czwartek, 17 kwietnia 2014

XXIV. Rodzeństwo



Następnego dnia siedziałam w klubie teatralnym i patrzyłam się tępo w ścianę.
Nagle podeszła do mnie Chitose i uderzyła delikatnie w głowę.
- Adsuro! Nie zamyślaj się tak! – zawołała.
- Daj jej spokój, zmęczona jest. Widać to po niej – bronił mnie Yasuo.
- Ach, tak, przepraszam, co teraz ćwiczymy? – spytałam podnosząc na nią wzrok.
Przez chwilę patrzyła na mnie, po czym westchnęła zrezygnowana.
- Dużo ćwiczysz po nocach? – zapytała kładąc rękę przy moim czole, a potem mnie głaszcząc po włosach.
- Nie, nie aż tak… - zaczęłam lekko zdziwiona.
- Idź i dziś odpocznij – zarządziła. – Yasu, odprowadź ją do klasy.
- Zrozumiano, wiceprzewodnicząco – odparł z uśmiechem.
A potem wyszliśmy razem pod ramię.
- Ostatnio strasznie jesteś zamyślona. Wokół czego albo kogo są twoje myśli obwiane? – spytał nagle.
- Wokół nikogo – uśmiechnęłam się. – Każdy może mieć swój groszy dzień.
- W takim razie masz go codziennie – zaśmiał się.
- Jak okrutnie…! – zawołałam przybita. Znowu zaczął się śmiać.
Zeszliśmy po schodach, a potem skręciliśmy w prawo. Chwilę potem byliśmy pod moją salą.
- Właśnie, wzięłaś tą kartkę, o którą cię prosiła Chi? – spytał nagle.
- A, tak, mam ją w torbie. Chyba.
Weszliśmy do klasy i zaczęłam grzebać w swojej torbie.
- Co robisz w wakacje? – zapytał opierając się o moją ławkę.
- Ja? Euh… nic.. tak myślę – odparłam i zaczęłam przeglądać książki w nadziei, że odnajdzie się ten papier.
- To może znowu wybierzemy się nad morze? Tak jak w zeszłym roku spotkaliśmy się przez przypadek? – uśmiechnął się szeroko.
- Byłoby miło pojechać ze wszystkimi gdzieś – powiedziałam.
- Ale ja chciałem tylko nas dwojeee – zaczął machać ręką. – Bez Chitose i reszty.
- Och.., nie mam pojęcia, do wakacji jeszcze trochę czasu. Zastanowię się – sprawdziłam ostatnią książkę i westchnęłam zrezygnowana.
- Adsu! Powiedz mi, co ma znaczyć ten papier?! – zawołała Shoko podbiegając do mnie i podsuwając mi go pod oczy.
- T-to jest to czego szukałam! Skąd ty to wzięłaś?! – krzyknęłam.
- Z twojej torby, a skąd niby? – odparła jakby to było oczywiste.
- Nie powinnaś grzebać w cudzych rzeczach! – wyrwałam jej kartkę i obróciłam się na bok. – Hympf!
- Chciałam pożyczyć długopis, bo oczywiście nikt nie ma, a swój zgubiłam, a to było na wierzchu.. i nie mogłam nie zajrzeć – odparła z zasmuconą miną. Potem spojrzała na Yasuo, a on na nią.
Patrzyłam to na jedno, to na drugie. I dotarło do mnie, że oni oboje są do siebie podobni.
- Hej – Yasu przerwał ciszę. – Dawnośmy się nie widzieli.
- Ano, dawno… Co tam słychać u mamy? – zapytała.
- Ciągle zapracowana w tym teatrze – odparł. – A u ojca?
- Również zapracowany – uśmiechnęła się blado.
- Uno momento – przerwałam im wpychając się pomiędzy nich. – Czy wy… czy wy jesteście rodzeństwem? – spytałam.
- Tak. Nasi rodzice się rozwiedli. Ze względu na to, co chcemy robić w przyszłości, oboje się rozdzieliliśmy.
- Och.. To.. – zaczęłam.
- Tata daje mi świetne rady by być dobrą dziennikarką! Wiem jak się wywinąć z najgorszych sytuacji! – zawołała radośnie.
- Mi mama każe mi ciągle ćwiczyć i cały czas poprawia – mruknął lekko niezadowolony.
- Chce byś był najlepszy! – odparła.
Uśmiechnął się delikatnie.
- Odwiedź ją kiedyś. Na pewno się ucieszy – mówiąc to poklepał ją po głowie.
- Ty też mógłbyś odwiedzić ojca!
- Ha ha, pewnie. Kiedyś go odwiedzę. Na razie mamy sporo prób, prawda, Adsu-chan?
- Tak, tak – powiedziałam z zakłopotaną miną.
- No, to rozpatrz to o co prosiłem – pogłaskał mnie po włosach po czym wyszedł z klasy.
- O co cię prosił mój brat? – spytała Shoko ze znaną swą ciekawością w oczach.
- O nic! – krzyknęłam i wybiegłam by dać mu papier.

*Shoko*
- Ho ho – zaśmiałam się chytrze pod nosem. – Umehara i co zrobisz z tym fantem?
- Co mam zrobić z czym? – spytał.
- Mój brat podrywa twoją Adsu! – zawołałam.
- Moją? – odparł unosząc brwi.
- Noo, nie wstydź się! Każdy wie, że lecisz na naszego Króliczka! – powiedział radośnie Kishi wieszając się mu na ramieniu.
- Nie pozwól odebrać tobie Adsu jakiejś aktorzynie! – dodała sensei z zaciśniętymi pięściami.
- Naprawdę nie wiem o co wam chodzi.. – burknął lekko zażenowany.