sobota, 9 sierpnia 2014

XXVII. Max.



*Adsuro*
Przyszłam do szkoły, jak zwykle, ale tym razem była grobowa cisza w klasie.
- Adsu! – zawołała Tsuki.
- Co jest? – spytałam. – I czemu jak zwykle na mnie nie czekałaś?
- Bo ty się zawsze spóźniasz, a ja nie – odparła.
- Och, no tak – potwierdziłam. – Więc? Czemu tu jest taka cisza? – mówiąc to rozejrzałam się po klasie.
- Hitoshi ma niesprawną rękę – powiedziała po dłuższej chwili sensei.
- Jak to? – uniosłam brwi.
- Dzwoniła przed chwilą jej mama, powiedziała, że nie będzie jej jakiś czas w szkole. Jest w szpitalu na badaniach. Nie wiadomo czy będzie mogła używać prawej ręki – odpowiedziała ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
- Nie wiedziałam… - wymamrotałam.
Wtedy Kunichi podniósł się z krzesła i podszedł do mnie. Podniósł mnie za bluzkę do góry.
- Tylko tyle?! Łucznictwo było całym jej życiem! A ty masz tylko tyle do powiedzenia?! – krzyknął potrząsając moim ciałem.
- „Tylko tyle”… - powtórzyłam. – „Tylko tyle”…
- Adsu… - zaczęła Seiko.
- Odpierdol się! A co mam powiedzieć?! „Ojej, jak mi przykro, co ona teraz zrobi”?! – warknęłam uderzając szybko ręką o jego i stanęłam na nogach. Wtedy to ja wzięłam go za bluzkę i przyciągnęłam do siebie, by jego twarz była na poziomie mojej. – Nie będę się nad wami użalać! Bo to gówno da! Jak chce dalej być łuczniczką, to kurwa będzie nią, nie kaleką!
- A skąd ty możesz to wiedzieć?! – zawołał.
- Stąd, że… - zaczęłam.
- Adsu była wielokrotnie w gorszym stanie niż jest Hitoshi obecnie – skończyła za mnie Tsukiyo ze śmiertelnie poważną miną. – Ja może nie walczyłam ze śmiercią jak Adsu, ale nie mogłam chodzić i mówić. A sam widzisz doskonale, że stoję tutaj z wami i rozmawiam. Hitoshi ma tylko rękę uszkodzoną. Jest teraz taka medycyna, że lekarze nie będą mieli problemu by usprawnić jej rękę. Mogą nawet dać jej protezę w ostateczności.
- To wszystko twoja wina! To ty zmusiłaś nas do bycia twoją mafią! – żalił się nadal.
Puściłam go i odeszłam krok do tyłu.
- Gdybyś tylko się nie pojawiła… Hoshi by nie cierpiała!
- Przestań natychmiast!! – krzyknęła Tsuki podbiegając do mnie. – Adsu, nie słuchaj, nie słuchaj, błagam…
Nie docierały już do mnie jej słowa…
- Tak, masz rację, to, że żyjemy jest tylko moją winą, to, że zmieniłam nasz los jest moją winą, to, że nasze życie było piekłem i zostało zmienione też jest moją winą… - mówiłam z podniesioną głową do góry.
- Adsu, nie słuchaj go, błagam! Błagam! Aria, Max i ja do końca życia będziemy ci wdzięczne! Do końca życia nie spłacimy tego długu… - wyłkała kładąc z boku dłonie na moich ramionach i zaczynając się trząść.
- Nikogo nie zmuszam do podążania za mną – spojrzałam na niego nie spuszczając głowy. – Nie chcesz, nie walcz. Moja polityka jest prosta. Moja droga jest zawiła. Nie życzę sobie, by słabeusze podążali za mną. Tyle ci powiem. Spytaj się Ayano, dlaczego stała się silna. Chociaż i tak nie udzieli ci odpowiedniej informacji dlaczego. Taką jestem w stanie udzielić tylko ja sama. Nawet Tsuki nie powie ci dokładnie.
Odwróciła wzrok na bok…jak zawsze. Tsukiyo boi się przeszłości i chce o niej zapomnieć. Ja nie potrafię.
Zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
- Zakład pogrzebowy „Game over”, słucham? – powiedziałam do komórki jak zwykle spokojnym głosem.
Jeszcze przed chwilą była taka powaga na Sali, a teraz… na początek szok, a potem śmiech.
- Heh… tak też myślałam. Zamierzasz wrócić? – zapytałam. Uśmiechnęłam się pod nosem. – A jak myślisz? Nie martw się. Ja będę na ciebie czekała, a teraz wybacz, mam lekcje – mówiąc to rozłączyłam się.
- Ads..? – zaczęła Tsu.
- Tak jak się spodziewałam. Hitoshi nie należy do słabeuszy. Wyleczy rękę i wróci – uśmiechnęłam się ponuro. Wybierałam właśnie numer, lecz dana osoba mnie uprzedziła. – Seiko, podejdź no na chwilę – gdy podeszła wręczyłam jej telefon. – Odbierz, ale nic nie mów – nakazałam.
Wykonała moje polecenie.
 ~ ADSURO PIEPRZONY GÓWNIARZU! PRZYJEDŹ PO MNIE NA TO JEBANE LOTNISKO, BO JAK NIE TO CI KURWA NOGI Z DUPY POWYRYWAM! TO GÓWNIANE MIASTO JEST W CHUJ WIELKIE, ZAWIŁE I KURWA NIE OGARNIAM GO! ~ krzyknęła ze słuchawki.
- K-k-k-k-kt-t-o t-too?! – zawołała wystraszona Seiko.
- Daj mi teraz go – mówiąc to wyciągnęłam rękę po telefon. Oddała go.
- NIE WYDAWAJ MI ROZKAZÓW PIERDOLONA MAŁPO! – odkrzyknęłam.
~ A CHCESZ SIĘ BIĆ?! ~ warknęła.
- NO DAWAJ! ZOBACZYMY CZY CZEGOŚ SIĘ NAUCZYŁAŚ PRZEZ TE LATA! – odparłam. Wzięłam wdech. – Będę za kilka minut. Przygotuj włosy, bo nie rozczeszesz ich…!
- Czy… czy to Max?! – zawołała Tsuki podbiegając.
~ O nie… tylko nie ta cholerna beksa… ~ burknęła Max.
- Wyzwij ją jeszcze raz, a to ja ci nogi z dupy powyrywam – powiedziałam z uśmiechem.
~ Ta, bo dasz radę…
- Przegięłaś. Zginiesz na miejscu jak tylko cię zobaczę – dodałam z żyłką na czole.
~ Aria żyje? ~ spytała.
- Żyje, ma się wręcz świetnie! – zawołałam. – Jakie lotnisko, zakało ludzkości?
~ A skąd mam wiedzieć?!
- NO KURWA PRZECIEŻ JEST NAPISANE! Albo powinno, Jezas (czyt. dżizas) – mruknęłam. – Dobra, nie ważne, Aria po ciebie przyjedzie, ja nie mogę.
~ COOO!? A GÓWNO MNIE ARIA!! JA CHCĘ CIEBIE! ~ krzyknęła.
- Chcieć to sobie możesz… zasiąść na tronie i być kurna księżniczką! Ja zajęty człowiek jestem! – odpowiedziałam. – Zadzwoń do niej. Baj baj~ – i się rozłączyłam. – Ta cholerna… nic się nie zmieniła, nadal taka wulgarna i agresywna…
- Odezwała się ta spokojna i kulturalna… - burknęła Tsuki.
Rzuciłam jej szybkie spojrzenie.
- JESTEM KURWA OAZĄ SPOKOJU! NIE WIDAĆ TEGO?! – zawołałam wskazując na siebie palcem.
- Widać, widać! Poddaję się!
Westchnęłam.
- Chociaż na słowa ze mną walcz – powiedziałam opierając dłoń na biodrze.
- Ach… wybacz… - wymamrotała.
Zsunęłam z stopy buta i rzuciłam nim prosto w jej głowę.
- Auuuaaaa!! – krzyknęła.
- Zacznij robić uniki, bo nie zagwarantuje ci, że wszystko będzie dobrze – uśmiechnęłam się słodko.
- Adsu…. Czy ty…? – zaczęła.
- Kastiel! Wybieram cię! Walcz z Tsuki na słowa! Jesteś w tym dobry, bo często brakuje mi ripost! To naucz tego jej! A ktokolwiek z was niech ją chociaż uników nauczy robić, nie oczekuje walki… - dodałam podłamana.
- Chcesz mnie nauczyć walczyć?! – zawołała podekscytowana.
- Istnieje 99,9% szans, że Max zamieszka u nas – odparłam wzruszając ramionami. – Nie wiem czy pamiętasz, ale ona ma tendencje do rzucania. Zwłaszcza bombami.