niedziela, 29 grudnia 2013

XVI. Stroje

- To może... jakieś fajne ubrania uszyję!? - zawołała radośnie nauczycielka.
- To niech pani uszyje - powiedziałam nie podnosząc na nią wzroku, gdyż pisałam sms.
- Tak, ale jakie? Ma ktoś jakiś pomysł? - spytała zapewne rozglądając się po klasie. Kątem oka obserwowałam klasę.
- Ja mam! Ja mam! - krzyknęła Tsukiyo radośnie machając ręką.
- To podziel się nim z nami! - odparła Gensai sensei z entuzjazmem.
- Ale... znaczy się, mam go w głowie... muszę najpierw narysować go, potem znajdę odpowiednie materiały... i potem pani powiem co i jak, dobrze? - zapytała z uśmiechem.
- W takim razie czekam! Czekamy! - poprawiła się.
Poczułam wibracje w ręce. Tym razem wyciszyłam telefon. Spojrzałam na odpowiedź.
- No proszę... - mruknęłam do siebie oraz uśmiechałam się.
Szybko odpisałam na wiadomość i schowałam komórkę przed wścibską Shoko Katsu, dziewczyną o dość krótkich zielonych włosach i niebieskich oczach.
- Z kim piszesz? - spytała.
- Z przyjaciółką.. - odparłam wymijająco.
- Na pewno? A nie z jakimś chłopakiem? Widziałam jak się uśmiechasz do telefonu! - zawołała.
- Z przyjaciółką - powtórzyłam z zakłopotaną miną.
- Ale ja się i tak dowiem z kim pisałaś - zagwarantowała śmiejąc się.
- Nie musisz... naprawdę... - pomachałam rękoma w geście obrony.

*Tsukiyo*
- Adsu-chan, wyglądasz na naprawdę szczęśliwą - uśmiechnęłam się podchodząc do niej.
Nie wiem czemu, ale poczułam na sobie wzrok wszystkich z klasy.
- Fakt - odparła i spojrzała na mnie znad okularów swoimi błękitnymi oczami, które tak kochałam. Była tak podobna do taty...
Nagle wstała i oparła rękę na moim ramieniu.
- Liczę na ciebie, Tsu-chan - mówiąc to złapała za swoją torbę i płynnym ruchem wyskoczyła przez okno. Chwilę stałam zdziwiona, po czym podbiegłam do framugi i wychyliłam się.
- Gdzie idziesz?! - krzyknęłam, ale pożałowałam tego i zaczęłam się dusić, gdy już mi przeszło spojrzałam na telefon. - "Obiecałam Louise spotkać się z nią. Będę koło wieczora. Adsuro." - uniosłam brwi. - Louise... Louise..., ach! Już wiem która to!
- Oooo, czyżby Adsuro, nowa maskotka szkolna była przeciwnej orientacji..? - dopytywała się Katsu.
- Nic podobnego! Adsu woli chłopców! - zaprzeczyłam machając rękoma.
- A skąd masz taką pewność? - spytała z podejrzliwą miną.
- Ponieważ kilkakrotnie by... - zaczęłam, ale szybko zasłoniłam sobie usta. Zabroniła mi o tym mówić. - To ja pójdę do sklepu! - mówiąc to szybko wybiegłam z sali i skierowałam się do wyjścia.
Stanęłam na dziedzińcu i spojrzałam w niebo. Przypomniało mi się sytuacja sprzed kilku lat...
- Tsu-chan! Wiesz... zakochałam się! - powiedziała czternastoletnia Adsuro.
- W kim? - odpisałam jej na kartce, tak zawsze się z nią porozumiewałam...
Kilka tygodni potem Adsuro przyszła do mnie i ani słowem nie wspomniała o tamtym chłopcu. Nie wiem co się stało, ale tak było zawsze. Nagle przestawała o nich mówić...
- Em... Tsukiyo-san, tak? - spytał jakiś chłopak o blond włosach.
- Wystarczy Tsuki - uśmiechnęłam się w odpowiedzi. - A ty? 
- Nataniel - odpowiedział.
- Masz do mnie jakąś sprawę?
- Emm... - zaczął drapiąc się delikatnie w policzek. - Pomyślałem, że skoro niedawno wyszłaś ze szpitala to pewno miasta nie znasz i... jeśli chcesz, to mógłbym cię oprowadzić...
- Pewnie! Z przyjemnością! - zawołałam łapiąc go pod ramię. - Prowadź!
Szliśmy z piętnaście minut, kiedy dotarliśmy do wielkiego centrum.
- Woooow! To są na świecie takie duże budynki!? - krzyknęłam zaszokowana.
- Nigdy nie widziałaś centrum handlowego? - zapytał lekko zdziwiony.
- To znaczy... Adsu czasem kładła mnie na wózek i wiozła do parku koło szpitalu..., szpital nie był aż taki wielki... - zaczęłam się zastanawiać nad tym.
- Tutaj jest sklep z ubraniami. Może coś wypatrzysz - przerwał mi moje rozmyślania.
- Ah! Ile tu rzeczy! - zaczęłam biegać między wieszakami, a Nataniel starał się dotrzymywać mi kroku.
- Spójrz, spójrz! - zawołałam wyciągając długi czarny płaszcz na małe guziki. - Można by kupić taki dla każdego i naszyć na nich na przykład napis "Blacretions" czy coś innego...!
- To jest dobra myśl. A ile kosztuje? - mówiąc to spojrzał na cenę. - Och... tanie jak na taki płaszcz. Chodź, pójdziemy kupić ten, a potem zaniesiemy Gensai-sensei, by kupiła odpowiednie materiały i uszyła dla każdego i kilka w zapasie..
- Ale dla chłopców muszą być męskie! - podbiegłam do niego.
- Rozumiem. Kupimy ten, a resztę zostawimy sensei. Ona się na tym świetnie zna. Nie raz szyła ubrania do klubu teatralno-muzycznego na przedstawienia.
- Aahaaa! Przekonałeś mnie! To teraz poszukajmy jeszcze innych rzeczy! Hm... oprócz tych płaszczy przydałby się jakiś inny znak rozpoznawczy...
- Widzę, że się wczułaś w temat - zaśmiał się.
- Bo to zadanie zostało powierzone mi! - odparłam z dumą. - Pierwszy raz jestem gdzieś bez Adsu. Chcę wypaść jak najlepiej!
- Widać - uśmiechnął się i poszliśmy do sklepu, w którym był straaaaasznie dużo przeróżnych rzeczy. Breloczki, łańcuszki, kapelusze, szaliki... wszystko! - Do wyboru, do koloru - powiedział, a ja znowu zaczęłam biegać w poszukiwaniu "tego czegoś". I znalazłam.
- Co to? - spytałam Nataniela.
- To są bandanki, które zakłada się na szyję, włosy, można też rękę nimi obwiązać - wytłumaczył mi. Uważnie przyjrzałam się im.
- Przydałby się taki sam kolor..., ale jaki? - zamyśliłam się.
- Są czarne płaszcze... może lepiej by nie rzucało się zbytnio w oczy...? - zaproponował.
- Wiem! - zawołałam nagle, a on spojrzał na mnie zdziwiony. - Każdy ma inny kolor włosów i niektórym by pasował taki kolor, a innym inny. Więc weźmy jasny szary. Uniwersalny.

- Dobra myśl. To kupmy z dwie i idziemy do sensei, a ona już uszyje ich razy kilkanaście - puścił mi oczko i poszliśmy do kasy.

1 komentarz:

  1. Yay dodałaś ^^ *Juui maniaczka twojego opowiadania* Tylko tak mało Adsiel ~ Mimo to, rozdział mi się podoba ^^

    OdpowiedzUsuń