*Kastiel*
- Adsu, co się stało?
– zapytała Ryusaki.
~ Nic poważnego…
chyba… ~ powiedziała. Słychać było w jej głosie zdenerwowanie.
- Co jest? –
spytałem.
~ Dam sobie rade… ~
odparła lekkim tonem, a po chwili, jak się wsłuchało, dało się usłyszeć
przekleństwa.
- Pójdę do niej i
zobaczę co się stało – zdecydowałem. Tsukiyo kiwnęła głową.
- Bądź ostrożny –
uśmiechnęła się.
Skinąłem głową i
pobiegłem przed siebie.
Po drodze ustawiłem
zestaw tak, by nikt nie słyszał co mówię, a sam wysłałem sms do Adsu by
ustawiła sobie tą samą częstotliwość.
- Co jest? Nikt nas
nie słyszy. Nie martw się – powiedziałem.
~ Powiedziałam, nic
ważn… ~ zaczęła, a chwilę potem usłyszałem huk.
- Adsuro! Ej! –
zawołałem.
Kasłała.
- Zostałaś zamknięta?
– zapytałem.
Dłuższą chwilę
milczała.
~ Mam niecałe dwie
minuty by się wydostać stąd… ~ wymamrotała niepewnie.
- Czyli jednak! –
krzyknąłem. – Zaraz będę przy tobie.
~ Co? Nie! Nie
ryzykuj!
Uśmiechnąłem się pod
nosem.
- Dla ciebie
zaryzykuję.
W końcu dobiegłem do
miejsca, gdzie miała byś podłożona przez nią bomba. Drzwi były zabarykadowane.
Zacząłem odsuwać wszystkie rzeczy, które były przeszkodami.
- Adsuro? Zaraz cię
wydostanę – wydyszałem odrzucając ostatnią belkę.
Otworzyłem drzwi i
nie mogłem złapać oddechu.
- Co to..? –
wymamrotałem. A wtedy zobaczyłem leżącą na ziemi Adsu. Spojrzałem potem na
bombę. Trzydzieści sekund. Wziąłem ją na ręce i szybko wybiegłem z budynku.
Rozległ się wybuch.
Padłem na ziemie
chroniąc dziewczynę własnym ciałem.
Zaczęło mi trzeszczeć
w uszach, wyciągnąłem z nich zestaw i się podniosłem, kiedy już dym zaczął
opadać.
Nagle poczułem jak
ktoś przykłada mi pistolet do pleców.
Odwróciłem delikatnie
głowę.
- Wstań powoli i
podnieś też dziewczynę. Żadnych podejrzanych ruchów, bo strzelę – warknął.
Zrobiłem jak kazał.
- Masz broń? – spytał
- Przecież posiadanie
broni jest zakazane – odparłem.
Zacząłem się śmiać w
duchu, że właśnie takie słowa padają z moich ust.
- Masz na sobie ten
sam płaszcz co reszta. Nie rób ze mnie idioty – burknął.
- Płaszcz? A, ten,
znajomy mi go dał. A tutaj znalazłem się przez przypadek – powiedziałem.
Już większego głupa
rżnąć nie mogę… Oby tylko był tak samo głupi.
- Myślisz, ze jestem
głupi?! – zawołał.
Westchnąłem.
- Usłyszałem wybuch i
przyszedłem sprawdzić co się dzieje, to wszystko.
- A ona?! – wskazał
na Adsu.
- Zemdlała ze
strachu.
Gdyby mnie słyszała
to by mi chyba łeb ukręciła.
- Oddaj broń! –
ponowił pierwsze polecenie.
- Głuchy jesteś? –
warknąłem znudzony. – Nie mam, to odwal się.
- Jednak jesteś
jednym z tej bahorowatej mafii!! – zawołał i pociągnął na spust.
Rozległ się huk.
Trzymana przeze mnie
Adsu zmusiła, by jego ręka wystrzeliła do góry.
- C-co..? – zaczął
zaszokowany.
Bez zastanowienia
kopnąłem go w piszczel, a potem z kolana w brzuch. Zgiął się w pół.
- Jak długo jesteś
przytomna…? – spytałem patrząc gdzieś daleko z zakłopotaniem.
- Wystarczająco długo
by słyszeć zemdlenie ze strachu – warknęła.
Złapała mnie za
policzki i zaczęła ciągnąć.
- Kuuwa, bo mi je
powyływas-sz! – krzyknąłem.
- Kara musi być –
odpowiedziała.
Klęknąłem na jedno
kolano dzięki czemu nie musiałem jej trzymać obiema rękoma. I wolną ręką
zacząłem ją łaskotać po brzuchu, a drugą ją mocniej objąłem.
Zaczęła się szaleńczo
śmiać.
- Przestań –
prawdopodobnie to powiedziała przez śmiech, ale nie jestem pewien.
Jeszcze chwilę ją
denerwowałem, a potem odsunąłem dłoń.
- Nie zadzieraj ze
mną króliczku – mówiąc to znowu ją podniosłem i skierowałem się w kierunku
reszty. – Zacznij na nas polegać. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi i ci pomożemy
jak będziesz miała kłopoty. Jeśli byś zginęła teraz wszyscy by się obwiniali,
że nie ruszyli ci na pomoc, że nie wiedzieli co się stało.
Spojrzała na mnie.
- Z czasem się tego
nauczę – odparła.
- Ja myślę.
- Adsu!! – krzyknęła
Tsukiyo.
- Jak długo
zamierzasz mnie nieść? – burknęła ponuro.
- Tak długo, jak będę
chciał cię upokarzać – odpowiedziałem z złośliwym uśmiechem.
- Żżż tyyy… -
warknęła z zaciśniętą pięścią.
- Czemu on cię nosi?
– spytała Ayano.
- Bo chce mnie
upokorzyć – krzyknęła szarpiąc się. – Puszczaj mnie lamusie!!
Wszyscy zaczęli się z
niej śmiać i z jej panicznych prób wydostania się z moich rąk.