- To może... jakieś
fajne ubrania uszyję!? - zawołała radośnie nauczycielka.
- To niech pani
uszyje - powiedziałam nie podnosząc na nią wzroku, gdyż pisałam sms.
- Tak, ale jakie? Ma
ktoś jakiś pomysł? - spytała zapewne rozglądając się po klasie. Kątem oka
obserwowałam klasę.
- Ja mam! Ja mam! -
krzyknęła Tsukiyo radośnie machając ręką.
- To podziel się nim
z nami! - odparła Gensai sensei z entuzjazmem.
- Ale... znaczy się,
mam go w głowie... muszę najpierw narysować go, potem znajdę odpowiednie
materiały... i potem pani powiem co i jak, dobrze? - zapytała z uśmiechem.
- W takim razie czekam! Czekamy! - poprawiła się.
- W takim razie czekam! Czekamy! - poprawiła się.
Poczułam wibracje w
ręce. Tym razem wyciszyłam telefon. Spojrzałam na odpowiedź.
- No proszę... -
mruknęłam do siebie oraz uśmiechałam się.
Szybko odpisałam na
wiadomość i schowałam komórkę przed wścibską Shoko Katsu, dziewczyną o dość
krótkich zielonych włosach i niebieskich oczach.
- Z kim piszesz? -
spytała.
- Z przyjaciółką.. -
odparłam wymijająco.
- Na pewno? A nie z
jakimś chłopakiem? Widziałam jak się uśmiechasz do telefonu! - zawołała.
- Z przyjaciółką -
powtórzyłam z zakłopotaną miną.
- Ale ja się i tak
dowiem z kim pisałaś - zagwarantowała śmiejąc się.
- Nie musisz...
naprawdę... - pomachałam rękoma w geście obrony.
*Tsukiyo*
- Adsu-chan,
wyglądasz na naprawdę szczęśliwą - uśmiechnęłam się podchodząc do niej.
Nie wiem czemu, ale
poczułam na sobie wzrok wszystkich z klasy.
- Fakt - odparła i
spojrzała na mnie znad okularów swoimi błękitnymi oczami, które tak kochałam.
Była tak podobna do taty...
Nagle wstała i oparła
rękę na moim ramieniu.
- Liczę na ciebie,
Tsu-chan - mówiąc to złapała za swoją torbę i płynnym ruchem wyskoczyła przez
okno. Chwilę stałam zdziwiona, po czym podbiegłam do framugi i wychyliłam się.
- Gdzie idziesz?! -
krzyknęłam, ale pożałowałam tego i zaczęłam się dusić, gdy już mi przeszło
spojrzałam na telefon. - "Obiecałam Louise spotkać się z nią. Będę koło
wieczora. Adsuro." - uniosłam brwi. - Louise... Louise..., ach! Już wiem
która to!
- Oooo, czyżby
Adsuro, nowa maskotka szkolna była przeciwnej orientacji..? - dopytywała się
Katsu.
- Nic podobnego! Adsu
woli chłopców! - zaprzeczyłam machając rękoma.
- A skąd masz taką
pewność? - spytała z podejrzliwą miną.
- Ponieważ
kilkakrotnie by... - zaczęłam, ale szybko zasłoniłam sobie usta. Zabroniła mi o
tym mówić. - To ja pójdę do sklepu! - mówiąc to szybko wybiegłam z sali i
skierowałam się do wyjścia.
Stanęłam na
dziedzińcu i spojrzałam w niebo. Przypomniało mi się sytuacja sprzed kilku
lat...
- Tsu-chan! Wiesz...
zakochałam się! - powiedziała czternastoletnia Adsuro.
- W kim? - odpisałam
jej na kartce, tak zawsze się z nią porozumiewałam...
Kilka tygodni potem
Adsuro przyszła do mnie i ani słowem nie wspomniała o tamtym chłopcu. Nie wiem
co się stało, ale tak było zawsze. Nagle przestawała o nich mówić...
