środa, 3 kwietnia 2013

VII. Urwanie chmury.



Odkąd Tsuki zaczęła rehabilitację minęły trzy tygodnie. Obecnie mamy grudzień, a dokładniej - czternasty grudnia. Dla wszystkich jest to normalny dzień. Dla mnie - nie. Dwa razy w roku jeżdżę na grób taty. Na jego urodziny, czternastego oraz w dzień jego śmierci przypadający 10 maja.
Dopiłam czekoladę, zapięłam białą koszulę i ścisnęłam mocniej pasek u jeansowych spodni. Włożyłam portfel do kieszeni, telefon, słuchawki do uszu, a potem założyłam na siebie czarny płaszcz, owijając szyję czarnym szalikiem. Na zewnątrz było pochmurnie, więc założyłam też czarne kozaki. Nie wiem, czy miał padać śnieg, czy też deszcz. Bez różnicy. Wyszłam z domu, zamykając drzwi.
Powoli szłam w kierunku peronu. Do cmentarza, na którym leżał ojciec, muszę dojeżdżać pociągiem. Kupiłam bilet. Dziś chyba mam wielkie szczęście, bo przyjechał bardzo szybko. Wsiadłam, zajmując miejsce pod oknem.
Kilka stacji później wysiadłam z niego.
Wznowiłam swoją powolną wędrówkę w kierunku grobu. Kiedy w końcu doszłam do swojego celu, uklękłam, kładąc kwiaty na nim kwiaty, które kupiłam po drodze. Były to białe róże - jego ulubione kwiaty. Jak jeszcze żył zawsze w domu była chociaż jedna. Wtedy sobie przypomniałam rozmowę z tatą pewnego popołudnia.
- Adsuro... chciałbym kiedyś zobaczyć niebieską różę.. - powiedział ojciec.
- Czemu akurat niebieską? - spytałam.
- Ponieważ niebieski to najpiękniejszy kolor - uśmiechnął się głaszcząc mnie po głowie. - Kolor włosów twoich i Tsuki, jak i oczu.
- Ty też masz niebieskie włosy! – zawołałam, szarpiąc go za rękaw.
- Ha ha, jeżeli kiedykolwiek taką znajdziesz, to powiedz mi - wziął mnie pod ramiona i położył na swoich kolanach.
- Obiecuję - powiedziałam wtulając się w niego.
Eh... Już nawet zapomniałam jakiego koloru miał oczy... Wiem jedynie o włosach... Miał takie same jak ja..., pomyślałam ujmując swój kosmyk włosów.
- Wiesz... Tato... - zaczęłam wpatrując się w niebo. - Nadal nie znalazłam żadnej niebieskiej róży..., Kiedyś ją znajdę... Ale wiesz.. Jest tyle rzeczy, które chciałabym ci powiedzieć - uśmiechnęłam się, wyobrażając, że siedzi na wprost mnie i wysłuchuje. - Przeniosłam się do nowej szkoły... Jest w niej Aya-nee-san... Znowu się wdałyśmy w bójkę... A klasa jest naprawdę fajna! Lubię każdego z nich! Trudno do niego dotrzeć, czasem potrafię z nim znaleźć wspólny język... Jeszcze jako jedyna ze szkoły zapisałam się do klubu i zostałam przyjęta, a naprawdę trudno się dostać do niego..! Och! Tsukiyo, przeszła operację strun głosowych i może już mówić! To świetnie, prawda? Przeszła też operację nóg, teraz próbuje się nauczyć chodzić, a ja jej pomagam od czasu do czasu...

*Seiko*
Zastanawia mnie, czemu nie ma Adsu w szkole..., pomyślałam patrząc się w okno, a siedzę w ławce pod ścianą.
- Czemu nie ma Adsuro-chan? - spytała Hirata Ayano.
- Dziś są urodziny jej taty - odparła na to Kitsune.
- I spędza z nim czas? - zapytał Ken.
- Jeżeli uważacie, że odwiedzanie ojca, leżącego w grobie jest spędzaniem czasu, to tak - powiedziała opierając dłoń o ławkę Adsuro.
- Jej tata nie żyje? - dopytywała się Matsuri.
- Tak, w maju będzie już dziesięć lat od jego śmierci - Kitsune najwyraźniej nie podobał się ten temat, ale ciągnęli go dalej.
- To w takim razie spędza teraz czas z matką przy grobie ojca? - pytanie po prostu wymsknęło mi się z ust. Ayano rzuciła mi szybkie spojrzenie.
- Wychowywała się bez matki - mruknęła.
- Och... nie wiedziałam.. - zaczęłam lekko speszona.
Adsuro... Przecież wydaje się być taka szczęśliwa, a jest zupełnie sama...
- Od śmierci ojca przez jakiś czas zajmowała się sama sobą, ale przygarnęła ją moja rodzina. Zawsze... zawsze miała ten tępy uśmiech na twarzy. Nawet jak płakała... - wtedy przekręciła głowę w stronę okna. - Wszystkie swoje uczucia chowa pod uśmiechem. Mimo że znam ją tyle lat, nie wiem jak się czuje, co jej może do głowy strzelić.
Nie wiem czemu, ale spojrzałam wtedy na Kastiela, który nad czymś myślał, zapewne.

*Adsuro*
Wsiadłam do pociągu by wrócić z powrotem do domu. Usiadłam pod oknem i oparłam o nie głowę. Po policzkach spłynęły mi łzy.
W końcu wydusiłam z siebie wszystko, co miałam na sercu. Od razu mi się lepiej zrobiło.
- Onee-san nie płacz - powiedział chłopiec, siedzący na wprost mnie, a jego mama podała mi chusteczkę.
- Dziękuję - odpowiedziałam ocierając łzy.
Gdy już wysiadałam na swoim przystanku pomachałam w kierunku chłopca i jego mamy, którzy jeszcze jechali dalej.
Westchnęłam i udałam się w kierunku domu, ale tym razem dłuższą drogą. Przeszłam obok kwiaciarni, a mój wzrok przykuły... Niebieskie róże. Klękłam przy wazonie z nimi.
Kupiłabym je..., lecz moje finanse zmalały przez podróż..., po raz kolejny westchnęłam zrezygnowana.
- Pasowały by do twoich oczu - przede mną klęknął mężczyzna koło dwudziestki. Miał fioletowe włosy i czarne oczy. - Z przyjemnością dałbym ci jedną, ale niestety ojciec mnie rozlicza z każdego kwiatka i każdego grosza.
- Och... nie trzeba - uśmiechnęłam się i wstałam.
- Ale powiem ci, że twoje oczy przypominają mi nocne niebo rozświetlone blaskiem księżyca - dodał.
- Dziękuję... bardzo? - zaczęłam.
- Tu jesteś - wtedy ktoś złapał mnie pod ramię, wziął jedną różę, zapłacił i odciągnął na bok.
- Eh? - uniosłam brwi patrząc na osobę, która mnie odciągnęła od kwiaciarza.
- To typowy kobieciarz. Trzymaj się od niego z daleka. Już nie raz widziałem jak podrywał takie jak ty - burknął Kastiel puszczając moją rękę. - Trzymaj – dodał, dając mi różę.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. Wzięłam od niego kwiat i przyjrzałam mu się.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego, a przy tym delikatnie zmrużyłam oczy, przechylając głowę na bok.
Umehara szybko odwrócił głowę zakłopotany.
- Następnym razem trzymaj się od niego z daleka - mruknął.
- A co, zazdrosny jesteś? - zaśmiałam się, szturchając go w bok.
- Nie do pomyślenia.. - odparł z lekkim rumieńcem na twarzy.
Nagle się rozpadało. Było to raczej urwanie chmury.
- Mieszkam niedaleko, więc chodź do mnie – powiedział, łapiąc mnie za rękę. Poszliśmy do jego domu.
- Myślałam, że będzie śnieg padał, a nie taka ulewa... - wymamrotałam pod nosem zdejmując płaszcz. - Eh?! Kastiel!? - zawołałam zdziwiona, bo nigdzie go nie było.
- Jestem, nie bój się - odpowiedział podchodząc do mnie, zapalił światło i wziął róże. - Wstawię ją do wazonu - zniknął mi na chwilę z oczu, po czym wrócił. - Powieś tutaj kurtkę. Zaprowadzę cię do łazienki i dam jakieś ubrania mojej matki, byś nie siedziała w mokrych - mówiąc to wszedł po schodach na piętro. - Tu jest łazienka, powinny być w niej jakieś kosmetyki, czy co tam. Przyniosę ci zaraz ręcznik i ubrania. Położę je pod drzwiami. Ja w tym czasie będę w łazience na dole.
Weszłam do środka i ściągnęłam koszulę, a potem spodnie.
Zimno, pomyślałam pocierając rękoma o ramiona.
- Pod drzwiami zostawiam ubrania na zmianę - powiedział Kastiel zza drzwi, pukając w nie.
- Dzięki.

2 komentarze:

  1. Robi się COoOoOoOraz goręcej xDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo jest, w końcu ! Jakiś taki wątek *_* Adsiel !

    OdpowiedzUsuń