czwartek, 30 stycznia 2014

XXI. Duch walki.

- Co wy kurwa robicie?! - wrzasnęła. - Pytam się?! Co wy robicie!? Mówiliście, że jesteście silni!
Mimo wszystko widziałam, że jest przerażona. Adsu nie chce nikogo stracić, a teraz się właśnie na to zanosiło.
- Więc to ty jesteś szefową? - rosły mężczyzna o fioletowych włosach i czarnych oczach podszedł do nas. Miał w uchu wiele kolczyków. Zaczęła się trząść.
- Zajebie was! - krzyknęła i uderzyła go mieczem schowanym w pochwie w skroń, przez co stracił przytomność. Podbiegła do tych co otaczali Ayano. A mi głos utknął w gardle.
Obserwowałam jej niesamowite ruchy. Szybka i zwinna... Odbiła się od ziemi i złapała jednego za kołnierz, a potem zmusiła go do gwałtownego uderzenia w ziemię. Tego co trzymał Kitsune dźgnęła w brzuch.
- Mieliśmy im dokopać! - zawołała uderzając kolejnego z obrotu. - Mnie nie ma... i jest tak do beznadziejnie?! Wierzę w to, że jesteście silni, do cholery!
- A... Adsu, za tobą! - w końcu wydobyłam z siebie cokolwiek.
- Żeby zachodzić dziewczynę od tyłu... - warknęła i wyciągnęła katanę, która była połączona łańcuchem z... czymś schowanym pod płaszczem zapiętym tylko na dwa guziki na dekolcie, by się obronić. Na włosach miała zawiązaną chustkę, tak jak wiążą sobie małe dzieci.
- Dzięki.. - mruknęła Ayano i wzięła swój kij.
- Skopmy im tyłki - uścisnąwszy sobie dłonie, Kitsune rzuciła nią. Adsu w locie wyciągnęła drugi miecz z pochwy zza płaszcza. Okazało się, że te miecze były ze sobą połączone łańcuchem. Tylną stroną mieczy uderzyła w głowy dwóch mężczyzn, którzy zaszli Taisuke i Kastiela. - Nie obijajcie się panowie - uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła w kierunku Hiraty.
Widząc to, Seiko i Ken sami sobie poradzili.
- Matsuri, jak już nie masz amunicji.. to jeb w głowę! - zawołała z szerszym uśmiechem. - Walcz tym co masz! - Dziewczyna skinęła głową.
Patrzyłam na siostrę z coraz większą radością. Od razu wszyscy dostali zastrzyku energii.
Yamada i Umehara zaczęli walczyć na pięści, gdyż im też się skończyły naboje. Shoko kopnęła przeciwnika trzymającego sensei, a ta zaraz pomogła tamtej. Każdy każdemu pomagał.
- Niesamowite... - wyszeptałam.
Jeszcze przed chwilą spisywałam nas na straty, a teraz role zupełnie się obróciły.
- Ile razy upadniecie, tyle razy trzeba się podnieść! - krzyknęła i uderzyła kolejnego. - No i koniec! - uśmiechnęła się opierając nogę na "stosie" leżących mężczyzn, przy wszystkich leżały podobne stosy. - Jeee! Jesteśmy najlepsi! - zawołała unosząc ręce do góry.
- Dobra, dobra, ale teraz.., gdzie ty byłaś?! - Ayano podeszła do niej, objęła ramieniem i zaczęła targać jej włosy.
- Au, au, uaaaaauuuu! Przestań! Przepraszam! Boli! Pomocyyyy! - lamentowała próbując się uwolnić z sideł dziewczyny.
- Teraz to ci nawet Pan Bóg nie pomoże! - warknęła jeszcze mocniej trąc jej głowę.
- Nawet jak ci powiem gdzie byłam to i tak to nic nie zmieni! - odpowiedziała.
- To mów - puściła ją i patrzyła w jej oczy.
- Poszłam do starych znajomych, niestety ich nie było, bo by się nam przydali. W dodatku jeden z nich tworzy bronie. Te katany to jego dzieło. Miał mi dać inne, ale jak mówiłam, nie było go, a jego matka dała te, bo z tego co się dowiedziałam, tamtych nie skończył jeszcze. No i.. to chyba tyle. - powiedziała drapiąc się w głowę. - Wybaczycie? - spytała lekko się kłaniając i składając dłonie jak do modlitwy, a jedno oko zamknęła.
- Ważne, że jesteś teraz z nami - Seiko podeszła do nich i się uśmiechnęła.
- Wy pieprzone bachory... - nagle zza Adsu i Ayano wyłonił się mężczyzna, który trzymał piłę mechaniczną. Obie płynnym ruchem zrobiły obrót i jedna z prawej, a druga z lewej nogi kopnęły go w głowę. Kaszlnął krwią i opadł na ziemię.
- Będzie nam groził! - powiedziały równo prychając.
Wtedy zadzwonił telefon Adsuro. Podłączyła go do zestawu i mogliśmy słuchać tej rozmowy.
- Gratulacje, Blacretions przechodzą do następnej walki, Mafia Yano została pokonana, co oznacza, że już nie biorą udziału w Walce Mafii. Następny pojedynek dla Blacretions zostaje przydzielony za tydzień, w sobotę o szesnastej z mafią Black Blood - po czym się rozłączył.
- No to mamy tydzień laby~ - siostra przeciągnęła się i przeszła obok mnie, lecz na chwilę stanęła obok. - Nie wątp w nas, bo wtedy przegrywamy. Wszyscy musimy wierzyć, że wyjdziemy z tego cało i wygramy. - Podeszła potem do Kastiela, Yamady i Kishiego.
Odwróciłam się za nią. Zaczęła prowadzić ożywioną rozmowę z chłopakami.
Uśmiechnęłam się.
Nauczę się walczyć i nadejdzie czas, kiedy będę mogła spłacić cały swój dług u niej. Co więcej.. będę mogła dumnie stać u jej boku.
- No i co tak stoisz? Idziemy! - zawołała Ayano opierając rękę na moim ramieniu. Ryusaki podeszła do mnie i popchnęła delikatnie.
- Co powiecie, by zrobić jutro imprezę? - spytała Adsu ze skrzyżowanymi rękoma za głową.
- Tak! Tak! - zawołała Gensai-sensei z pielęgniarką równo. Znowu będą mogły się napić w towarzystwie.
- Może być nawet w moim domu! Jest duży! - dodała nauczycielka.
- Ja upiekę ciasto! - krzyknęła Adsuro unosząc rękę do góry.
- My zajmiemy się napojami. He he he.. - obie kobiety znowu powiedziały równo, wymieniając spojrzenia.
- Ale coś "normalnego" też proszę... Ja nie mam jeszcze osiemnastki! - zaśmiała się moja siostra.
- Ja też nie mam! - dodałam podchodząc do nich.
- Ale i tak jesteś starsza! - krzyknęła wymierzając we mnie palcem.
- Ha ha ha, Króliczek jak zwykle najmłodsza - Kitsune poklepała ją po głowie ze śmiechem, a ona mrugała przy każdym zetknięciu jej ręki z głową.
- Tak właściwie... to skąd się wziął „króliczek”? - wypaliła Shoko. - W sensie, że ksywka Adsu, skąd to wytrzasnęłaś?
- Nawet nie mów! To dopiero jest żenada! - krzyknęła Adsu próbując zatkać usta Ayano. Ta bez problemu sobie z nią poradziła, bo jest wyższa.
- Wcześniej nazywałam ją Kapucynką, taka rasa małp, a to tylko dlatego, że miała w sobie tyle energii, że to przechodziło ludzkie pojęcie. W jednej chwili umierała ze zmęczenia, a w drugiej już robiła coś innego. Króliki to też żywiołowe stworzenia, ale nie w tym rzecz - wtedy w jej oku pojawił się błysk. - Jej pierwszą rolą, którą musiała zagrać był Królik!
- Awww~ To musiało być urocze! - zawołała nauczycielka. - Adsu-chi, Adsu-chi, uszyję ci taki słoooodziuuutki kostium króliczka, co ty na to?
- Odmawiam do cholery jasnej! - warknęła chowając się... za mnie. - Tsukiii obroń mnie!
- Hę? Ja?! - zawołałam zaszokowana.
- Nie ufam całej reszcie... - mruknęła.
- Ha ha ha, no wiesz co? - Kastiel skrzyżował ręce na piersi i uważnie jej się przyglądał. - Czemu miałbym wydać Króliczka?
- Złapię cię~! - wtedy Ryusaki podbiegła szybko by ją złapać, ale Adsuro już była kilka metrów stąd.
- Ucieka! Ten kto ją złapie dostanie szóstkę na koniec roku z angielskiego! - zarządziła Gensai-sensei.
Każdy się skusił na tą propozycję. I wszyscy śmiali się z tego.

- To niesprawiedliweeeee!! - krzyknęła Adsu.

czwartek, 23 stycznia 2014

XX. Spóźnienie.


Dzień w szkole minął tak szybko, że aż się sama przestraszyłam. Ale przecież nie mogę pokazać wszystkim, iż sama jestem przestraszona, prawda?
Gwałtownie odsunęłam się na krześle, po czym wyciągnęłam ręce do góry.
- Spaaaać mi się chce! - zawołałam ziewając i drapiąc się w głowę.
- Adsuro? - spytała Tsukiyo podchodząc do mnie. Wyszczerzyłam się i pstryknęłam ją w nos.
- Jesteśmy tak zajebiści, że rozjebiemy ich w drobny pył! - krzyknęłam stawiając nogę na krześle.
- Widzę, że masz dobry humor, co? - uśmiechnęła się Ayano odwracając na krześle w moją stronę.
- Hah! - oparłam ręce na biodrach. Przeszłam się powoli po sali i gwałtownie odwróciłam w ich stronę. - Będzie dobrze!
- Skopmy im tyłki! - dołącza się do mnie nee-san.
- No ja myślę! - zawołałam. - Macie wszyscy pół godziny! Równo o 15:50 spotykamy się pod szkołą! Macie mieć nasze wspaniałe, markowe płaszcze i apaszki firmy Tsukiyo&Gensai-sensei company! Zawiążcie je sobie jak chcecie!
- Pół godziny to trochę za dużo, może starczyć każdemu równie dobrze, dziesięć minut - stwierdziła Seiko.
- Nie kłóć się ze mną! - pomachałam ręką i skierowałam się do wyjścia z sali..
- Ah, Adsu-chan! Czekaj na mnie! - krzyknęła Tsuki podbiegając do mnie.
Stanęłam.
- A ty... Będziesz trzymać się Nataniela i pani pielęgniarki. Tak jak już ustaliliśmy Shoko będzie was pilnować - westchnęłam. - Pół godziny jest mi potrzebne, by zdążyć do sklepu.
- W dziesięć minut przecież też byś zdążyła - powiedział Kastiel.
- On jest daleeeeko~ - uśmiechnęłam się. - Mam nadzieję, że się wyrobię. A jak mnie o szesnastej nie będzie, to ruszajcie sami. A teraz wybaczcie! - i wybiegłam z sali.

*Tsukiyo*
- Głupia Adsu! - zawołałam z naburmuszoną miną. - Zawsze wszystko chce robić sama i nigdy nic mi nie mówi!
- Ha ha ha, wiesz... Ten typ tak ma - stwierdziła Kitsune. - Zwykle wszystko wolała robić sama. Dla mnie to nie nowość. Dobra, ludzie, zbierajmy się wszyscy!
I rozeszliśmy się.
Gdy już doszłam do mieszkania podeszłam do okna. Było po chmurno cały dzień, ale teraz to naprawdę zapowiadało się na burzę.
Zaczęłam szukać parasolki. Zamiast tego znalazłam kilkanaście zestawów HF. Adsu mówiła, że kupiła je i schowała. Zostawiłam odsuniętą szufladę i poszłam po torbę.
Spakowałam słuchawki do niej, po czym założyłam płaszcz i chustkę na szyję.
Kiedy wyszłam z domu i byłam już kilka metrów od niego przypomniałam sobie, że nie wzięłam parasolki. Los chciał, by akurat teraz zaczęło padać. Zarzuciłam kaptur i ruszyłam w kierunku szkoły.
- Czemu nie wzięłaś parasola? Adsu by się wściekła - usłyszałam i przestało na mnie padać. Popatrzyłam na.. Kastiela., który użyczył mi parasola. Tak jak ja miałam płaszcz zapięty całkowicie, tak on miał odpięty do połowy torsu, a bandankę miał przewiązaną na głowie.
Uśmiechnęłam się do siebie.
Ma teraz tak wielu przyjaciół... to takie niesamowite. Zawsze trzymała się z boku. A gdy się udzielała to tylko w bójkach...
- Adsu ma wielkie szczęście - powiedziałam podnosząc głowę do góry by patrzeć na niebo.
- Co? - spytał zdziwiony.
- Nie, nic. Jesteśmy pierwsi - stwierdziłam rozglądając się.

- Lubisz Adsuro? - wypaliłam pierwsze co mi przyszło do głowy. Nagle jego twarz zrobiła się czerwona.
- Cz-czy to ma jakieś znaczenie? - zapytał i poruszył znacząco brwiami.
- Bo wiesz, Adsu nigdy nie miała przyjaciół prócz Ayano. Tylko ona nie dała się zastraszyć. Mimo że została wciągnięta do "jej świata" to i tak się z nią przyjaźni - mówiłam patrząc w dal.
- Przyjaźnimy się z nią bez względu na jej przeszłość, pochodzenie, czy cokolwiek innego - stwierdził. Spojrzałam na niego, a on miał wzrok skierowany w tamtym kierunku, w którym ja wcześniej miałam zwrócony.
- Nawet nie wiesz, ile takie słowa dla niej znaczą - uśmiechnęłam się szeroko.
Wtedy zauważyłam Kitsune i Kena. Oboje mieli apaszki przewiązane na ramionach, jedno na lewym, drugie na prawym.
- Hejooooł! - krzyknął Kishi. - Aaaah!! Kastiel draniu! Nie dość, że zarywasz do Adsu-chan, to jeszcze jej siostry!? Nie znasz umiaru!!
- Wal się, lowelasie - burknął.
- W końcu ustawiłam wszystkie! - zawołałam. - Każdy niech weźmie po jednym.
Powoli wszyscy zaczęli się zbierać i każdy dostawał słuchawki. W końcu zostały ostatnie dla Adsuro.
- Adsuuu... - jęknęłam. - Czemu ciebie nadal nie ma?
- Już jest szesnasta. Ustalone miejsce starcia to park za miastem, niedaleko w sumie on jest - powiedziała Ayano.
Ruszyliśmy wolnym krokiem, a ja po drodze każdemu mówiłam z kim ma być w parze, kto ma walczyć na przodzie, a kto z tyłu.
- Trochę się spóźniliście, Blacretions! - krzyknął jakiś mężczyzna, który stał na gałęzi drzewa. - Moi chłopcy już zaczynali się nudzić. Kto u was jest szefem?
- Co, chcecie od razu za głównego bossa się zabrać? Chyba sobie żartujesz! - zawołała Kitsune i wyciągnęła z kieszeni mały pręt. Szybkim ruchem ręki wydłużyła go. Seiko podeszła do niej i wyciągnęła zza płaszcza dwa krótkie sztylety. Kishi stanął pomiędzy nimi z długim kijem.
- Będziemy z Kastielem was osłaniać - odezwał się Taisuke i naładował pistolet, a Umehara zrobił to samo.
- Damy radę - wymamrotała Matsuri i położyła się na ziemi celując karabinem.
Shoko i sensei stanęły przede mną, Natanielem i pielęgniarką. Obie przybrały pozycje bojowe, w tym nauczycielka wyciągnęła szablę.
- Adsu, czekamy na ciebie - wyszeptałam i ruszyli.
Przeciwnicy nie czekali zbyt długo. Ayano zdążyła już walczyć z dwoma, którzy wyglądali na silnych. Ken i Ryusaki również nie mieli czasu się oglądać.
Mieli przewagę liczebną. Do strzelaniny przyłączyli się Kunichi, chłopak z zielonymi włosami i brązowymi oczami oraz Hitoshi, dziewczyna o czerwonych włosach i błękitnych oczach, oboje należą do klubu łuczniczego. U boku Seiko nagle stanęła Raichio z kataną, ma ona krótkie, białe włosy i ciemno-niebieskie oczy. Teraz to już cała nasza klasa walczyła. Nawet Shoko i sensei by nas bronić. Nie miałam zbytnio czasu zastanawiać się, musiałam analizować ruchy każdego z Blacretions, a także ruchy naszych przeciwników. Muszę jak najlepiej poznać mocne i słabe strony naszej klasy. Dziś dopasowałam ich typem broni jaką walczą, następnym razem będzie tak, że będą się uzupełniać.
Wtedy spojrzałam na Kitsune. Została otoczona przez kilku mężczyzn, w tym jeden wyrwał jej kij. Ken leżał na ziemi i jeden z przeciwników stał mu na rękach.
Kastiel i Yamada ledwo co się wyrabiali, a Hiracie brakowało już amunicji.
Nikt nie sądził, że będzie aż taka różnica..

Obejrzałam się, Katsu, Gensai-sensei, Nataniel oraz pielęgniarka są trzymani przez wroga. Jeden z nich szedł właśnie w moim kierunku. Przez chwilę mignęło mi wspomnienie, a wtedy nie wiadomo skąd pojawiła się Adsuro i powaliła go kopnięciem.

środa, 8 stycznia 2014

XIX. Sen.



- Uwielbiam słuchać twojego krzyku... - powiedziała kobieta. Nie widać było jej twarzy, była zamazana. - Tylko dlatego je urodziłam. By pokazać jaki ten świat jest okrutny i.. by mieć ubaw - zaśmiała się i wbiła powoli nóż w plecy dziewczynki. Zaczęła wyć z bólu.
- Siostrzyczko... - wyszeptała druga z nich próbując podejść do siostry.
- Ha ha ha! Patrz, patrz! - zawołała ze śmiechem do mężczyzny stojącego obok wskazując na tamtą. Powiedziała coś czego nie usłyszałam.
Podszedł do niej i zmiażdżył jej nogi, a potem podał jej coś do picia.
- Wyżre jej struny głosowe - zrobiła jej drugą ranę na łopatce, tym razem prawej. Wolno i powoli zagłębiała ostrze w jej ciele. Ona urodziła się już z dwoma bliznami na obu łopatkach, dlatego kobieta nie chciała wyjść poza te "linie", a zarazem chciała zadać jej jak najwięcej bólu.
- Błagam... przestańcie... nie róbcie jej tego...! - lamentowała patrząc na swoją siostrę, która nie może wydać z siebie dźwięku i zwija się z rozpaczy.
- Nie martw się... - szepnęła kobieta unosząc ją za włosy do góry by patrzyła na nią. - I tak umrze. Ciebie nie zabiję. Uwielbiam patrzeć na twoje oczy pełne rozpaczy i nienawiści. Zniszczę wszystko i wszystkich, których kochasz. Nie pozostanie ci nic na tym świecie! Ach ta bezsilność. Boli, prawda?
Gwałtownie się zerwałam z łóżka, a mój oddech był przyspieszony. Przyłożyłam rękę do czoła po czym spojrzałam na zegarek. 2:00. Masakra. Nienawidziłam, kiedy miałam takie sny. Zawsze po nich chce mi się płakać albo chciałabym się do kogoś przytulić. Niestety, nikogo nie mam. Nie dziwi mnie to.
Zsunęłam nogi na ziemię i wstałam. Sięgnęłam po spodnie na krześle, a potem podeszłam do szafy po ubranie. Założyłam je szybko na siebie i wyszłam z domu. Odetchnęłam świeżym powietrzem na zewnątrz.
Szłam przed siebie i cały czas czułam niepokój.
- Nienawidzę ich.. - wyszeptałam do siebie siadając na ławce w parku. Odchyliłam głowę do tyłu.
Te koszmary mam odkąd pamiętam. Często się nawet powtarzają... To jest okropne uczucie.
Zazdroszczę wszystkim tym, którzy mają obok siebie kogoś bliskiego... budzi ich koszmar i wiedzą, że ktoś może ich przytulić...
Akurat dziś Tsukiyo nocuje u Gensai-sensei, bo pomagała jej w.. w... w czymś tam. Nawet już nie wiem w czym.
Posiedziałam tak chwilę i chciałam zacząć o czymś przyjemnym, ale mi nie wychodziło.
TAKIEGO snu to jeszcze nie miałam. Wydawał się taki... nie wiem nawet jak to ująć... Tak jakby to się już kiedyś wydarzyło...
Nagle poczułam coś u nogi, a potem na klatce piersiowej.
Gwałtownie się podniosłam i zobaczyłam dużego, czarnego i... znajomego psa, który merdał radośnie ogonem.
- Kto by pomyślał, że Króliczek będzie w nocy na dworze - usłyszałam głos.. Kastiela. Powoli i on się wyłonił z mroku.
- A ty? - zapytałam.
- Wyszedłem z nim na spacer, bo nie dawał nikomu spać - wzruszył ramionami i przysiadł się obok mnie, a ja zaś już przytulałam się do Demona.
- Fajnie jest mieć zwierzę... - powiedziałam głaszcząc go po głowie. - Może i nie jest tym samym co człowiek, ale na pewno jest raźniej z nim...
- O czym ty mówisz? - spytał unosząc brew do góry.
- Nie, nie ważne - uśmiechnęłam się delikatnie. - Po prostu... nawet nie wiem jak to ująć.
- To spróbuj. Wysłucham - westchnął i oparł ręce o oparcie ławki.
- Będziesz się śmiał? - odsunęłam się od zwierzęcia i spojrzałam na niego.
- Niby z czego?
- Boje się.
- Czego? - wyprostował się i przekręcił się bokiem w moją stronę.
- Może i głupio to zabrzmi, ale moich koszmarów. One są... tak jakbym to kiedyś przeżyła.. - dodałam lekko spuszczając głowę.
- Nie rozumiem..? - zaczął lekko zdziwiony.
- Po prostu - po raz kolejny odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy, które powoli zachodziły łzami.
Nie sądzę by mnie zrozumiał. Nikt nigdy nie potrafił, a większość nawet nie próbowała.
Tym razem się schyliłam.
- One... śniło mi się, dlaczego Tsuki nie mogła chodzić i mówić..., śniło mi się jak zyskałam moje blizny... śniło mi się tyle rzeczy.., one są zbyt zgodne z prawdą by były tylko snem... Ja..., ale to przecież... głupie... nie wiem jak to ująć.. naprawdę... Boje się tego, że mogłam wmówić sobie inną przeszłość, a ta rzeczywista wraca do mnie w snach... to jest straszne.
Poczułam jego dłoń na policzku.
- Nie płacz - powiedział po prostu i... uśmiechnął się tak jak nigdy dotąd. Po czym przeciągnął się i objął mnie ramieniem przyciągając do siebie. - Nie martw się.
Pierwszy raz poczułam się... jakbym była naprawdę kochana, że ktoś mnie potrzebuje.
- Nie ważne jaka by nie była, kim to nie byłaś, jesteś Adsuro, którą wszyscy kochają. My jako twoja, hm, mafia podążamy za tobą, ponieważ jesteś taka, a nie inna. Ponieważ jesteś naszą przyjaciółką.
Wtuliłam się niczym małe dziecko w ojca.
Chciałam tak siedzieć w nieskończoność...
- Jutro... albo raczej dziś jest wielki dzień - mówiąc to odsunął się ode mnie. - Musisz się wyspać, by dobrze nami "dowodzić" - uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę. - Odprowadzę cię do domu, w końcu jest druga w nocy - zaśmiał się i szliśmy w milczeniu.
- A znasz drogę? - spytałam w końcu, gdy skręciliśmy w inną uliczkę niż trzeba. Milczał. - Kastiel?
- Kurna! Raz tam byłem, to jak mam znać?! - zawołał z wyrzutem.
Spojrzałam na niego zdziwiona, po czym zaśmiałam się.
- Musimy się wrócić, a potem skręcić w prawo, nie w lewo - powiedziałam z uśmiechem.
- Ojej, spójrz, mamy tu jakąś parkę z psem tak późno w nocy? - usłyszeliśmy. Za nami pojawiło się kilku mężczyzn, przed nami też, gdyż byliśmy w wąskiej uliczce. Pies zaczął warczeć na nich.
- Trzymaj - szepnął mi do ucha i dał smycz Demona. - Będzie się szarpać więc uważaj.
Uniosłam delikatnie brwi. Przecież ja też potrafię się bić.
- Będziesz bronił swojej dziewczyny? Jak szlachetnie. Nie martw się, szybko z tobą skończymy i zajmiemy się nią - twarz mężczyzny wykrzywiła się w paskudnym uśmiechu. Aż mi się niedobrze zrobiło.
- Zobaczymy jak będziesz gadał za chwilę. - Wyciągnął z kieszeni kurtki pistolet i strzelił mu pod nogi. - Następnym razem nie spudłuję - mówiąc to wycelował mu w ramię. - Spieprzaj albo będziesz podziurawiony. Twoi koledzy też - warknął.
Większość ludzi jak tylko zobaczy prawdziwą broń ucieka. Teraz też nie było wyjątku. Uciekali aż się kurzyło.
- Ho ho, aż takiego dobrego strzelca mam w klasie? - spytałam.
- Nawet nie wiesz co każdy z nas potrafi - uśmiechnął się tajemniczo. - Tak naprawdę to pies był tylko pretekstem bym mógł wyjść. Chciałem iść i potrenować, niedawno to dostałem i chciałem wypróbować - skrzyżował ręce za głową odwracając wzrok.
- Tak też można - posłałam mu uśmiech.
Odprowadził mnie do domu, po czym sam poszedł do swojego.
Lepiej się czułam widząc jego zdolności i w dodatku dzięki temu co powiedział, nie tylko słowa pocieszenia, ale także, że klasa jest utalentowana. Przebrałam się znowu w piżamę i położyłam.