środa, 8 stycznia 2014

XIX. Sen.



- Uwielbiam słuchać twojego krzyku... - powiedziała kobieta. Nie widać było jej twarzy, była zamazana. - Tylko dlatego je urodziłam. By pokazać jaki ten świat jest okrutny i.. by mieć ubaw - zaśmiała się i wbiła powoli nóż w plecy dziewczynki. Zaczęła wyć z bólu.
- Siostrzyczko... - wyszeptała druga z nich próbując podejść do siostry.
- Ha ha ha! Patrz, patrz! - zawołała ze śmiechem do mężczyzny stojącego obok wskazując na tamtą. Powiedziała coś czego nie usłyszałam.
Podszedł do niej i zmiażdżył jej nogi, a potem podał jej coś do picia.
- Wyżre jej struny głosowe - zrobiła jej drugą ranę na łopatce, tym razem prawej. Wolno i powoli zagłębiała ostrze w jej ciele. Ona urodziła się już z dwoma bliznami na obu łopatkach, dlatego kobieta nie chciała wyjść poza te "linie", a zarazem chciała zadać jej jak najwięcej bólu.
- Błagam... przestańcie... nie róbcie jej tego...! - lamentowała patrząc na swoją siostrę, która nie może wydać z siebie dźwięku i zwija się z rozpaczy.
- Nie martw się... - szepnęła kobieta unosząc ją za włosy do góry by patrzyła na nią. - I tak umrze. Ciebie nie zabiję. Uwielbiam patrzeć na twoje oczy pełne rozpaczy i nienawiści. Zniszczę wszystko i wszystkich, których kochasz. Nie pozostanie ci nic na tym świecie! Ach ta bezsilność. Boli, prawda?
Gwałtownie się zerwałam z łóżka, a mój oddech był przyspieszony. Przyłożyłam rękę do czoła po czym spojrzałam na zegarek. 2:00. Masakra. Nienawidziłam, kiedy miałam takie sny. Zawsze po nich chce mi się płakać albo chciałabym się do kogoś przytulić. Niestety, nikogo nie mam. Nie dziwi mnie to.
Zsunęłam nogi na ziemię i wstałam. Sięgnęłam po spodnie na krześle, a potem podeszłam do szafy po ubranie. Założyłam je szybko na siebie i wyszłam z domu. Odetchnęłam świeżym powietrzem na zewnątrz.
Szłam przed siebie i cały czas czułam niepokój.
- Nienawidzę ich.. - wyszeptałam do siebie siadając na ławce w parku. Odchyliłam głowę do tyłu.
Te koszmary mam odkąd pamiętam. Często się nawet powtarzają... To jest okropne uczucie.
Zazdroszczę wszystkim tym, którzy mają obok siebie kogoś bliskiego... budzi ich koszmar i wiedzą, że ktoś może ich przytulić...
Akurat dziś Tsukiyo nocuje u Gensai-sensei, bo pomagała jej w.. w... w czymś tam. Nawet już nie wiem w czym.
Posiedziałam tak chwilę i chciałam zacząć o czymś przyjemnym, ale mi nie wychodziło.
TAKIEGO snu to jeszcze nie miałam. Wydawał się taki... nie wiem nawet jak to ująć... Tak jakby to się już kiedyś wydarzyło...
Nagle poczułam coś u nogi, a potem na klatce piersiowej.
Gwałtownie się podniosłam i zobaczyłam dużego, czarnego i... znajomego psa, który merdał radośnie ogonem.
- Kto by pomyślał, że Króliczek będzie w nocy na dworze - usłyszałam głos.. Kastiela. Powoli i on się wyłonił z mroku.
- A ty? - zapytałam.
- Wyszedłem z nim na spacer, bo nie dawał nikomu spać - wzruszył ramionami i przysiadł się obok mnie, a ja zaś już przytulałam się do Demona.
- Fajnie jest mieć zwierzę... - powiedziałam głaszcząc go po głowie. - Może i nie jest tym samym co człowiek, ale na pewno jest raźniej z nim...
- O czym ty mówisz? - spytał unosząc brew do góry.
- Nie, nie ważne - uśmiechnęłam się delikatnie. - Po prostu... nawet nie wiem jak to ująć.
- To spróbuj. Wysłucham - westchnął i oparł ręce o oparcie ławki.
- Będziesz się śmiał? - odsunęłam się od zwierzęcia i spojrzałam na niego.
- Niby z czego?
- Boje się.
- Czego? - wyprostował się i przekręcił się bokiem w moją stronę.
- Może i głupio to zabrzmi, ale moich koszmarów. One są... tak jakbym to kiedyś przeżyła.. - dodałam lekko spuszczając głowę.
- Nie rozumiem..? - zaczął lekko zdziwiony.
- Po prostu - po raz kolejny odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy, które powoli zachodziły łzami.
Nie sądzę by mnie zrozumiał. Nikt nigdy nie potrafił, a większość nawet nie próbowała.
Tym razem się schyliłam.
- One... śniło mi się, dlaczego Tsuki nie mogła chodzić i mówić..., śniło mi się jak zyskałam moje blizny... śniło mi się tyle rzeczy.., one są zbyt zgodne z prawdą by były tylko snem... Ja..., ale to przecież... głupie... nie wiem jak to ująć.. naprawdę... Boje się tego, że mogłam wmówić sobie inną przeszłość, a ta rzeczywista wraca do mnie w snach... to jest straszne.
Poczułam jego dłoń na policzku.
- Nie płacz - powiedział po prostu i... uśmiechnął się tak jak nigdy dotąd. Po czym przeciągnął się i objął mnie ramieniem przyciągając do siebie. - Nie martw się.
Pierwszy raz poczułam się... jakbym była naprawdę kochana, że ktoś mnie potrzebuje.
- Nie ważne jaka by nie była, kim to nie byłaś, jesteś Adsuro, którą wszyscy kochają. My jako twoja, hm, mafia podążamy za tobą, ponieważ jesteś taka, a nie inna. Ponieważ jesteś naszą przyjaciółką.
Wtuliłam się niczym małe dziecko w ojca.
Chciałam tak siedzieć w nieskończoność...
- Jutro... albo raczej dziś jest wielki dzień - mówiąc to odsunął się ode mnie. - Musisz się wyspać, by dobrze nami "dowodzić" - uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę. - Odprowadzę cię do domu, w końcu jest druga w nocy - zaśmiał się i szliśmy w milczeniu.
- A znasz drogę? - spytałam w końcu, gdy skręciliśmy w inną uliczkę niż trzeba. Milczał. - Kastiel?
- Kurna! Raz tam byłem, to jak mam znać?! - zawołał z wyrzutem.
Spojrzałam na niego zdziwiona, po czym zaśmiałam się.
- Musimy się wrócić, a potem skręcić w prawo, nie w lewo - powiedziałam z uśmiechem.
- Ojej, spójrz, mamy tu jakąś parkę z psem tak późno w nocy? - usłyszeliśmy. Za nami pojawiło się kilku mężczyzn, przed nami też, gdyż byliśmy w wąskiej uliczce. Pies zaczął warczeć na nich.
- Trzymaj - szepnął mi do ucha i dał smycz Demona. - Będzie się szarpać więc uważaj.
Uniosłam delikatnie brwi. Przecież ja też potrafię się bić.
- Będziesz bronił swojej dziewczyny? Jak szlachetnie. Nie martw się, szybko z tobą skończymy i zajmiemy się nią - twarz mężczyzny wykrzywiła się w paskudnym uśmiechu. Aż mi się niedobrze zrobiło.
- Zobaczymy jak będziesz gadał za chwilę. - Wyciągnął z kieszeni kurtki pistolet i strzelił mu pod nogi. - Następnym razem nie spudłuję - mówiąc to wycelował mu w ramię. - Spieprzaj albo będziesz podziurawiony. Twoi koledzy też - warknął.
Większość ludzi jak tylko zobaczy prawdziwą broń ucieka. Teraz też nie było wyjątku. Uciekali aż się kurzyło.
- Ho ho, aż takiego dobrego strzelca mam w klasie? - spytałam.
- Nawet nie wiesz co każdy z nas potrafi - uśmiechnął się tajemniczo. - Tak naprawdę to pies był tylko pretekstem bym mógł wyjść. Chciałem iść i potrenować, niedawno to dostałem i chciałem wypróbować - skrzyżował ręce za głową odwracając wzrok.
- Tak też można - posłałam mu uśmiech.
Odprowadził mnie do domu, po czym sam poszedł do swojego.
Lepiej się czułam widząc jego zdolności i w dodatku dzięki temu co powiedział, nie tylko słowa pocieszenia, ale także, że klasa jest utalentowana. Przebrałam się znowu w piżamę i położyłam.

1 komentarz:

  1. Adsiel *0* Kocham te momenty! Tak jakoś, takie to urocze! Cieszę się że dodałaś rozdział :3 Czekam na następny !
    Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń