pokazując mi kilka dość grubych teczek.
Wychodząc z pokoju wpadłam na kogoś, przez co teczki wypadły mi z rąk i upadły na ziemię.
- Przepraszam! - zawołał chłopak, pomagając mi zbierać je.
Wtedy przez przypadek nasze dłonie wylądowały na tej samej teczce. On automatycznie ją zabrał.
- Przepraszam! - po raz drugi zawołał, ale teraz bardziej zakłopotany.
Spojrzałam na niego. Przecież to Yamada z mojej klasy...
- Nie szkodzi. - odparłam. Taisuke wziął ode mnie kilka teczek, oferując pomoc i razem poszliśmy odnieść je na miejsce, a potem wróciliśmy do klasy, gdzie panował rozgardiasz.
Zaczęłam się rozglądać za tą niską, wesołą osóbką, którą tak polubiłam, ale jej nie widziałam..., lecz słyszałam jej śmiech.
- Żartujesz?! - teraz usłyszałam głos wychowawczyni. Dziwne, przecież mamy teraz lekcję, której ona nie prowadzi. Obróciłam głowę i ujrzałam nauczycielkę od matematyki.
- Taka mała, a taka utalentowana. - ktoś inny z klasy krzyknął.
- Nie żartuje! To jest prawda! - zawołała ze śmiechem.
Czemu ona się śmieje...?, pomyślałam lekko zdziwiona. Przepchałam się przez kilka osób i zobaczyłam, że jest łaskotana.
- Proszę... przestań, ha ha ha... - śmiała się próbując osłonić przed palcami... wychowawczyni.
- Sensei! To podchodzi pod molestowanie! - powiedziałam szybko to, co mi przyszło do głowy, by jej pomóc.
- Wcale nieee... - odparła patrząc na mnie.
- Wcale tak! - krzyknęła Kitsune, przepchała się przez wszystkich i usiadła w swojej ławce.
- No dobra... Ach! Przecież ja mam lekcje! - krzyknęła i wybiegła z klasy.
- W końcu... - burknęła matematyczka. - Siadać na swoje miejsca! Już! Hmm... dziś do tablicy na pierwszy ogień przyjdzie... Uchiro! Otwórz podręcznik na 93 stronie, zadanie 13.
- Cz-czemu ja?! - zawołała załamana dziewczyna.
- Bo każdy już choć raz był przy tablicy w tym miesiącu prócz ciebie.
A jest końcówka listopada..., dodałam w myślach.
- Ale ja nie chce... - jęknęła otwierając podręcznik. - W dodatku nie umiem... – mruknęła, wlokąc się do tablicy. Stała tak pod nią minutę, dwie, nawet sześć, aż w końcu nauczycielka odwróciła się w jej stronę i podała jej wzór, którego ma użyć. A potem się w obliczeniach pomyliła... biedna Adsuro.
- Dobra, siadaj, Kitsune, ty rozwiąż, bo ona czegoś takiego nie potrafi.
- Ale.. my tego jeszcze nie mieliśmy. - odpowiedziała jej Ayano.
- Nie ście... faktycznie.. przepraszam, miała być 73 strona, zadanie 8. Mimo wszystko ty podejdź i je rozwiąż.

*Adsuro*
- To była... żenada. - mruknęłam do siebie, wsadzając nos w książkę, by ukryć zażenowanie.
- Popisałaś się - zaśmiał się Kastiel do mnie.
- To nie jest śmieszne! – odpowiedziałam, patrząc na niego kątem oka. - Znając ciebie, też byś nie zrobił tego zadania.
- Nawet bym nie poszedł - wzruszył ramionami.
- Leń - powiedziałam ze śmiechem.
- Ehh... trzeba będzie zadać wam jakąś pracę, nie? - spytała sama siebie nauczycielka.
- Nie - odparła chórem klasa.
- A może jednak?
- A może jednak nie?
- To jutro kartkóweczka!
- Chyba mnie jutro nie będzie w szkole - burknął Kastiel. Popatrzyłam na niego.
- Jedno dniowa choroba, co? - zaśmiałam się.
- Możliwe - powiedział.
- Może ja też zachoruję...? - spytałam z uśmiechem.
  Spojrzał na mnie z ukosa.
- Jak chcesz – odparł zawadiackim tonem.