niedziela, 21 kwietnia 2013

VIII. Strach przed burzą.



*Adsuro*
Odkręciłam wodę i poczekałam, aż poleci gorąca. Stanęłam pod strumieniem wody i patrzyłam na ścianę, chyląc głowę.
Kastiel jest naprawdę miły..., pomyślałam.
Ciekawe jak wyglądają jego rodzice...
Nagle usłyszałam szczekanie psa. Podniosłam głowę do góry, przykręciłam wodę i zaczęłam nasłuchiwać.
On ma psa?
Śpiąca jestem... Powoli moje powieki się zamykały.
Nie śpij!
Uderzyłam dłońmi w policzki i potrząsnęłam głową.
Po kilkunastu minutach stania, umyłam się i wyszłam spod prysznica.
- Zimno... - szepnęłam do siebie. Uchyliłam drzwi i sięgnęłam po rzeczy. Opatuliłam się ręcznikiem i przez chwilę siedziałam skulona, póki nie zrobiło mi się cieplej.
Ubrałam dość luźną, męską, czarną bluzkę z krótkim rękawem oraz dresowe spodnie, trochę (a nawet bardzo) na mnie za duże. Zapewne to były rzeczy Kastiela, jednakże nie będę wnikać czyje, ani nie będę narzekać.
Wyszłam z łazienki i zaczęłam się rozglądać.
- Kastiel? - spytałam stawiając krok do przodu.
- Już wyszłaś? – powiedział, stając przede mną, a piorun trzaskając rozświetlił jego sylwetkę.
Przestraszyłam się jak nigdy i wbiegłam do łazienki, kuląc się pod drzwiami.
- A-Adsuro! Ej, to ja! - zawołał zdziwiony pukając. - Słuchaj... yyy... w łazience pewno jest niebezpieczniej niż w normalnym pokoju. Wyjdź - piorun ponownie trzasnął. Tym razem wybiegłam z łazienki i wtuliłam się w niego, przerażona.
- Burzy się boisz? – zapytał, delikatnie kładąc ręce na moich plecach. Jedną ręką zaczął mnie głaskać po głowie, próbując uspokoić. - Chodź, zaprowadzę cię do pokoju w którym będziesz spać - mówiąc to złapał mnie za rękę i pociągnął przez ciemny korytarz. Co jakiś czas musiałam podbiegać by dorównać mu kroku.
- Korki wysiadły - powiedział i dalej szliśmy w ciszy.
- Duży masz dom.. - zaczęłam próbując jakoś nawiązać rozmowę.
- Tak się wydaje jak się samemu mieszka - odparł.
- A twoi rodzice?
- Podróżują - otworzył drzwi do pokoju i zaprosił mnie gestem ręki do środka. - Ja będę w pokoju obok - i wyszedł zostawiając mnie samą w pokoju, w którym było dość duże łóżko pod oknem, szafa pod ścianą i biurko. Więcej nie widziałam, było zbyt ciemno.
Stałam przez chwilę patrząc się w okno o które uderzały krople deszczu. Na moich oczach niebo przebił piorun. Moje źrenice się rozszerzyły. Boję się. Usłyszałam huk. Podbiegłam do łóżka i schowałam się pod kołdrą, zaciskając powieki i zasłaniając rękoma uszy.
- Zaśnij, zaśnij, zaśnij... - powtarzałam kurczowo, ale to nic nie dało. Nienawidzę burzy! Mimo że pioruny wyglądają pięknie, to boję się ich. Senpai umarła właśnie przez jeden z nich kilka lat temu...

*Kastiel*
Kiedy znowu uderzył piorun, spojrzałem się na drzwi.
- Pewno się boi... - westchnąłem i wyszedłem z pokoju, bez pukania wchodząc do tego w którym była ona. Podszedłem do łóżka i zdjąłem kołdrę z jej twarzy, nachylając się. Miała przerażoną minę i łzy w oczach. Uszy zakrywała dłońmi. - Posuń się - powiedziałem. Adsuro patrzyła na mnie przez chwilę przestraszonym wzrokiem, ale zrobiła miejsce na łóżku. Położyłem się obok niej i przytuliłem zakrywając rękoma jej uszy, trzymając tym samym jej dłonie przez chwilę. Po chwili cofnęła ręce.
- A teraz śpij. - szepnąłem, delikatnie zetknąłem moją głowę z jej.
Rozluźniła się i oparła dłonie o moją klatkę piersiową.
Po chwili zasnęła.
Ona... tak bardzo się boi..., ale dlaczego? Jest przecież w domu, nic jej nie grozi... Nie rozumiem...
Przytuliłem ją mocniej do siebie.
Taka mała i krucha...
Przez myśl przeleciało mi wspomnienie, jak wyskoczyła z okna w klasie i poszła się bić razem z Kitsune.
Ja.. Chyba zakochałem się w niej...?, pomyślałem lekko zaskoczony tym stwierdzeniem, otwierając na chwilę szerzej oczy. Pomyślę nad tym rano...
I nawet nie wiem kiedy zasnąłem...

*Narrator*
Zamek od drzwi został otworzony kluczem, a dwoje ludzi weszło do środka.
- Ale ulewa! - powiedziała kobieta zdejmując płaszcz, a mężczyzna spróbował zapalić światło w przedpokoju, lecz nie działało. Sięgnął do komódki, wyciągnął świeczkę na podstawce i podpalił zapałkami, które również znalazł w komódce. Ona miała czerwone włosy za biust związane z boku głowy w kitkę oraz zielone oczy, a on ni to czarne, ni to szare włosy i czarne oczy.
- Ciekawe czy synuś już śpi... - zaczęła robiąc minę dziecka i przykładając do policzka palec.
- Nie nazywaj go "synuś", bo się wścieknie na ciebie. W końcu ma osiemnaście lat. Jest dorosły - westchnął mężczyzna drapiąc się w głowę.
- Ale zawsze będzie moim synkiem! - zawołała z łzami w oczach.
- Chyba nigdy nie przemówię ci do rozumu... Uparta jak zawsze – mruknął mężczyzna, zdejmując buty.
- Hm... skoro są światła pogaszone to śpi. W takim razie pójdę mu zrobić zdjęcie♥! - kobieta szybkim ruchem pozbyła się obuwia, wyciągając aparat z torby pobiegła po schodach do pokoju syna.
Mężczyzna chciał powiedzieć, że korki wysiadły, ale ta już była na górze.
Gdy otwierała drzwi z hukiem trzasnął piorun rozświetlając wszystko.
- Oh... Nie spodziewałam się tego... ♥ - mówiąc to zrobiła zdjęcie z fleszem. Chyba miała szczęście, bo wtedy znów uderzył piorun. I dość długo się utrzymał, gdyż zdążyła dla pewności zrobić dwa zdjęcia. - Kochanie! - zawołała schodząc po schodach i podchodząc do męża. - Nasz synuś ma już dziewczynę! Spójrz! - a na wyświetlaczu było zdjęcie, jak Umehara przytulał Uchiro.
- Słodka - odpowiedział na to mężczyzna.
- Aż się nie mogę doczekać by ją poznać ♥!

środa, 3 kwietnia 2013

VII. Urwanie chmury.



Odkąd Tsuki zaczęła rehabilitację minęły trzy tygodnie. Obecnie mamy grudzień, a dokładniej - czternasty grudnia. Dla wszystkich jest to normalny dzień. Dla mnie - nie. Dwa razy w roku jeżdżę na grób taty. Na jego urodziny, czternastego oraz w dzień jego śmierci przypadający 10 maja.
Dopiłam czekoladę, zapięłam białą koszulę i ścisnęłam mocniej pasek u jeansowych spodni. Włożyłam portfel do kieszeni, telefon, słuchawki do uszu, a potem założyłam na siebie czarny płaszcz, owijając szyję czarnym szalikiem. Na zewnątrz było pochmurnie, więc założyłam też czarne kozaki. Nie wiem, czy miał padać śnieg, czy też deszcz. Bez różnicy. Wyszłam z domu, zamykając drzwi.
Powoli szłam w kierunku peronu. Do cmentarza, na którym leżał ojciec, muszę dojeżdżać pociągiem. Kupiłam bilet. Dziś chyba mam wielkie szczęście, bo przyjechał bardzo szybko. Wsiadłam, zajmując miejsce pod oknem.
Kilka stacji później wysiadłam z niego.
Wznowiłam swoją powolną wędrówkę w kierunku grobu. Kiedy w końcu doszłam do swojego celu, uklękłam, kładąc kwiaty na nim kwiaty, które kupiłam po drodze. Były to białe róże - jego ulubione kwiaty. Jak jeszcze żył zawsze w domu była chociaż jedna. Wtedy sobie przypomniałam rozmowę z tatą pewnego popołudnia.
- Adsuro... chciałbym kiedyś zobaczyć niebieską różę.. - powiedział ojciec.
- Czemu akurat niebieską? - spytałam.
- Ponieważ niebieski to najpiękniejszy kolor - uśmiechnął się głaszcząc mnie po głowie. - Kolor włosów twoich i Tsuki, jak i oczu.
- Ty też masz niebieskie włosy! – zawołałam, szarpiąc go za rękaw.
- Ha ha, jeżeli kiedykolwiek taką znajdziesz, to powiedz mi - wziął mnie pod ramiona i położył na swoich kolanach.
- Obiecuję - powiedziałam wtulając się w niego.
Eh... Już nawet zapomniałam jakiego koloru miał oczy... Wiem jedynie o włosach... Miał takie same jak ja..., pomyślałam ujmując swój kosmyk włosów.
- Wiesz... Tato... - zaczęłam wpatrując się w niebo. - Nadal nie znalazłam żadnej niebieskiej róży..., Kiedyś ją znajdę... Ale wiesz.. Jest tyle rzeczy, które chciałabym ci powiedzieć - uśmiechnęłam się, wyobrażając, że siedzi na wprost mnie i wysłuchuje. - Przeniosłam się do nowej szkoły... Jest w niej Aya-nee-san... Znowu się wdałyśmy w bójkę... A klasa jest naprawdę fajna! Lubię każdego z nich! Trudno do niego dotrzeć, czasem potrafię z nim znaleźć wspólny język... Jeszcze jako jedyna ze szkoły zapisałam się do klubu i zostałam przyjęta, a naprawdę trudno się dostać do niego..! Och! Tsukiyo, przeszła operację strun głosowych i może już mówić! To świetnie, prawda? Przeszła też operację nóg, teraz próbuje się nauczyć chodzić, a ja jej pomagam od czasu do czasu...

*Seiko*
Zastanawia mnie, czemu nie ma Adsu w szkole..., pomyślałam patrząc się w okno, a siedzę w ławce pod ścianą.
- Czemu nie ma Adsuro-chan? - spytała Hirata Ayano.
- Dziś są urodziny jej taty - odparła na to Kitsune.
- I spędza z nim czas? - zapytał Ken.
- Jeżeli uważacie, że odwiedzanie ojca, leżącego w grobie jest spędzaniem czasu, to tak - powiedziała opierając dłoń o ławkę Adsuro.
- Jej tata nie żyje? - dopytywała się Matsuri.
- Tak, w maju będzie już dziesięć lat od jego śmierci - Kitsune najwyraźniej nie podobał się ten temat, ale ciągnęli go dalej.
- To w takim razie spędza teraz czas z matką przy grobie ojca? - pytanie po prostu wymsknęło mi się z ust. Ayano rzuciła mi szybkie spojrzenie.
- Wychowywała się bez matki - mruknęła.
- Och... nie wiedziałam.. - zaczęłam lekko speszona.
Adsuro... Przecież wydaje się być taka szczęśliwa, a jest zupełnie sama...
- Od śmierci ojca przez jakiś czas zajmowała się sama sobą, ale przygarnęła ją moja rodzina. Zawsze... zawsze miała ten tępy uśmiech na twarzy. Nawet jak płakała... - wtedy przekręciła głowę w stronę okna. - Wszystkie swoje uczucia chowa pod uśmiechem. Mimo że znam ją tyle lat, nie wiem jak się czuje, co jej może do głowy strzelić.
Nie wiem czemu, ale spojrzałam wtedy na Kastiela, który nad czymś myślał, zapewne.

