- Uwielbiam słuchać
twojego krzyku... - powiedziała kobieta. Nie widać było jej twarzy, była
zamazana. - Tylko dlatego je urodziłam. By pokazać jaki ten świat jest okrutny
i.. by mieć ubaw - zaśmiała się i wbiła powoli nóż w plecy dziewczynki. Zaczęła
wyć z bólu.
- Siostrzyczko... -
wyszeptała druga z nich próbując podejść do siostry.
- Ha ha ha! Patrz,
patrz! - zawołała ze śmiechem do mężczyzny stojącego obok wskazując na tamtą.
Powiedziała coś czego nie usłyszałam.
Podszedł do niej i
zmiażdżył jej nogi, a potem podał jej coś do picia.
- Wyżre jej struny
głosowe - zrobiła jej drugą ranę na łopatce, tym razem prawej. Wolno i powoli
zagłębiała ostrze w jej ciele. Ona urodziła się już z dwoma bliznami na obu
łopatkach, dlatego kobieta nie chciała wyjść poza te "linie", a
zarazem chciała zadać jej jak najwięcej bólu.
- Błagam...
przestańcie... nie róbcie jej tego...! - lamentowała patrząc na swoją siostrę,
która nie może wydać z siebie dźwięku i zwija się z rozpaczy.
- Nie martw się... -
szepnęła kobieta unosząc ją za włosy do góry by patrzyła na nią. - I tak umrze.
Ciebie nie zabiję. Uwielbiam patrzeć na twoje oczy pełne rozpaczy i nienawiści.
Zniszczę wszystko i wszystkich, których kochasz. Nie pozostanie ci nic na tym
świecie! Ach ta bezsilność. Boli, prawda?
Gwałtownie się
zerwałam z łóżka, a mój oddech był przyspieszony. Przyłożyłam rękę do czoła po
czym spojrzałam na zegarek. 2:00. Masakra. Nienawidziłam, kiedy miałam takie
sny. Zawsze po nich chce mi się płakać albo chciałabym się do kogoś przytulić.
Niestety, nikogo nie mam. Nie dziwi mnie to.
Zsunęłam nogi na
ziemię i wstałam. Sięgnęłam po spodnie na krześle, a potem podeszłam do szafy
po ubranie. Założyłam je szybko na siebie i wyszłam z domu. Odetchnęłam świeżym
powietrzem na zewnątrz.
Szłam przed siebie i
cały czas czułam niepokój.
- Nienawidzę ich.. -
wyszeptałam do siebie siadając na ławce w parku. Odchyliłam głowę do tyłu.
Te koszmary mam odkąd
pamiętam. Często się nawet powtarzają... To jest okropne uczucie.
Zazdroszczę wszystkim
tym, którzy mają obok siebie kogoś bliskiego... budzi ich koszmar i wiedzą, że
ktoś może ich przytulić...
Akurat dziś Tsukiyo
nocuje u Gensai-sensei, bo pomagała jej w.. w... w czymś tam. Nawet już nie
wiem w czym.
Posiedziałam tak
chwilę i chciałam zacząć o czymś przyjemnym, ale mi nie wychodziło.
TAKIEGO snu to
jeszcze nie miałam. Wydawał się taki... nie wiem nawet jak to ująć... Tak jakby
to się już kiedyś wydarzyło...
Nagle poczułam coś u
nogi, a potem na klatce piersiowej.
Gwałtownie się
podniosłam i zobaczyłam dużego, czarnego i... znajomego psa, który merdał
radośnie ogonem.
- Kto by pomyślał, że
Króliczek będzie w nocy na dworze - usłyszałam głos.. Kastiela. Powoli i on się
wyłonił z mroku.
- A ty? - zapytałam.
- Wyszedłem z nim na
spacer, bo nie dawał nikomu spać - wzruszył ramionami i przysiadł się obok
mnie, a ja zaś już przytulałam się do Demona.
- Fajnie jest mieć zwierzę...
- powiedziałam głaszcząc go po głowie. - Może i nie jest tym samym co człowiek,
ale na pewno jest raźniej z nim...
- O czym ty mówisz? -
spytał unosząc brew do góry.
- Nie, nie ważne -
uśmiechnęłam się delikatnie. - Po prostu... nawet nie wiem jak to ująć.
- To spróbuj.
Wysłucham - westchnął i oparł ręce o oparcie ławki.
- Będziesz się śmiał?
- odsunęłam się od zwierzęcia i spojrzałam na niego.
- Niby z czego?
- Boje się.
- Czego? -
wyprostował się i przekręcił się bokiem w moją stronę.
