*Adsuro*
Hmmm... Jutro wigilia
klasowa... Upiekę im ciasto... A co!
Zaczęłam grzebać w
szafce w poszukiwaniu przepisu.
- Aaa! Tu jesteś
draniu! - krzyknęłam, wyciągając zeszyt. Szybko go przekartkowałam, znajdując
tym samym przepis na ulubione ciasto czekoladowe.
Podeszłam do lodówki.
Sprawdziłam, czy wszystko mam. I ku mojemu zdziwieniu.. Nie. Sprawdziłam, czy
mam jeszcze inne składniki. Na szczęście były. A więc poszłam założyć płaszcz,
buty, szalik i opuściłam mieszkanie. Poszłam do najbliższego sklepu. Władowałam
do koszyka jajka, mleko, kakao i kilka tabliczek czekolady.
- Ho ho, ładne zakupy
- uśmiechnęła się kasjerka do mnie.
- Ciasto piekę -
odparłam.
- Mam nadzieję, że będzie
smaczne - przyjęła pieniądze, a ja spakowałam rzeczy do torby.
- Też mam taką
nadzieję. Do widzenia - mówiąc to, wyszłam ze sklepu.
Patrzyłam w niebo i
się zamyśliłam. Nagle na coś lub kogoś wpadłam. Spojrzałam na ową osobę.
- Co ty tu robisz? -
zapytał Kastiel.
- A może ja powinnam
o to zapytać? - odparłam, unosząc brew.
- Wyszedłem na spacer
- powiedział.
- Aha. Jasne. W takie
rzeczy to nie wierzę - zaśmiałam się.
- Mów co chcesz -
burknął. - A ty?
- Mam zamiar piec
ciasto. Poszłam do sklepu po składniki - odpowiedziałam. - Chcesz może wpaść i
pomóc? Pieczenie z kimś jest zabawniejsze niż samemu.
- Ehh... Skoro
nalegasz... - podrapał się w głowę.
- Niech będzie,
nalegam - uśmiechnęłam się.
Szłam obok niego,
patrząc się tępo w ziemię.
- Coś cię martwi? -
spytał nagle.
- Nie, skąd takie
pytanie? - uniosłam głowę, zwracając wzrok na niego.
- Wydawałaś się
zamyślona - odparł, wzruszając ramionami.
- W prawo idziemy -
zaśmiałam się, kiedy on skręcił w lewo. - Tylko nee-san wie gdzie mieszkam -
wypaliłam nagle.
- A dziewczyny z
klasy u ciebie nigdy nie były?
- Nie. Tylko Aya.
- Dlaczego się z nią
przyjaźnisz? Przecież jesteście jak niebo i ziemia. Ona jest spokojna, a ty
taka...
- ...mała, wulgarna,
agresywna? Przeciwieństwa się na ogół przyciągają! - odpowiedziałam, śmiejąc
się. - Nie wiem, tak jakoś... Mimo że jesteśmy inne, to świetnie się rozumiemy.
Czasem nie muszę nic mówić, a ona wie o co chodzi. Ona jest moją przyjaciółką
najdłużej ze wszystkich, które miałam. Jest dla mnie jak rodzina, któr.. - mówiłam
i wtedy kichnęłam.
- Na zdrowie -
powiedział Kastiel.
- O! Już dotarliśmy!
- zawołałam wskazując na blok, w którym mieszkam. Weszliśmy do środka i po
schodach dotarliśmy na pierwsze piętro. Zaczęłam po kieszeniach szukać kluczy.
- Daj, przytrzymam ci
tę torbę - mówiąc to wziął ode mnie siatkę, a ja wyjęłam klucze i otworzyłam
drzwi do mieszkania.
On, jak tylko wszedł,
rozejrzał się.
- Spodziewałem się
niebieskiego domu, a tu niespodzianka. - Powiedział w końcu.
- Nie rozumiem,
dlaczego miałabym mieć niebieskie mieszkanie?
- Bo na ogół coś masz
niebieskiego. Nie licząc włosów i oczu.
- Lubię ten kolor,
ale bez przesady. Są inne kolory na tym świecie, które mi się podobają.
- Tak, widzę, jeszcze
lubisz zielony.
- Tylko przedpokój
jest zielony! - zawołałam, machając rękoma.
- A reszta?
Niebieska? - zaśmiał się pod nosem. Zrobiłam naburmuszoną minę i zdjęłam
płaszcz, a potem buty.
- Kuchnia jest
beżowa, salon jasno-zielony, łazienka to połączenie szarości i niebieskiego, a
mój pokój niebieski z fioletowymi akcentami. I mam wiele białych rzeczy! -
wzięłam siatkę, zostawiając go w przedpokoju.
- No nie obrażaj się
tak! - krzyknął, wieszając kurtkę na wieszaku. Zrzuciwszy buty, dogonił mnie.
- Nie jestem
maniaczką niebieskiego. Po prostu ten kolor przypomina mi o tacie - odezwałam
się w końcu. Spojrzał na mnie, a ja na niego. - Twierdził, że niebieski jest
najpiękniejszym kolorem - westchnęłam. - Zabierajmy się do pieczenia. - Weszłam
do łazienki, wzięłam gumkę do włosów, związałam je i wyszłam. Złapałam Kastiela
za rękaw i zaciągnęłam do łazienki. - Przed pieczeniem umyj ręce! - zarządziłam
i sama to zrobiłam.
- Tak właściwie, to
po co pieczesz to ciasto? - spytał się już w kuchni, jak wyciągałam wszystkie
składniki.
- A po co się piecze
ciasta? Do jedzenia przecież! - odparłam.
- Z jakiejś okazji..?
- Na wigilię klasową.
- Po cholerę?
- Bo mam taki kaprys.
Teraz mieszaj - dałam mu miskę ze składnikami i łyżkę. Sama zabrałam się za
przygotowanie blaszki do pieczenia, a potem nadzienia. Wzięłam mikser i
zaczęłam miksować ubite na pianę białka z rozpuszczoną czekoladą. Kastiel
nastawił mi urządzenie na najwyższe obroty i masa ubrudziła i mnie, i jego.
- Kto normalny
ustawia na najwyższe obroty?! - krzyknęłam.
- Masz trochę
czekolady na twarzy - zaśmiał się i zlizał ją z mojego policzka.
Zarumieniłam się od
tego, co przed chwilą zrobił. Schyliłam nisko głowę, by na mnie nie patrzył.
Jak już skończyliśmy
ciasto odkroiłam dwa kawałki dla siebie i dla niego na spróbowanie.
- I co? Dobre? -
spytałam, gdy siedzieliśmy na brązowej kanapie.
- Świetne -
odpowiedział zjadając cały kawałek.
Naprawdę...
Uwielbiam, kiedy smakują komuś moje wypieki.
Omo! Boskie ^^ Uwielbiam kiedy chłopak z dziewczyną pieką ciasta , nie wiem czemu... ale uwielbiam ^^
OdpowiedzUsuń