poniedziałek, 30 grudnia 2013

XVIII. Sukienka i jej komentarze

Tydzień potem...
*Adsuro*
- Upierdliwe to... - burknęłam pozwalając Chitose by pomogła mi ubrać tą cholernie skomplikowaną sukienkę.
- Pani Gensai taką uszyła... Dużo w niej kokard do zawiązania i w ogóle...
- No właśnie! Trochę przegięła! - krzyknęłam.
- Ale musisz przymierzyć, by przed spektaklem nie było niespodzianki, że nie pasuje. I lepiej byś już na próbach w niej chodziła. Musisz się przyzwyczaić...
- Do czegoś tak upierdliwego! - dodałam. Uśmiechnęła się do mnie i oceniła "swoje dzieło". - I jak wyglądam?
- Ślicznie i słodko - odparła.
- Tsaaa... dzięki... Mogę już to zdjąć? - zapytałam.
- Jeszcz.. - nagle dostałam sms. Podeszłam do telefonu i sprawdziłam to. "Chodź szybko do sali!" - taką treść zawierał sms od Tsukiyo.
- Muszę na chwilę wyjść! - zawołałam i pobiegłam do klasy. - Co się stało? - spytałam na wejściu.
- Spójrz wszyscy już jesteśmy w swoich ubraniach Blacretions! - krzyknęła radośnie Tsuki obracając się w moją stronę i ją zamurowało. Ba. Wszystkich zamurowało.
- Nie komentujcie tej sukienki... - powiedziałam zażenowana.
- Kyaaaa! Adsuro ma moje największe dzieło na sobie! - pisnęła wychowawczyni podbiegając do mnie i oceniając. - Tutaj jest źle zapięte... - zaczęła szybko poprawiać. Nagle mogłam swobodniej oddychać.
- Od razu lepiej... - wzięłam głębszy wdech.
- Nie powinno się jej zbyt mocno spinać, materiał musi być pomarszczony w niektórych miejscach - pouczyła mnie. - Hmm.. szkoda tylko, że zrobiłam ją białą z czarnymi dodatkami... mogłam dodać koloru...
- Już wystarczy, że będę musiała nosić taką kieckę... - warknęłam spode łba.
- Słodko wyglądasz więc co ty chcesz? - zawołała z wyrzutem.
- Nic, nic - pomachałam ręką. - Gdyby pani wiedziała jaki problem jest ubrać taką sukienkę... - wymamrotałam pod nosem.
- No, no. Króliczek w takiej sukience. Po prostu wziąć aparat i robić zdjęcia - zaśmiał się Kastiel podchodząc do mnie. Wzięłam głębszy wdech i zrobiłam naburmuszoną minę.
- Czep się. - Odparłam po prostu krzyżując ręce na piersi.
- A więc jesteś shotą w słodkiej, marszczonej biało-czarnej sukience, czarnych rękawiczkach ii...? - dopytywała nee-san.
- Nie powiem co jeszcze będę mieć na sobie - pokazałam jej język.
- Długą wstążkę wokół szyi, którą będą trzymać też Shun i Yasuo - wtrąciła Shoko.
- Skąd wiesz..? - zapytałam zdziwiona.
- Nie nie doceniaj mojej linii wywiadowczej! - krzyknęła z błyskiem w oku.
- Biedna Adsu.., ale nie będą cię molestować, prawda? - Ken podszedł do mnie i ujął ręce w wyrazie łączenia się w bólu.
- O czym ty pierdolisz? - zapytałam z wysoko uniesionymi brwiami i uśmiechem na ustach, których kącik drgał. - Osobiście jeszcze nie znam całego układu. Na razie mam nauczyć się hm... raz.. dwa.. trzy... piętnaście piosenek. Na szczęście większość z nich znam, a na resztę mam czas do końca maja...
- Ile?! Przecież jest początek kwietnia! - krzyknęła zaszokowana nee-san.
- Spoko, w niektórych piosenkach nie mam zbyt dużo śpiewania tylko takie "la la la" - zaśmiałam się machając olewająco ręką.
- Dasz radę? - spytała Seiko lekko zmartwiona.
Roześmiałam się.
- Nie powinniśmy martwić się moimi występami, tylko walkami - powiedziałam po prostu, patrząc jej w oczy. - Jeśli znajdę chwilę to się nauczę ich, ale ważniejsze jest dla mnie to, by nikogo nie stracić.
- Adsuro.. - zaczęła Ryusaki.
- Tak mam na imię - przerwałam jej zamykając oczy z uśmiechem na twarzy. - Mam nadzieję, że trafimy na jakiś słabych przeciwników - zaczęłam drapać się w głowę.
- Uhm - kiwnęła głową.
Widziałam starach w oczach większości. Jeżeli ja nie będę go okazywać to powinno im to polepszyć nastrój.
- Będzie dobrze! Dla mnie na pewno nie może być gorzej! - wystawiłam kciuk w stronę klasy. Spojrzeli na mnie zdziwieni. - Ubrałam taką sukienkę. To jest totalna kompromitacja dla mnie! Więc no problemo!
Zaczęli się śmiać.
Udało mi się chwilowo poprawić ich nastrój. Chwilowo...
Spojrzałam w okno w stronę nieba.
Przez głowę przeleciał mi szyderczy uśmiech i te słowa...
"- Zniszczę wszystko i wszystkich których kochasz... Nie pozostanie ci nic na tym świecie!"
Zmarszczyłam brwi.
- Idę zdjąć tą sukienkę i zaraz tutaj wracam... - mruknęłam wychodząc z sali.
- Ho ho! Jakaż urocza sukienka - usłyszałam. Odwróciłam się w tamtą stronę. Owa osoba była płci żeńskiej, miała krótkie różowe włosy i fioletowe oczy.
- A ty kto? - zapytałam znudzona.
- Jestem Umeko - odpowiedziała z szyderczym uśmiechem. Powoli podeszła do mnie. - Od tak niedawna tu jesteś, a już wszyscy w twojej klasie ciebie uwielbiają. Ken, Kastiel, Nataniel, Taisuke... - warknęła ujmując mój kosmyk włosów. - Wszyscy uważają cię za słodziutką i niewinną..., wkurwiasz mnie. - Gwałtownie szarpnęła, a ja postanowiłam, że ugnę się.
Nie będę bić się z kimś ze szkoły...
- Taka odważna byłaś przed chwilą! - krzyknęła. Zamknęła palce w pięść i chciała mnie uderzyć, kiedy Kastiel złapał jej rękę.
- Co jest Umeko? Chciałaś uderzyć naszą maskotkę? - spytał obejmując mnie ramieniem.
Ona jedynie coś odwarknęła i sobie poszła.
- Dlaczego się nie broniłaś? - zdziwiła się nee-san.
- Tak po prostu - powiedziałam patrząc się tępo w ziemię i poszłam w kierunku klubu teatralnego by się przebrać.

niedziela, 29 grudnia 2013

XVII. Rola

*Adsuro*
Następnego dnia ledwo weszłam do szkoły, a ktoś przyłożył mi rękę do ust i zaciągnął po schodach do... sali lekcyjnej. Jak tylko mnie puścił...a, bo to była dziewczyna uderzyłam ją z łokcia w brzuch.
- To bolało... - burknęła Ayano delikatnie masując obolałe miejsce.
- Po kija ten teatrzyk!? - zawołałam zirytowana.
- Oto jest pierwowzór stroju Blacretions. Oryginał jest dla ciebie! - Gensai sensei podeszła do mnie i podała czarny, długi płaszcz do kostek i szarą apaszkę. - Dla reszty będą trochę krótsze, w końcu lider musi się wyróżniać, prawda? Pozwoliłam sobie doszyć ozdobną literę "B" na ramieniu oraz stworzyłam logo - mówiąc to rozłożyła płaszcz i pokazała mi jego tył. Była to czarna, delikatnie przekrzywiona gwiazda wokół której był niebieski płomień, a wewnątrz niebieska róża.
Zagwizdałam z podziwu.
- Pani ma naprawdę do tego talent - powiedziałam po prostu.
- Dziękuję, ale cały strój zaprojektowała Tsukiyo, logo też. Ja tylko uszyłam i jeszcze czeka mnie trochę pracy by uszyć dla każdego. No i jeszcze kilka w zapasie, gdyby się zniszczyły..
Wtedy podeszłam do bliźniaczki, objęłam ją za szyję swoim ramieniem zniżając do swojego wzrostu.
- Tsuki! Świetna robota! Naprawdę mi się podoba - wyszczerzyłam się lekko marsząc brwi. - Jestem cholernie dumna z ciebie.
- Aw~! Dziękuję! - krzyknęła nagle ściskając mnie tak mocno, że ledwo złapałam oddech. - Chciałam byś mnie pochwaliła!
- Nawet gdyby mi się nie podobało to i tak bym powiedziała, że mi się podoba - zaśmiałam się.
- Czyli nie podoba się?! - wykrzyknęła z łzami w oczach.
- Przecież powiedziałam, że mi się podoba - odparłam z tępą miną.
- Tak się cieszę... - zaczęła ze łzami w oczach ocierając je rękoma.
- Czemu płaczesz? - zapytałam.
- No bo... pierwszy raz widzę żebyś była aż tak szczęśliwa.. Zawsze... zawsze miałaś taki smutek w oczach..
Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem i poczochrałam ją.
- Głupia jesteś - powiedziałam po prostu i przerzuciłam sobie płaszcz przez ramię.
- A.. dsuro? - zaczęła zdziwiona.
- Może i jestem młodsza i mniejsza, ale pamiętaj jedno. Nikt nigdy nie wie co działo się, dzieje i będzie dziać w mojej głowie - mruknęłam stojąc do niej tyłem i z lekko przechyloną głową w jej stronę.
- Co masz na myśli?
- To co słyszałaś - uśmiechnęłam się tajemniczo. Gwałtownie odwróciłam się na pięcie. Nauczycielka rozmawiała z resztą klasy. - Na czym możemy nosić te chustki? - spytałam zwracając na siebie uwagę klasy. - Głowie, szyi, ręce?
- Ja uważam, że każdy może założyć ją tak jak chce - odparła nauczycielka z zastanowieniem.
- Tak, to jest dobry pomysł - potwierdziła Tsuki. - Tak właściwie... co znaczy "blacretions"...?
- Adsuuuuurrrrroooooo~~~!! - ktoś wrzasnął, z hukiem wpadł do sali, objął mnie za szyję i wyciągnął siłą z sali. Spojrzałam na pędzącą osobę. Był to senpai Tetsu z klubu teatralnego. Słynął ze swojego błyskawicznego zbierania członków klubu. - Pilne spotkanie! - zawołał po drodze.

*Tsukiyo*
- Kto to był..? - zapytałam lekko zaszokowana.
- Członek klubu teatralnego - odparła Matsuri.
- Czemu ją porwał? - dopytywałam nadal nie mogąc się nadziwić jego szybkością i niesamowitą pracą nóg.
- Nie mam pojęcia. Może szykują jakieś przedstawienie? - zastanowiła się Hirata.
- A może kolejny musical? - zasugerowała Ryusaki.
- Albo po prostu ją porwał by mieć dla siebie - burknęła Katsu z podejrzliwą miną. - W końcu Tetsu, z resztą jak wszyscy członkowie klubu, jest bardzo popularny wśród dziewczyn w tej szkole. Jest przystojny... Ma zielone oczy i równie zielone włosy... Jego uśmiech powalił nie jedną dziewczynę, w dodatku jest niesamowicie miły, uczynny i wysportowany, bo biega też w zawodach. Wygrał na razie zawody krajowe. - mówiła machając palcem i wymieniając to coraz to nowe cechy i osiągnięcia tego Tetsu.
- Lubisz go? - spytałam po prostu.
- Nie. Mnie nie urzekł jego uśmiech. Po prostu wiem o wszystkich wszystko - puściła mi oczko. - Za drobną opłatą mogę ci powiedzieć ile się dowiedziałam o tobie i Adsuro. - Spojrzałam lekko zdziwiona na nią. - Żartowałam, żartowałam. Na ogół wszystkie informacje zachowuję dla siebie. Nigdy nie mówię czyichś sekretów.
- Jesteś naprawdę ciekawska - rzekła Kitsune.
- Powiedziała to dziewczyna, która nie lubi się nudzić i robi wiele dziwnych rzeczy mówiąc, że "to jest zabawne" - odpowiedziała z uśmiechem.
- Phi! I co to ma do tego? Nie lubię się nudzić, ale nie wtykam nosa w nie swoje sprawy, jeśli nie powinnam - odmruknęła jej i poszła do nauczycielki, która mierzyła każdego by uszyć idealnie dopasowany płaszcz.
- Nie wiem o co się tak obraziła - wzruszyła ramionami.
- Denerwujesz ją po prostu - powiedział znudzony Kishi.
- Przejdzie jej! - zawołała i poszła do swojej ławki szukając czegoś. - I z moich informacji wynika, że ona się nie obraża!
- Tsukiyo-chan, chodź jeszcze ciebie muszę zmierzyć - posłusznie podeszłam do kobiety, która z miarką zaczęła sprawdzać moje rozmiary. Czułam się trochę niezręcznie, ale co poradzić...?
Popatrzyłam na drzwi wyczekując na Adsuro.
Po kilkunastu minutach przyszła z ręką na czole. Mamrotała coś pod nosem nie zaszczycając nikogo nawet ulotnym spojrzeniem.
- Coś się stało? - zapytała Ayano.
- Tak. I to nawet nie masz pojęcia co... - mruknęła ponuro siadając na ławce.
- No to mów - zasugerowała odwracając krzesło w jej stronę.
- Zostałam zmuszona do śpiewania z Shun'em-senpai i Yasuo-senpai... - burknęła bez przekonania.
- No i co w związku z tym..? - dodała Kitsune.
- Ty chyba nie wiesz jak to wszystko ma wyglądać! Co mam ubrać! Ughh! - wrzasnęła łapiąc się za głowę i machając nogami jak dziecko. - Kurrnaaa..., jestem najniższa i to mi przypadła rola shoty noooo! Choleraa...!
- Ha ha ha ha! Nie moge! - Ayano parsknęła śmiechem i zaczęła walić pięścią o swoją ławkę. - Idealna rola dla ciebie.
- Wiedziałam, że poprawisz mi humor - warknęła ponuro.
- Wyobrażam sobie ciebie w sukience z kokardkami i innymi takimi... - zaśmiał się Kastiel.

Spojrzała na niego z... no właśnie... nie wiem jak nazwać ten wzrok. Zdziwienie pomieszane z zakłopotaniem.


***
Dwie notki na raz, bo dawno nic nie wstawiałam ;)

XVI. Stroje

- To może... jakieś fajne ubrania uszyję!? - zawołała radośnie nauczycielka.
- To niech pani uszyje - powiedziałam nie podnosząc na nią wzroku, gdyż pisałam sms.
- Tak, ale jakie? Ma ktoś jakiś pomysł? - spytała zapewne rozglądając się po klasie. Kątem oka obserwowałam klasę.
- Ja mam! Ja mam! - krzyknęła Tsukiyo radośnie machając ręką.
- To podziel się nim z nami! - odparła Gensai sensei z entuzjazmem.
- Ale... znaczy się, mam go w głowie... muszę najpierw narysować go, potem znajdę odpowiednie materiały... i potem pani powiem co i jak, dobrze? - zapytała z uśmiechem.
- W takim razie czekam! Czekamy! - poprawiła się.
Poczułam wibracje w ręce. Tym razem wyciszyłam telefon. Spojrzałam na odpowiedź.
- No proszę... - mruknęłam do siebie oraz uśmiechałam się.
Szybko odpisałam na wiadomość i schowałam komórkę przed wścibską Shoko Katsu, dziewczyną o dość krótkich zielonych włosach i niebieskich oczach.
- Z kim piszesz? - spytała.
- Z przyjaciółką.. - odparłam wymijająco.
- Na pewno? A nie z jakimś chłopakiem? Widziałam jak się uśmiechasz do telefonu! - zawołała.
- Z przyjaciółką - powtórzyłam z zakłopotaną miną.
- Ale ja się i tak dowiem z kim pisałaś - zagwarantowała śmiejąc się.
- Nie musisz... naprawdę... - pomachałam rękoma w geście obrony.

*Tsukiyo*
- Adsu-chan, wyglądasz na naprawdę szczęśliwą - uśmiechnęłam się podchodząc do niej.
Nie wiem czemu, ale poczułam na sobie wzrok wszystkich z klasy.
- Fakt - odparła i spojrzała na mnie znad okularów swoimi błękitnymi oczami, które tak kochałam. Była tak podobna do taty...
Nagle wstała i oparła rękę na moim ramieniu.
- Liczę na ciebie, Tsu-chan - mówiąc to złapała za swoją torbę i płynnym ruchem wyskoczyła przez okno. Chwilę stałam zdziwiona, po czym podbiegłam do framugi i wychyliłam się.
- Gdzie idziesz?! - krzyknęłam, ale pożałowałam tego i zaczęłam się dusić, gdy już mi przeszło spojrzałam na telefon. - "Obiecałam Louise spotkać się z nią. Będę koło wieczora. Adsuro." - uniosłam brwi. - Louise... Louise..., ach! Już wiem która to!
- Oooo, czyżby Adsuro, nowa maskotka szkolna była przeciwnej orientacji..? - dopytywała się Katsu.
- Nic podobnego! Adsu woli chłopców! - zaprzeczyłam machając rękoma.
- A skąd masz taką pewność? - spytała z podejrzliwą miną.
- Ponieważ kilkakrotnie by... - zaczęłam, ale szybko zasłoniłam sobie usta. Zabroniła mi o tym mówić. - To ja pójdę do sklepu! - mówiąc to szybko wybiegłam z sali i skierowałam się do wyjścia.
Stanęłam na dziedzińcu i spojrzałam w niebo. Przypomniało mi się sytuacja sprzed kilku lat...
- Tsu-chan! Wiesz... zakochałam się! - powiedziała czternastoletnia Adsuro.
- W kim? - odpisałam jej na kartce, tak zawsze się z nią porozumiewałam...
Kilka tygodni potem Adsuro przyszła do mnie i ani słowem nie wspomniała o tamtym chłopcu. Nie wiem co się stało, ale tak było zawsze. Nagle przestawała o nich mówić...
- Em... Tsukiyo-san, tak? - spytał jakiś chłopak o blond włosach.
- Wystarczy Tsuki - uśmiechnęłam się w odpowiedzi. - A ty? 
- Nataniel - odpowiedział.
- Masz do mnie jakąś sprawę?
- Emm... - zaczął drapiąc się delikatnie w policzek. - Pomyślałem, że skoro niedawno wyszłaś ze szpitala to pewno miasta nie znasz i... jeśli chcesz, to mógłbym cię oprowadzić...
- Pewnie! Z przyjemnością! - zawołałam łapiąc go pod ramię. - Prowadź!
Szliśmy z piętnaście minut, kiedy dotarliśmy do wielkiego centrum.
- Woooow! To są na świecie takie duże budynki!? - krzyknęłam zaszokowana.
- Nigdy nie widziałaś centrum handlowego? - zapytał lekko zdziwiony.
- To znaczy... Adsu czasem kładła mnie na wózek i wiozła do parku koło szpitalu..., szpital nie był aż taki wielki... - zaczęłam się zastanawiać nad tym.
- Tutaj jest sklep z ubraniami. Może coś wypatrzysz - przerwał mi moje rozmyślania.
- Ah! Ile tu rzeczy! - zaczęłam biegać między wieszakami, a Nataniel starał się dotrzymywać mi kroku.
- Spójrz, spójrz! - zawołałam wyciągając długi czarny płaszcz na małe guziki. - Można by kupić taki dla każdego i naszyć na nich na przykład napis "Blacretions" czy coś innego...!
- To jest dobra myśl. A ile kosztuje? - mówiąc to spojrzał na cenę. - Och... tanie jak na taki płaszcz. Chodź, pójdziemy kupić ten, a potem zaniesiemy Gensai-sensei, by kupiła odpowiednie materiały i uszyła dla każdego i kilka w zapasie..
- Ale dla chłopców muszą być męskie! - podbiegłam do niego.
- Rozumiem. Kupimy ten, a resztę zostawimy sensei. Ona się na tym świetnie zna. Nie raz szyła ubrania do klubu teatralno-muzycznego na przedstawienia.
- Aahaaa! Przekonałeś mnie! To teraz poszukajmy jeszcze innych rzeczy! Hm... oprócz tych płaszczy przydałby się jakiś inny znak rozpoznawczy...
- Widzę, że się wczułaś w temat - zaśmiał się.
- Bo to zadanie zostało powierzone mi! - odparłam z dumą. - Pierwszy raz jestem gdzieś bez Adsu. Chcę wypaść jak najlepiej!
- Widać - uśmiechnął się i poszliśmy do sklepu, w którym był straaaaasznie dużo przeróżnych rzeczy. Breloczki, łańcuszki, kapelusze, szaliki... wszystko! - Do wyboru, do koloru - powiedział, a ja znowu zaczęłam biegać w poszukiwaniu "tego czegoś". I znalazłam.
- Co to? - spytałam Nataniela.
- To są bandanki, które zakłada się na szyję, włosy, można też rękę nimi obwiązać - wytłumaczył mi. Uważnie przyjrzałam się im.
- Przydałby się taki sam kolor..., ale jaki? - zamyśliłam się.
- Są czarne płaszcze... może lepiej by nie rzucało się zbytnio w oczy...? - zaproponował.
- Wiem! - zawołałam nagle, a on spojrzał na mnie zdziwiony. - Każdy ma inny kolor włosów i niektórym by pasował taki kolor, a innym inny. Więc weźmy jasny szary. Uniwersalny.

- Dobra myśl. To kupmy z dwie i idziemy do sensei, a ona już uszyje ich razy kilkanaście - puścił mi oczko i poszliśmy do kasy.