- Em... Tsukiyo-san,
tak? - spytał jakiś chłopak o blond włosach.
- Wystarczy Tsuki -
uśmiechnęłam się w odpowiedzi. - A ty?
- Nataniel -
odpowiedział.
- Masz do mnie jakąś
sprawę?
- Emm... - zaczął
drapiąc się delikatnie w policzek. - Pomyślałem, że skoro niedawno wyszłaś ze
szpitala to pewno miasta nie znasz i... jeśli chcesz, to mógłbym cię
oprowadzić...
- Pewnie! Z
przyjemnością! - zawołałam łapiąc go pod ramię. - Prowadź!
Szliśmy z piętnaście
minut, kiedy dotarliśmy do wielkiego centrum.
- Woooow! To są na
świecie takie duże budynki!? - krzyknęłam zaszokowana.
- Nigdy nie widziałaś
centrum handlowego? - zapytał lekko zdziwiony.
- To znaczy... Adsu
czasem kładła mnie na wózek i wiozła do parku koło szpitalu..., szpital nie był
aż taki wielki... - zaczęłam się zastanawiać nad tym.
- Tutaj jest sklep z
ubraniami. Może coś wypatrzysz - przerwał mi moje rozmyślania.
- Ah! Ile tu rzeczy!
- zaczęłam biegać między wieszakami, a Nataniel starał się dotrzymywać mi
kroku.
- Spójrz, spójrz! -
zawołałam wyciągając długi czarny płaszcz na małe guziki. - Można by kupić taki
dla każdego i naszyć na nich na przykład napis "Blacretions" czy coś
innego...!
- To jest dobra myśl.
A ile kosztuje? - mówiąc to spojrzał na cenę. - Och... tanie jak na taki
płaszcz. Chodź, pójdziemy kupić ten, a potem zaniesiemy Gensai-sensei, by
kupiła odpowiednie materiały i uszyła dla każdego i kilka w zapasie..
- Ale dla chłopców
muszą być męskie! - podbiegłam do niego.
- Rozumiem. Kupimy
ten, a resztę zostawimy sensei. Ona się na tym świetnie zna. Nie raz szyła
ubrania do klubu teatralno-muzycznego na przedstawienia.
- Aahaaa! Przekonałeś
mnie! To teraz poszukajmy jeszcze innych rzeczy! Hm... oprócz tych płaszczy
przydałby się jakiś inny znak rozpoznawczy...
- Widzę, że się
wczułaś w temat - zaśmiał się.
- Bo to zadanie
zostało powierzone mi! - odparłam z dumą. - Pierwszy raz jestem gdzieś bez
Adsu. Chcę wypaść jak najlepiej!
- Widać - uśmiechnął
się i poszliśmy do sklepu, w którym był straaaaasznie dużo przeróżnych rzeczy.
Breloczki, łańcuszki, kapelusze, szaliki... wszystko! - Do wyboru, do koloru -
powiedział, a ja znowu zaczęłam biegać w poszukiwaniu "tego czegoś".
I znalazłam.
- Co to? - spytałam
Nataniela.
- To są bandanki,
które zakłada się na szyję, włosy, można też rękę nimi obwiązać - wytłumaczył
mi. Uważnie przyjrzałam się im.
- Przydałby się taki
sam kolor..., ale jaki? - zamyśliłam się.
- Są czarne
płaszcze... może lepiej by nie rzucało się zbytnio w oczy...? - zaproponował.
- Wiem! - zawołałam
nagle, a on spojrzał na mnie zdziwiony. - Każdy ma inny kolor włosów i
niektórym by pasował taki kolor, a innym inny. Więc weźmy jasny szary.
Uniwersalny.
- Dobra myśl. To
kupmy z dwie i idziemy do sensei, a ona już uszyje ich razy kilkanaście -
puścił mi oczko i poszliśmy do kasy.
Yay dodałaś ^^ *Juui maniaczka twojego opowiadania* Tylko tak mało Adsiel ~ Mimo to, rozdział mi się podoba ^^
OdpowiedzUsuń