Następnego dnia
siedziałam w klubie teatralnym i patrzyłam się tępo w ścianę.
Nagle podeszła do
mnie Chitose i uderzyła delikatnie w głowę.
- Adsuro! Nie
zamyślaj się tak! – zawołała.
- Daj jej spokój,
zmęczona jest. Widać to po niej – bronił mnie Yasuo.
- Ach, tak,
przepraszam, co teraz ćwiczymy? – spytałam podnosząc na nią wzrok.
Przez chwilę patrzyła
na mnie, po czym westchnęła zrezygnowana.
- Dużo ćwiczysz po
nocach? – zapytała kładąc rękę przy moim czole, a potem mnie głaszcząc po
włosach.
- Nie, nie aż tak… -
zaczęłam lekko zdziwiona.
- Idź i dziś
odpocznij – zarządziła. – Yasu, odprowadź ją do klasy.
- Zrozumiano,
wiceprzewodnicząco – odparł z uśmiechem.
A potem wyszliśmy
razem pod ramię.
- Ostatnio strasznie
jesteś zamyślona. Wokół czego albo kogo są twoje myśli obwiane? – spytał nagle.
- Wokół nikogo –
uśmiechnęłam się. – Każdy może mieć swój groszy dzień.
- W takim razie masz
go codziennie – zaśmiał się.
- Jak okrutnie…! –
zawołałam przybita. Znowu zaczął się śmiać.
Zeszliśmy po
schodach, a potem skręciliśmy w prawo. Chwilę potem byliśmy pod moją salą.
- Właśnie, wzięłaś tą
kartkę, o którą cię prosiła Chi? – spytał nagle.
- A, tak, mam ją w
torbie. Chyba.
Weszliśmy do klasy i
zaczęłam grzebać w swojej torbie.
- Co robisz w
wakacje? – zapytał opierając się o moją ławkę.
- Ja? Euh… nic.. tak
myślę – odparłam i zaczęłam przeglądać książki w nadziei, że odnajdzie się ten
papier.
- To może znowu
wybierzemy się nad morze? Tak jak w zeszłym roku spotkaliśmy się przez
przypadek? – uśmiechnął się szeroko.
- Byłoby miło
pojechać ze wszystkimi gdzieś – powiedziałam.
- Ale ja chciałem
tylko nas dwojeee – zaczął machać ręką. – Bez Chitose i reszty.
- Och.., nie mam
pojęcia, do wakacji jeszcze trochę czasu. Zastanowię się – sprawdziłam ostatnią
książkę i westchnęłam zrezygnowana.
- Adsu! Powiedz mi,
co ma znaczyć ten papier?! – zawołała Shoko podbiegając do mnie i podsuwając mi
go pod oczy.
- T-to jest to czego
szukałam! Skąd ty to wzięłaś?! – krzyknęłam.
- Z twojej torby, a
skąd niby? – odparła jakby to było oczywiste.
- Nie powinnaś
grzebać w cudzych rzeczach! – wyrwałam jej kartkę i obróciłam się na bok. –
Hympf!
- Chciałam pożyczyć
długopis, bo oczywiście nikt nie ma, a swój zgubiłam, a to było na wierzchu.. i
nie mogłam nie zajrzeć – odparła z zasmuconą miną. Potem spojrzała na Yasuo, a
on na nią.
Patrzyłam to na
jedno, to na drugie. I dotarło do mnie, że oni oboje są do siebie podobni.
- Hej – Yasu przerwał
ciszę. – Dawnośmy się nie widzieli.
- Ano, dawno… Co tam
słychać u mamy? – zapytała.
- Ciągle zapracowana
w tym teatrze – odparł. – A u ojca?
- Również zapracowany
– uśmiechnęła się blado.
- Uno momento –
przerwałam im wpychając się pomiędzy nich. – Czy wy… czy wy jesteście
rodzeństwem? – spytałam.
- Tak. Nasi rodzice
się rozwiedli. Ze względu na to, co chcemy robić w przyszłości, oboje się
rozdzieliliśmy.
- Och.. To.. –
zaczęłam.
- Tata daje mi
świetne rady by być dobrą dziennikarką! Wiem jak się wywinąć z najgorszych
sytuacji! – zawołała radośnie.
- Mi mama każe mi
ciągle ćwiczyć i cały czas poprawia – mruknął lekko niezadowolony.
- Chce byś był
najlepszy! – odparła.
Uśmiechnął się
delikatnie.
- Odwiedź ją kiedyś.
Na pewno się ucieszy – mówiąc to poklepał ją po głowie.
- Ty też mógłbyś
odwiedzić ojca!
- Ha ha, pewnie.
Kiedyś go odwiedzę. Na razie mamy sporo prób, prawda, Adsu-chan?
- Tak, tak –
powiedziałam z zakłopotaną miną.
- No, to rozpatrz to
o co prosiłem – pogłaskał mnie po włosach po czym wyszedł z klasy.
- O co cię prosił mój
brat? – spytała Shoko ze znaną swą ciekawością w oczach.
- O nic! – krzyknęłam
i wybiegłam by dać mu papier.
*Shoko*
- Ho ho – zaśmiałam
się chytrze pod nosem. – Umehara i co zrobisz z tym fantem?
- Co mam zrobić z
czym? – spytał.
- Mój brat podrywa
twoją Adsu! – zawołałam.
- Moją? – odparł
unosząc brwi.
- Noo, nie wstydź
się! Każdy wie, że lecisz na naszego Króliczka! – powiedział radośnie Kishi
wieszając się mu na ramieniu.
- Nie pozwól odebrać
tobie Adsu jakiejś aktorzynie! – dodała sensei z zaciśniętymi pięściami.
- Naprawdę nie wiem o
co wam chodzi.. – burknął lekko zażenowany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz