Przeciągnęłam się na
krześle i odchyliłam do tyłu.
Zaczęłam wpatrywać
się w ścianę za mną.
- Ja pierdylam, jaka
nuda – mruknęłam do siebie.
- Oi! Adsuro! Słuchaj
jak tłumaczę rzeczy na egzamin! – krzyknęła nauczycielka wskazując na mnie
palcem.
- Ale jeszcze jestem
w drugiej klasieeee, daj pani spokóóóójjjj~ - zawołałam i położyłam się na
ławce.
- Co nie znaczy, że
masz się nie uczyć! – warknęła, po czym spojrzała na Kastiela. Na jej czole
pojawiła się pulsująca żyłka. – Umehara! Ej! Umehara!
Na jego nieszczęście…
spał w najlepsze.
- W porządku.. –
nauczycielka próbowała być opanowana. – Adsuro i Kastiel zostają dziś po
lekcjach i pomagają mi w papierkowej robocie. – Mówiąc to uderzyła ręką o
biurko Umehary, a ten podniósł leniwie głowę, ujrzał sensei, po czym znowu
poszedł spać, doprowadzając ją do furii. – Tak sobie pogrywacie? – Teraz były
już trzy żyłki. – Do końca tygodnia będziecie pomagać mi i wszystkim
nauczycielom! Będziecie na każde zawołanie! A jeśli nie… to konsekwencje będą
piekielne… - wokół niej pojawiła się mroczna aura. W klasie zawiało chłodem i nikt
nie chciał być na naszym miejscu.
- Biedna Adsuro… -
wyszeptała Tsukiyo patrząc przestraszona.
- Jak zwykle musi się
wpakować w kłopoty… - mruknęła Aya przykładając rękę do twarzy.
- Pech – dodał Ken.
- W dodatku z
Umeharą… - szepnęła Matsuri.
- Będzie z tego
niezły materiał..!! – zawołała Shoko. – Adsuro i Kastiel. Uchiro i Umehara na
każde zawołanie nauczycielki! Czyżby rozkwitała nowa miłość w szkole? Ah~! Już
widzę ten artykuł!!
- Co? –
wydusiłam tłumiąc rozbawienie.
Nagle Kastiel się
podniósł. Przerzucił sobie torbę przez ramię, a potem wziął mnie za rękę. W
ostatniej chwili zdążyłam złapać moją torbę i wyciągnął mnie z klasy.
- Ej, ej, zrywasz
się? I mnie ciągniesz za sobą? – spytałam rozbawiona.
- Jak widać –
wzruszył ramionami.
- A-ale po co ze mną?
- Bez powodu. Może żeby
mieć towarzystwo.
Kiedy byliśmy na
zakręcie, na parterze pokazał mi, że mam stanąć. Sam wychylił się delikatnie.
Przyłożył palec do
ust.
Otworzył cicho okno.
Postawił nogę na framudze i przeskoczył na dwór.
Wyciągnął w moją stronę
dłoń by mi pomóc. Kiedy tylko dotknęłam jego ręki pociągnął mnie gwałtownie i
zaczęliśmy biec.
Z początku byłam
zdziwiona, że biegniemy, ale potem zaczęłam się śmiać. W sumie zabawne to było.
- Z czego się
śmiejesz? – spytał jak dalej biegliśmy.
- Nie wiem, tak po
prostu – odparłam nadal się śmiejąc, a on się uśmiechnął.
W końcu stanęliśmy.
Byliśmy w.. parku.
- Można już odpocząć
– mruknął, przeciągnął się i padł na trawę.
- Wiesz, że potem nie
będziemy mieli kolorowej sytuacji? – zapytałam siadając obok niego.
- Ona zawsze tak mówi
– odparł krzyżując dłonie za głową.
Ziewnął i zamknął
oczy.
- I nigdy żadnych
konsekwencji? – przerzuciłam ciężar ciała na ramiona odchylając się do tyłu.
Westchnął.
- Przez te dwa lata
co trafiałem z nią do klasy, nigdy – ziewnął.
Nawet nie wiem kiedy
zasnął.
W końcu sama
położyłam się na trawie i patrzyłam jak chmury powoli suną po tym bezkresnym
nieboskłonie.
- Znowu się spóźnisz?
– wymamrotał Kastiel.
- Co? – odwróciłam
głowę w jego stronę. Patrzył mi prosto w oczy. Szybko przeniosłam wzrok na
drzewo.
- Nie mam pojęcia,
postaram się nie spóźnić. Może Yuu już skończył. Ma do mnie zadzwonić jak tylko
będą gotowe.
- To chłopak? –
spytał z… dziwnym wyrazem twarzy.
- Przyjaciel z
dzieciństwa – odparłam niewzruszona. Po czym mnie olśniło. – Haah! Jesteś
zazdrosny? Haaa? – zaczęłam go szturchać łokciem w brzuch.
- Nie, nie jestem! –
zaprzeczył szybko z rumieńcem na twarzy.
- Heee? Góra Lodowa
jest zazdrosna! – zawołałam z radością małego dziecka.
- Powiedziałem, że
nie! Baaakaaa(głupek) – i pstryknął mnie w nos.
- No na pewno, na
pewno – potwierdziłam sarkastycznie kiwając głową.
- Powiedziałem, że
nie! – mówiąc to złapał mnie za rękę i wylądowałam na nim. – Nie każ mi się
powtarzać, króliczku.
Zaczerwieniłam się.
- Zboczenieeeeec! –
zawołałam mu prosto w twarz.
- Ja?!
- Tak ty! Ty mnie
zmusiłeś do leżenia na tobie! Co więcej, pamiętam jak.. jak z-zlizałeś
czekoladę z mojej twarzy… - już cała byłam czerwona.
- T-to było…! – już
coś chciał powiedzieć, ale zrezygnował. – Głupia.
- Dlaczego nazywasz
mnie głupią?
- Skoro ty mnie
nazywasz zboczeńcem… musi być jakaś sprawiedliwość.
- Ueeh… Jak przez
ciebie będę mieć kłopoty, to zrobię ci piekło! Zobaczysz!
- Taaaa?
- Tak!
- To wracaj do klasy
jak każda grzeczna dziewczynka, powiedz „przepraszam bardzo, ale Kastiel mnie
siłą uprowadził, następnym razem będę stawiać opór.” – gdy to mówił udawał głos
dziewczynki.
Zaczęłam się śmiać.
Tak, że aż mi napłynęły łzy do oczu. Położyłam się na nim znowu i delikatnie
uderzałam pięścią w jego tors. – Co cię tak rozbawiło?
- To jak to
powiedziałeś. O Boże, nie mogę. – wykrztusiłam przez śmiech.
Uśmiechnął się i
położył rękę na moich plecach.
Znowu zaczął głębiej
oddychać. Zasnął. A jego ręka cały czas leżała na moich plecach.
- Ej, Kastiel… czy
ty…?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz