*Adsuro*
Przyszłam do szkoły,
jak zwykle, ale tym razem była grobowa cisza w klasie.
- Adsu! – zawołała
Tsuki.
- Co jest? –
spytałam. – I czemu jak zwykle na mnie nie czekałaś?
- Bo ty się zawsze
spóźniasz, a ja nie – odparła.
- Och, no tak –
potwierdziłam. – Więc? Czemu tu jest taka cisza? – mówiąc to rozejrzałam się po
klasie.
- Hitoshi ma
niesprawną rękę – powiedziała po dłuższej chwili sensei.
- Jak to? – uniosłam
brwi.
- Dzwoniła przed
chwilą jej mama, powiedziała, że nie będzie jej jakiś czas w szkole. Jest w
szpitalu na badaniach. Nie wiadomo czy będzie mogła używać prawej ręki –
odpowiedziała ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
- Nie wiedziałam… -
wymamrotałam.
Wtedy Kunichi
podniósł się z krzesła i podszedł do mnie. Podniósł mnie za bluzkę do góry.
- Tylko tyle?!
Łucznictwo było całym jej życiem! A ty masz tylko tyle do powiedzenia?! –
krzyknął potrząsając moim ciałem.
- „Tylko tyle”… -
powtórzyłam. – „Tylko tyle”…
- Adsu… - zaczęła
Seiko.
- Odpierdol się! A co
mam powiedzieć?! „Ojej, jak mi przykro, co ona teraz zrobi”?! – warknęłam
uderzając szybko ręką o jego i stanęłam na nogach. Wtedy to ja wzięłam go za
bluzkę i przyciągnęłam do siebie, by jego twarz była na poziomie mojej. – Nie
będę się nad wami użalać! Bo to gówno da! Jak chce dalej być łuczniczką, to
kurwa będzie nią, nie kaleką!
- A skąd ty możesz to
wiedzieć?! – zawołał.
- Stąd, że… -
zaczęłam.
- Adsu była
wielokrotnie w gorszym stanie niż jest Hitoshi obecnie – skończyła za mnie
Tsukiyo ze śmiertelnie poważną miną. – Ja może nie walczyłam ze śmiercią jak
Adsu, ale nie mogłam chodzić i mówić. A sam widzisz doskonale, że stoję tutaj z
wami i rozmawiam. Hitoshi ma tylko rękę uszkodzoną. Jest teraz taka medycyna,
że lekarze nie będą mieli problemu by usprawnić jej rękę. Mogą nawet dać jej
protezę w ostateczności.
- To wszystko twoja
wina! To ty zmusiłaś nas do bycia twoją mafią! – żalił się nadal.
Puściłam go i
odeszłam krok do tyłu.
- Gdybyś tylko się
nie pojawiła… Hoshi by nie cierpiała!
- Przestań
natychmiast!! – krzyknęła Tsuki podbiegając do mnie. – Adsu, nie słuchaj, nie
słuchaj, błagam…
Nie docierały już do
mnie jej słowa…
- Tak, masz rację,
to, że żyjemy jest tylko moją winą, to, że zmieniłam nasz los jest moją winą, to,
że nasze życie było piekłem i zostało zmienione też jest moją winą… - mówiłam z
podniesioną głową do góry.
- Adsu, nie słuchaj
go, błagam! Błagam! Aria, Max i ja do końca życia będziemy ci wdzięczne! Do
końca życia nie spłacimy tego długu… - wyłkała kładąc z boku dłonie na moich
ramionach i zaczynając się trząść.
- Nikogo nie zmuszam
do podążania za mną – spojrzałam na niego nie spuszczając głowy. – Nie chcesz,
nie walcz. Moja polityka jest prosta. Moja droga jest zawiła. Nie życzę sobie,
by słabeusze podążali za mną. Tyle ci powiem. Spytaj się Ayano, dlaczego stała
się silna. Chociaż i tak nie udzieli ci odpowiedniej informacji dlaczego. Taką
jestem w stanie udzielić tylko ja sama. Nawet Tsuki nie powie ci dokładnie.
Odwróciła wzrok na
bok…jak zawsze. Tsukiyo boi się przeszłości i chce o niej zapomnieć. Ja nie
potrafię.
Zadzwonił mój
telefon. Odebrałam.
- Zakład pogrzebowy
„Game over”, słucham? – powiedziałam do komórki jak zwykle spokojnym głosem.
Jeszcze przed chwilą
była taka powaga na Sali, a teraz… na początek szok, a potem śmiech.
- Heh… tak też
myślałam. Zamierzasz wrócić? – zapytałam. Uśmiechnęłam się pod nosem. – A jak
myślisz? Nie martw się. Ja będę na ciebie czekała, a teraz wybacz, mam lekcje –
mówiąc to rozłączyłam się.
- Ads..? – zaczęła Tsu.
- Tak jak się spodziewałam.
Hitoshi nie należy do słabeuszy. Wyleczy rękę i wróci – uśmiechnęłam się
ponuro. Wybierałam właśnie numer, lecz dana osoba mnie uprzedziła. – Seiko,
podejdź no na chwilę – gdy podeszła wręczyłam jej telefon. – Odbierz, ale nic
nie mów – nakazałam.
Wykonała moje
polecenie.
~ ADSURO PIEPRZONY GÓWNIARZU! PRZYJEDŹ PO
MNIE NA TO JEBANE LOTNISKO, BO JAK NIE TO CI KURWA NOGI Z DUPY POWYRYWAM! TO
GÓWNIANE MIASTO JEST W CHUJ WIELKIE, ZAWIŁE I KURWA NIE OGARNIAM GO! ~
krzyknęła ze słuchawki.
- K-k-k-k-kt-t-o
t-too?! – zawołała wystraszona Seiko.
- Daj mi teraz go –
mówiąc to wyciągnęłam rękę po telefon. Oddała go.
- NIE WYDAWAJ MI
ROZKAZÓW PIERDOLONA MAŁPO! – odkrzyknęłam.
~ A CHCESZ SIĘ BIĆ?! ~
warknęła.
- NO DAWAJ! ZOBACZYMY
CZY CZEGOŚ SIĘ NAUCZYŁAŚ PRZEZ TE LATA! – odparłam. Wzięłam wdech. – Będę za
kilka minut. Przygotuj włosy, bo nie rozczeszesz ich…!
- Czy… czy to Max?! –
zawołała Tsuki podbiegając.
~ O nie… tylko nie ta
cholerna beksa… ~ burknęła Max.
- Wyzwij ją jeszcze
raz, a to ja ci nogi z dupy powyrywam – powiedziałam z uśmiechem.
~ Ta, bo dasz radę…
- Przegięłaś.
Zginiesz na miejscu jak tylko cię zobaczę – dodałam z żyłką na czole.
~ Aria żyje? ~
spytała.
- Żyje, ma się wręcz
świetnie! – zawołałam. – Jakie lotnisko, zakało ludzkości?
~ A skąd mam
wiedzieć?!
- NO KURWA PRZECIEŻ JEST
NAPISANE! Albo powinno, Jezas (czyt. dżizas) – mruknęłam. – Dobra, nie ważne,
Aria po ciebie przyjedzie, ja nie mogę.
~ COOO!? A GÓWNO MNIE
ARIA!! JA CHCĘ CIEBIE! ~ krzyknęła.
- Chcieć to sobie możesz…
zasiąść na tronie i być kurna księżniczką! Ja zajęty człowiek jestem! –
odpowiedziałam. – Zadzwoń do niej. Baj baj~ – i się rozłączyłam. – Ta cholerna…
nic się nie zmieniła, nadal taka wulgarna i agresywna…
- Odezwała się ta
spokojna i kulturalna… - burknęła Tsuki.
Rzuciłam jej szybkie
spojrzenie.
- JESTEM KURWA OAZĄ
SPOKOJU! NIE WIDAĆ TEGO?! – zawołałam wskazując na siebie palcem.
- Widać, widać!
Poddaję się!
Westchnęłam.
- Chociaż na słowa ze
mną walcz – powiedziałam opierając dłoń na biodrze.
- Ach… wybacz… -
wymamrotała.
Zsunęłam z stopy buta
i rzuciłam nim prosto w jej głowę.
- Auuuaaaa!! –
krzyknęła.
- Zacznij robić
uniki, bo nie zagwarantuje ci, że wszystko będzie dobrze – uśmiechnęłam się
słodko.
- Adsu…. Czy ty…? –
zaczęła.
- Kastiel! Wybieram
cię! Walcz z Tsuki na słowa! Jesteś w tym dobry, bo często brakuje mi ripost!
To naucz tego jej! A ktokolwiek z was niech ją chociaż uników nauczy robić, nie
oczekuje walki… - dodałam podłamana.
- Chcesz mnie nauczyć
walczyć?! – zawołała podekscytowana.
- Istnieje 99,9%
szans, że Max zamieszka u nas – odparłam wzruszając ramionami. – Nie wiem czy
pamiętasz, ale ona ma tendencje do rzucania. Zwłaszcza bombami.