*Adsuro*
Wsiadłam do pociągu by wrócić z powrotem do domu. Usiadłam pod oknem i oparłam o nie głowę. Po policzkach spłynęły mi łzy.
W końcu wydusiłam z siebie wszystko, co miałam na sercu. Od razu mi się lepiej zrobiło.
- Onee-san nie płacz - powiedział chłopiec, siedzący na wprost mnie, a jego mama podała mi chusteczkę.
- Dziękuję - odpowiedziałam ocierając łzy.
Gdy już wysiadałam na swoim przystanku pomachałam w kierunku chłopca i jego mamy, którzy jeszcze jechali dalej.
Westchnęłam i udałam się w kierunku domu, ale tym razem dłuższą drogą. Przeszłam obok kwiaciarni, a mój wzrok przykuły... Niebieskie róże. Klękłam przy wazonie z nimi.
Kupiłabym je..., lecz moje finanse zmalały przez podróż..., po raz kolejny westchnęłam zrezygnowana.
- Pasowały by do twoich oczu - przede mną klęknął mężczyzna koło dwudziestki. Miał fioletowe włosy i czarne oczy. - Z przyjemnością dałbym ci jedną, ale niestety ojciec mnie rozlicza z każdego kwiatka i każdego grosza.
- Och... nie trzeba - uśmiechnęłam się i wstałam.
- Ale powiem ci, że twoje oczy przypominają mi nocne niebo rozświetlone blaskiem księżyca - dodał.
- Dziękuję... bardzo? - zaczęłam.
- Tu jesteś - wtedy ktoś złapał mnie pod ramię, wziął jedną różę, zapłacił i odciągnął na bok.
- Eh? - uniosłam brwi patrząc na osobę, która mnie odciągnęła od kwiaciarza.
- To typowy kobieciarz. Trzymaj się od niego z daleka. Już nie raz widziałem jak podrywał takie jak ty - burknął Kastiel puszczając moją rękę. - Trzymaj – dodał, dając mi różę.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. Wzięłam od niego kwiat i przyjrzałam mu się.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego, a przy tym delikatnie zmrużyłam oczy, przechylając głowę na bok.
Umehara szybko odwrócił głowę zakłopotany.
- Następnym razem trzymaj się od niego z daleka - mruknął.
- A co, zazdrosny jesteś? - zaśmiałam się, szturchając go w bok.
- Nie do pomyślenia.. - odparł z lekkim rumieńcem na twarzy.
Nagle się rozpadało. Było to raczej urwanie chmury.
- Mieszkam niedaleko, więc chodź do mnie – powiedział, łapiąc mnie za rękę. Poszliśmy do jego domu.
- Myślałam, że będzie śnieg padał, a nie taka ulewa... - wymamrotałam pod nosem zdejmując płaszcz. - Eh?! Kastiel!? - zawołałam zdziwiona, bo nigdzie go nie było.
- Jestem, nie bój się - odpowiedział podchodząc do mnie, zapalił światło i wziął róże. - Wstawię ją do wazonu - zniknął mi na chwilę z oczu, po czym wrócił. - Powieś tutaj kurtkę. Zaprowadzę cię do łazienki i dam jakieś ubrania mojej matki, byś nie siedziała w mokrych - mówiąc to wszedł po schodach na piętro. - Tu jest łazienka, powinny być w niej jakieś kosmetyki, czy co tam. Przyniosę ci zaraz ręcznik i ubrania. Położę je pod drzwiami. Ja w tym czasie będę w łazience na dole.
Weszłam do środka i ściągnęłam koszulę, a potem spodnie.
Zimno, pomyślałam pocierając rękoma o ramiona.
- Pod drzwiami zostawiam ubrania na zmianę - powiedział Kastiel zza drzwi, pukając w nie.
- Dzięki.