- Może i głupio to
zabrzmi, ale moich koszmarów. One są... tak jakbym to kiedyś przeżyła.. -
dodałam lekko spuszczając głowę.
- Nie rozumiem..? -
zaczął lekko zdziwiony.
- Po prostu - po raz
kolejny odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy, które powoli zachodziły
łzami.
Nie sądzę by mnie
zrozumiał. Nikt nigdy nie potrafił, a większość nawet nie próbowała.
Tym razem się schyliłam.
- One... śniło mi
się, dlaczego Tsuki nie mogła chodzić i mówić..., śniło mi się jak zyskałam
moje blizny... śniło mi się tyle rzeczy.., one są zbyt zgodne z prawdą by były
tylko snem... Ja..., ale to przecież... głupie... nie wiem jak to ująć..
naprawdę... Boje się tego, że mogłam wmówić sobie inną przeszłość, a ta
rzeczywista wraca do mnie w snach... to jest straszne.
Poczułam jego dłoń na
policzku.
- Nie płacz -
powiedział po prostu i... uśmiechnął się tak jak nigdy dotąd. Po czym
przeciągnął się i objął mnie ramieniem przyciągając do siebie. - Nie martw się.
Pierwszy raz poczułam
się... jakbym była naprawdę kochana, że ktoś mnie potrzebuje.
- Nie ważne jaka by
nie była, kim to nie byłaś, jesteś Adsuro, którą wszyscy kochają. My jako
twoja, hm, mafia podążamy za tobą, ponieważ jesteś taka, a nie inna. Ponieważ
jesteś naszą przyjaciółką.
Wtuliłam się niczym
małe dziecko w ojca.
Chciałam tak siedzieć
w nieskończoność...
- Jutro... albo
raczej dziś jest wielki dzień - mówiąc to odsunął się ode mnie. - Musisz się
wyspać, by dobrze nami "dowodzić" - uśmiechnął się i pociągnął mnie
za rękę. - Odprowadzę cię do domu, w końcu jest druga w nocy - zaśmiał się i
szliśmy w milczeniu.
- A znasz drogę? -
spytałam w końcu, gdy skręciliśmy w inną uliczkę niż trzeba. Milczał. -
Kastiel?
- Kurna! Raz tam
byłem, to jak mam znać?! - zawołał z wyrzutem.
Spojrzałam na niego
zdziwiona, po czym zaśmiałam się.
- Musimy się wrócić,
a potem skręcić w prawo, nie w lewo - powiedziałam z uśmiechem.
- Ojej, spójrz, mamy
tu jakąś parkę z psem tak późno w nocy? - usłyszeliśmy. Za nami pojawiło się
kilku mężczyzn, przed nami też, gdyż byliśmy w wąskiej uliczce. Pies zaczął
warczeć na nich.
- Trzymaj - szepnął
mi do ucha i dał smycz Demona. - Będzie się szarpać więc uważaj.
Uniosłam delikatnie
brwi. Przecież ja też potrafię się bić.
- Będziesz bronił
swojej dziewczyny? Jak szlachetnie. Nie martw się, szybko z tobą skończymy i
zajmiemy się nią - twarz mężczyzny wykrzywiła się w paskudnym uśmiechu. Aż mi
się niedobrze zrobiło.
- Zobaczymy jak
będziesz gadał za chwilę. - Wyciągnął z kieszeni kurtki pistolet i strzelił mu
pod nogi. - Następnym razem nie spudłuję - mówiąc to wycelował mu w ramię. -
Spieprzaj albo będziesz podziurawiony. Twoi koledzy też - warknął.
Większość ludzi jak
tylko zobaczy prawdziwą broń ucieka. Teraz też nie było wyjątku. Uciekali aż
się kurzyło.
- Ho ho, aż takiego
dobrego strzelca mam w klasie? - spytałam.
- Nawet nie wiesz co
każdy z nas potrafi - uśmiechnął się tajemniczo. - Tak naprawdę to pies był
tylko pretekstem bym mógł wyjść. Chciałem iść i potrenować, niedawno to
dostałem i chciałem wypróbować - skrzyżował ręce za głową odwracając wzrok.
- Tak też można -
posłałam mu uśmiech.
Odprowadził mnie do
domu, po czym sam poszedł do swojego.
Lepiej się czułam
widząc jego zdolności i w dodatku dzięki temu co powiedział, nie tylko słowa
pocieszenia, ale także, że klasa jest utalentowana. Przebrałam się znowu w
piżamę i położyłam.
Adsiel *0* Kocham te momenty! Tak jakoś, takie to urocze! Cieszę się że dodałaś rozdział :3 Czekam na następny !
OdpowiedzUsuńHwaiting!