poniedziałek, 30 czerwca 2014

XXVI. Upokorzenie

*Kastiel*
- Adsu, co się stało? – zapytała Ryusaki.
~ Nic poważnego… chyba… ~ powiedziała. Słychać było w jej głosie zdenerwowanie.
- Co jest? – spytałem.
~ Dam sobie rade… ~ odparła lekkim tonem, a po chwili, jak się wsłuchało, dało się usłyszeć przekleństwa.
- Pójdę do niej i zobaczę co się stało – zdecydowałem. Tsukiyo kiwnęła głową.
- Bądź ostrożny – uśmiechnęła się.
Skinąłem głową i pobiegłem przed siebie.
Po drodze ustawiłem zestaw tak, by nikt nie słyszał co mówię, a sam wysłałem sms do Adsu by ustawiła sobie tą samą częstotliwość.
- Co jest? Nikt nas nie słyszy. Nie martw się – powiedziałem.
~ Powiedziałam, nic ważn… ~ zaczęła, a chwilę potem usłyszałem huk.
- Adsuro! Ej! – zawołałem.
Kasłała.
- Zostałaś zamknięta? – zapytałem.
Dłuższą chwilę milczała.
~ Mam niecałe dwie minuty by się wydostać stąd… ~ wymamrotała niepewnie.
- Czyli jednak! – krzyknąłem. – Zaraz będę przy tobie.
~ Co? Nie! Nie ryzykuj!
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Dla ciebie zaryzykuję.
W końcu dobiegłem do miejsca, gdzie miała byś podłożona przez nią bomba. Drzwi były zabarykadowane. Zacząłem odsuwać wszystkie rzeczy, które były przeszkodami.
- Adsuro? Zaraz cię wydostanę – wydyszałem odrzucając ostatnią belkę.
Otworzyłem drzwi i nie mogłem złapać oddechu.
- Co to..? – wymamrotałem. A wtedy zobaczyłem leżącą na ziemi Adsu. Spojrzałem potem na bombę. Trzydzieści sekund. Wziąłem ją na ręce i szybko wybiegłem z budynku.
Rozległ się wybuch.
Padłem na ziemie chroniąc dziewczynę własnym ciałem.
Zaczęło mi trzeszczeć w uszach, wyciągnąłem z nich zestaw i się podniosłem, kiedy już dym zaczął opadać.
Nagle poczułem jak ktoś przykłada mi pistolet do pleców.
Odwróciłem delikatnie głowę.
- Wstań powoli i podnieś też dziewczynę. Żadnych podejrzanych ruchów, bo strzelę – warknął.
Zrobiłem jak kazał.
- Masz broń? – spytał
- Przecież posiadanie broni jest zakazane – odparłem.
Zacząłem się śmiać w duchu, że właśnie takie słowa padają z moich ust.
- Masz na sobie ten sam płaszcz co reszta. Nie rób ze mnie idioty – burknął.
- Płaszcz? A, ten, znajomy mi go dał. A tutaj znalazłem się przez przypadek – powiedziałem.
Już większego głupa rżnąć nie mogę… Oby tylko był tak samo głupi.
- Myślisz, ze jestem głupi?! – zawołał.
Westchnąłem.
- Usłyszałem wybuch i przyszedłem sprawdzić co się dzieje, to wszystko.
- A ona?! – wskazał na Adsu.
- Zemdlała ze strachu.
Gdyby mnie słyszała to by mi chyba łeb ukręciła.
- Oddaj broń! – ponowił pierwsze polecenie.
- Głuchy jesteś? – warknąłem znudzony. – Nie mam, to odwal się.
- Jednak jesteś jednym z tej bahorowatej mafii!! – zawołał i pociągnął na spust.
Rozległ się huk.
Trzymana przeze mnie Adsu zmusiła, by jego ręka wystrzeliła do góry.
- C-co..? – zaczął zaszokowany.
Bez zastanowienia kopnąłem go w piszczel, a potem z kolana w brzuch. Zgiął się w pół.
- Jak długo jesteś przytomna…? – spytałem patrząc gdzieś daleko z zakłopotaniem.
- Wystarczająco długo by słyszeć zemdlenie ze strachu – warknęła.
Złapała mnie za policzki i zaczęła ciągnąć.
- Kuuwa, bo mi je powyływas-sz! – krzyknąłem.
- Kara musi być – odpowiedziała.
Klęknąłem na jedno kolano dzięki czemu nie musiałem jej trzymać obiema rękoma. I wolną ręką zacząłem ją łaskotać po brzuchu, a drugą ją mocniej objąłem.
Zaczęła się szaleńczo śmiać.
- Przestań – prawdopodobnie to powiedziała przez śmiech, ale nie jestem pewien.
Jeszcze chwilę ją denerwowałem, a potem odsunąłem dłoń.
- Nie zadzieraj ze mną króliczku – mówiąc to znowu ją podniosłem i skierowałem się w kierunku reszty. – Zacznij na nas polegać. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi i ci pomożemy jak będziesz miała kłopoty. Jeśli byś zginęła teraz wszyscy by się obwiniali, że nie ruszyli ci na pomoc, że nie wiedzieli co się stało.
Spojrzała na mnie.
- Z czasem się tego nauczę – odparła.
- Ja myślę.
- Adsu!! – krzyknęła Tsukiyo.
- Jak długo zamierzasz mnie nieść? – burknęła ponuro.
- Tak długo, jak będę chciał cię upokarzać – odpowiedziałem z złośliwym uśmiechem.
- Żżż tyyy… - warknęła z zaciśniętą pięścią.
- Czemu on cię nosi? – spytała Ayano.
- Bo chce mnie upokorzyć – krzyknęła szarpiąc się. – Puszczaj mnie lamusie!!
Wszyscy zaczęli się z niej śmiać i z jej panicznych prób wydostania się z moich rąk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz