niedziela, 16 marca 2014

XXIII. Ucieczka.

Przeciągnęłam się na krześle i odchyliłam do tyłu.
Zaczęłam wpatrywać się w ścianę za mną.
- Ja pierdylam, jaka nuda – mruknęłam do siebie.
- Oi! Adsuro! Słuchaj jak tłumaczę rzeczy na egzamin! – krzyknęła nauczycielka wskazując na mnie palcem.
- Ale jeszcze jestem w drugiej klasieeee, daj pani spokóóóójjjj~ - zawołałam i położyłam się na ławce.
- Co nie znaczy, że masz się nie uczyć! – warknęła, po czym spojrzała na Kastiela. Na jej czole pojawiła się pulsująca żyłka. – Umehara! Ej! Umehara!
Na jego nieszczęście… spał w najlepsze.
- W porządku.. – nauczycielka próbowała być opanowana. – Adsuro i Kastiel zostają dziś po lekcjach i pomagają mi w papierkowej robocie. – Mówiąc to uderzyła ręką o biurko Umehary, a ten podniósł leniwie głowę, ujrzał sensei, po czym znowu poszedł spać, doprowadzając ją do furii. – Tak sobie pogrywacie? – Teraz były już trzy żyłki. – Do końca tygodnia będziecie pomagać mi i wszystkim nauczycielom! Będziecie na każde zawołanie! A jeśli nie… to konsekwencje będą piekielne… - wokół niej pojawiła się mroczna aura. W klasie zawiało chłodem i nikt nie chciał być na naszym miejscu.
- Biedna Adsuro… - wyszeptała Tsukiyo patrząc przestraszona.
- Jak zwykle musi się wpakować w kłopoty… - mruknęła Aya przykładając rękę do twarzy.
- Pech – dodał Ken.
- W dodatku z Umeharą… - szepnęła Matsuri.
- Będzie z tego niezły materiał..!! – zawołała Shoko. – Adsuro i Kastiel. Uchiro i Umehara na każde zawołanie nauczycielki! Czyżby rozkwitała nowa miłość w szkole? Ah~! Już widzę ten artykuł!!
- Co? – wydusiłam  tłumiąc rozbawienie.
Nagle Kastiel się podniósł. Przerzucił sobie torbę przez ramię, a potem wziął mnie za rękę. W ostatniej chwili zdążyłam złapać moją torbę i wyciągnął mnie z klasy.
- Ej, ej, zrywasz się? I mnie ciągniesz za sobą? – spytałam rozbawiona.
- Jak widać – wzruszył ramionami.
- A-ale po co ze mną?
- Bez powodu. Może żeby mieć towarzystwo.
Kiedy byliśmy na zakręcie, na parterze pokazał mi, że mam stanąć. Sam wychylił się delikatnie.
Przyłożył palec do ust.
Otworzył cicho okno. Postawił nogę na framudze i przeskoczył na dwór.
Wyciągnął w moją stronę dłoń by mi pomóc. Kiedy tylko dotknęłam jego ręki pociągnął mnie gwałtownie i zaczęliśmy biec.
Z początku byłam zdziwiona, że biegniemy, ale potem zaczęłam się śmiać. W sumie zabawne to było.
- Z czego się śmiejesz? – spytał jak dalej biegliśmy.
- Nie wiem, tak po prostu – odparłam nadal się śmiejąc, a on się uśmiechnął.
W końcu stanęliśmy.
Byliśmy w.. parku.
- Można już odpocząć – mruknął, przeciągnął się i padł na trawę.
- Wiesz, że potem nie będziemy mieli kolorowej sytuacji? – zapytałam siadając obok niego.
- Ona zawsze tak mówi – odparł krzyżując dłonie za głową.
Ziewnął i zamknął oczy.
- I nigdy żadnych konsekwencji? – przerzuciłam ciężar ciała na ramiona odchylając się do tyłu.
Westchnął.
- Przez te dwa lata co trafiałem z nią do klasy, nigdy – ziewnął.
Nawet nie wiem kiedy zasnął.
W końcu sama położyłam się na trawie i patrzyłam jak chmury powoli suną po tym bezkresnym nieboskłonie.
- Znowu się spóźnisz? – wymamrotał Kastiel.
- Co? – odwróciłam głowę w jego stronę. Patrzył mi prosto w oczy. Szybko przeniosłam wzrok na drzewo.
- Nie mam pojęcia, postaram się nie spóźnić. Może Yuu już skończył. Ma do mnie zadzwonić jak tylko będą gotowe.
- To chłopak? – spytał z… dziwnym wyrazem twarzy.
- Przyjaciel z dzieciństwa – odparłam niewzruszona. Po czym mnie olśniło. – Haah! Jesteś zazdrosny? Haaa? – zaczęłam go szturchać łokciem w brzuch.
- Nie, nie jestem! – zaprzeczył szybko z rumieńcem na twarzy.
- Heee? Góra Lodowa jest zazdrosna! – zawołałam z radością małego dziecka.
- Powiedziałem, że nie! Baaakaaa(głupek) – i pstryknął mnie w nos.
- No na pewno, na pewno – potwierdziłam sarkastycznie kiwając głową.
- Powiedziałem, że nie! – mówiąc to złapał mnie za rękę i wylądowałam na nim. – Nie każ mi się powtarzać, króliczku.
Zaczerwieniłam się.
- Zboczenieeeeec! – zawołałam mu prosto w twarz.
- Ja?!
- Tak ty! Ty mnie zmusiłeś do leżenia na tobie! Co więcej, pamiętam jak.. jak z-zlizałeś czekoladę z mojej twarzy… - już cała byłam czerwona.
- T-to było…! – już coś chciał powiedzieć, ale zrezygnował. – Głupia.
- Dlaczego nazywasz mnie głupią?
- Skoro ty mnie nazywasz zboczeńcem… musi być jakaś sprawiedliwość.
- Ueeh… Jak przez ciebie będę mieć kłopoty, to zrobię ci piekło! Zobaczysz!
- Taaaa?
- Tak!
- To wracaj do klasy jak każda grzeczna dziewczynka, powiedz „przepraszam bardzo, ale Kastiel mnie siłą uprowadził, następnym razem będę stawiać opór.” – gdy to mówił udawał głos dziewczynki.
Zaczęłam się śmiać. Tak, że aż mi napłynęły łzy do oczu. Położyłam się na nim znowu i delikatnie uderzałam pięścią w jego tors. – Co cię tak rozbawiło?
- To jak to powiedziałeś. O Boże, nie mogę. – wykrztusiłam przez śmiech.
Uśmiechnął się i położył rękę na moich plecach.
Znowu zaczął głębiej oddychać. Zasnął. A jego ręka cały czas leżała na moich plecach.

- Ej, Kastiel… czy ty…?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz