Odkąd Tsuki zaczęła
rehabilitację minęły trzy tygodnie. Obecnie mamy grudzień, a dokładniej -
czternasty grudnia. Dla wszystkich jest to normalny dzień. Dla mnie - nie. Dwa
razy w roku jeżdżę na grób taty. Na jego urodziny, czternastego oraz w dzień
jego śmierci przypadający 10 maja.
Dopiłam czekoladę,
zapięłam białą koszulę i ścisnęłam mocniej pasek u jeansowych spodni. Włożyłam
portfel do kieszeni, telefon, słuchawki do uszu, a potem założyłam na siebie
czarny płaszcz, owijając szyję czarnym szalikiem. Na zewnątrz było pochmurnie,
więc założyłam też czarne kozaki. Nie wiem, czy miał padać śnieg, czy też
deszcz. Bez różnicy. Wyszłam z domu, zamykając drzwi.
Powoli szłam w
kierunku peronu. Do cmentarza, na którym leżał ojciec, muszę dojeżdżać
pociągiem. Kupiłam bilet. Dziś chyba mam wielkie szczęście, bo przyjechał
bardzo szybko. Wsiadłam, zajmując miejsce pod oknem.
Kilka stacji później
wysiadłam z niego.
Wznowiłam swoją
powolną wędrówkę w kierunku grobu. Kiedy w końcu doszłam do swojego celu,
uklękłam, kładąc kwiaty na nim kwiaty, które kupiłam po drodze. Były to białe
róże - jego ulubione kwiaty. Jak jeszcze żył zawsze w domu była chociaż jedna.
Wtedy sobie przypomniałam rozmowę z tatą pewnego popołudnia.
- Adsuro... chciałbym
kiedyś zobaczyć niebieską różę.. - powiedział ojciec.
- Czemu akurat
niebieską? - spytałam.
- Ponieważ niebieski
to najpiękniejszy kolor - uśmiechnął się głaszcząc mnie po głowie. - Kolor
włosów twoich i Tsuki, jak i oczu.
- Ty też masz
niebieskie włosy! – zawołałam, szarpiąc go za rękaw.
- Ha ha, jeżeli
kiedykolwiek taką znajdziesz, to powiedz mi - wziął mnie pod ramiona i położył
na swoich kolanach.
- Obiecuję -
powiedziałam wtulając się w niego.
Eh... Już nawet
zapomniałam jakiego koloru miał oczy... Wiem jedynie o włosach... Miał takie
same jak ja..., pomyślałam ujmując swój kosmyk włosów.
- Wiesz... Tato... -
zaczęłam wpatrując się w niebo. - Nadal nie znalazłam żadnej niebieskiej
róży..., Kiedyś ją znajdę... Ale wiesz.. Jest tyle rzeczy, które chciałabym ci
powiedzieć - uśmiechnęłam się, wyobrażając, że siedzi na wprost mnie i
wysłuchuje. - Przeniosłam się do nowej szkoły... Jest w niej Aya-nee-san...
Znowu się wdałyśmy w bójkę... A klasa jest naprawdę fajna! Lubię każdego z
nich! Trudno do niego dotrzeć, czasem potrafię z nim znaleźć wspólny język...
Jeszcze jako jedyna ze szkoły zapisałam się do klubu i zostałam przyjęta, a
naprawdę trudno się dostać do niego..! Och! Tsukiyo, przeszła operację strun
głosowych i może już mówić! To świetnie, prawda? Przeszła też operację nóg,
teraz próbuje się nauczyć chodzić, a ja jej pomagam od czasu do czasu...
*Seiko*
Zastanawia mnie,
czemu nie ma Adsu w szkole..., pomyślałam patrząc się w okno, a siedzę w ławce
pod ścianą.
- Czemu nie ma
Adsuro-chan? - spytała Hirata Ayano.
- Dziś są urodziny
jej taty - odparła na to Kitsune.
- I spędza z nim
czas? - zapytał Ken.
- Jeżeli uważacie, że
odwiedzanie ojca, leżącego w grobie jest spędzaniem czasu, to tak - powiedziała
opierając dłoń o ławkę Adsuro.
- Jej tata nie żyje?
- dopytywała się Matsuri.
- Tak, w maju będzie
już dziesięć lat od jego śmierci - Kitsune najwyraźniej nie podobał się ten
temat, ale ciągnęli go dalej.
- To w takim razie
spędza teraz czas z matką przy grobie ojca? - pytanie po prostu wymsknęło mi
się z ust. Ayano rzuciła mi szybkie spojrzenie.
- Wychowywała się bez
matki - mruknęła.
- Och... nie
wiedziałam.. - zaczęłam lekko speszona.
Adsuro... Przecież
wydaje się być taka szczęśliwa, a jest zupełnie sama...
- Od śmierci ojca
przez jakiś czas zajmowała się sama sobą, ale przygarnęła ją moja rodzina.
Zawsze... zawsze miała ten tępy uśmiech na twarzy. Nawet jak płakała... - wtedy
przekręciła głowę w stronę okna. - Wszystkie swoje uczucia chowa pod uśmiechem.
Mimo że znam ją tyle lat, nie wiem jak się czuje, co jej może do głowy
strzelić.
Nie wiem czemu, ale
spojrzałam wtedy na Kastiela, który nad czymś myślał, zapewne.
*Adsuro*
Wsiadłam do pociągu
by wrócić z powrotem do domu. Usiadłam pod oknem i oparłam o nie głowę. Po
policzkach spłynęły mi łzy.
W końcu wydusiłam z
siebie wszystko, co miałam na sercu. Od razu mi się lepiej zrobiło.
- Onee-san nie płacz
- powiedział chłopiec, siedzący na wprost mnie, a jego mama podała mi
chusteczkę.
- Dziękuję -
odpowiedziałam ocierając łzy.
Gdy już wysiadałam na
swoim przystanku pomachałam w kierunku chłopca i jego mamy, którzy jeszcze
jechali dalej.
Westchnęłam i udałam
się w kierunku domu, ale tym razem dłuższą drogą. Przeszłam obok kwiaciarni, a
mój wzrok przykuły... Niebieskie róże. Klękłam przy wazonie z nimi.
Kupiłabym je..., lecz
moje finanse zmalały przez podróż..., po raz kolejny westchnęłam zrezygnowana.
- Pasowały by do
twoich oczu - przede mną klęknął mężczyzna koło dwudziestki. Miał fioletowe
włosy i czarne oczy. - Z przyjemnością dałbym ci jedną, ale niestety ojciec
mnie rozlicza z każdego kwiatka i każdego grosza.
- Och... nie trzeba -
uśmiechnęłam się i wstałam.
- Ale powiem ci, że
twoje oczy przypominają mi nocne niebo rozświetlone blaskiem księżyca - dodał.
- Dziękuję... bardzo?
- zaczęłam.
- Tu jesteś - wtedy
ktoś złapał mnie pod ramię, wziął jedną różę, zapłacił i odciągnął na bok.
- Eh? - uniosłam brwi
patrząc na osobę, która mnie odciągnęła od kwiaciarza.
- To typowy
kobieciarz. Trzymaj się od niego z daleka. Już nie raz widziałem jak podrywał
takie jak ty - burknął Kastiel puszczając moją rękę. - Trzymaj – dodał, dając
mi różę.
Przez chwilę nie
wiedziałam co powiedzieć. Wzięłam od niego kwiat i przyjrzałam mu się.
- Dziękuję -
uśmiechnęłam się do niego, a przy tym delikatnie zmrużyłam oczy, przechylając
głowę na bok.
Umehara szybko
odwrócił głowę zakłopotany.
- Następnym razem
trzymaj się od niego z daleka - mruknął.
- A co, zazdrosny
jesteś? - zaśmiałam się, szturchając go w bok.
- Nie do pomyślenia..
- odparł z lekkim rumieńcem na twarzy.
Nagle się rozpadało.
Było to raczej urwanie chmury.
- Mieszkam niedaleko,
więc chodź do mnie – powiedział, łapiąc mnie za rękę. Poszliśmy do jego domu.
- Myślałam, że będzie
śnieg padał, a nie taka ulewa... - wymamrotałam pod nosem zdejmując płaszcz. -
Eh?! Kastiel!? - zawołałam zdziwiona, bo nigdzie go nie było.
- Jestem, nie bój się
- odpowiedział podchodząc do mnie, zapalił światło i wziął róże. - Wstawię ją
do wazonu - zniknął mi na chwilę z oczu, po czym wrócił. - Powieś tutaj kurtkę.
Zaprowadzę cię do łazienki i dam jakieś ubrania mojej matki, byś nie siedziała
w mokrych - mówiąc to wszedł po schodach na piętro. - Tu jest łazienka, powinny
być w niej jakieś kosmetyki, czy co tam. Przyniosę ci zaraz ręcznik i ubrania.
Położę je pod drzwiami. Ja w tym czasie będę w łazience na dole.
Weszłam do środka i
ściągnęłam koszulę, a potem spodnie.
Zimno, pomyślałam
pocierając rękoma o ramiona.
- Pod drzwiami
zostawiam ubrania na zmianę - powiedział Kastiel zza drzwi, pukając w nie.
- Dzięki.
Robi się COoOoOoOraz goręcej xDDDDDDD
OdpowiedzUsuńOoo jest, w końcu ! Jakiś taki wątek *_* Adsiel !
OdpowiedzUsuń