- Ayano, kurrna! –
wrzasnęłam, wbiegając do sali.
- Wystarczy
"Ayano" - powiedziała spokojnie.
- Gdzie są moje
okulary?! – zapytałam, waląc rękoma o jej ławkę.
- "Biega krzyczy
pan Hilary!*" - wtrąciła Hirata z uśmiechem na ustach. (*fragment wiersza
J. Tuwima "Okulary")
- A co ja?! Biuro
rzeczy znalezionych?! - odpowiedziała.
- Cholera! Zgubiłam
je! - zaczęłam nerwowo chodzić wokół Matsuri, stojącej obok.
- Ja nic o tym nie
wiem - szybko powiedziała Hirata.
- Ale gdzie ja je
mogłam zostawić?! - złapałam ją za ramiona i potrząsnęłam.
- Może w klubie? -
zaproponowała Seiko.
- Byłam. Tam ich nie
ma - odparłam.
- To może w torbie? -
dodała nee-san.
- Ale ja je miałam
przy sobie cały czas!
- Jeżeli powiesz mi,
że zgubiłaś je ‘z nosa’, tak jak w podstawówce pierścionek z palca, to cię
wyśmieję - powiedziała Aya.
- Nawet mi nie
przypominaj! – warknęłam, zatrzymując się gwałtownie. Zaczęłam szukać pod
ławkami, pod nogami kolegów z klasy, przez co dziwnie się na mnie patrzyli, w
torbach innych, na biurku nauczycielki, na parapecie. Sprawdziłam swoje
kieszenie jeszcze raz, upewniłam się też czy aby na pewno ich na głowie nie
mam, ale nic! Wsiąkły!
Usiadłam w swojej
ławce i walnęłam głową w blat, wyrzucając z siebie przy tym stertę przekleństw.
- Jak ktoś znajdzie
to zwróci do sekretariatu, bo po co komu okulary - odezwał się Nataniel
podchodząc do mnie.
- Oby - westchnęłam.
A wtedy przyszedł
Kastiel do sali z... moimi okularami w ręku.
- Chyba ktoś coś
zgubił – zwrócił się do mnie.
- Naprawdę? Nie
wiedziałam - mruknęłam sarkastycznie.
- Jeśli ładnie
poprosisz to oddam ci twoją zgubę, a następnym razem nie zostawiaj ich na
parapecie na korytarzu - uśmiechnął się do mnie.
- Czy mógłbyś mi
oddać okulary? – spytałam, udając jak najgrzeczniejszy ton.
- Nie oddawaj jej! -
zawołał ktoś z klasy, Umehara odwrócił się w jego kierunku, to ja korzystając z
okazji podbiegłam, by zabrać mu okulary, ale, o dziwo, miał podzielną uwagę i
podniósł rękę do góry.
- A gdzie magiczne
słowo? - zaśmiał się, kiedy ja bezskutecznie podskakiwałam, próbując mu zabrać
moją rzecz.
- Proszę? -
przestałam skakać i popatrzyłam na niego.
- Jak chcesz to
potrafisz - powiedział i oddał mi okulary.
- Dzięki – mruknęłam,
biorąc je z powrotem.
Zadzwonił dzwonek
sygnalizując, że przerwa się skończyła. Zajęliśmy swoje miejsca.
Weszła nasza
wychowawczyni i zaczęła omawiać sprawy klasowe. Minęło z piętnaście minut,
kiedy wszyscy usłyszeliśmy krzyk. Na dziedzińcu zebrało się wielu mężczyzn.
- Adsuro Kitsune!
Ayano Uchiro! Wyłaźcie stamtąd! Mamy do pogadania! - wrzasnął któryś z nich.
Wszystkich dosłownie
zatkało. A ja patrzyłam na nee-san, która tylko trzęsła się. Ze złości.
- Draniu! Jestem
Ayano Kitsune, a Adsuro ma na nazwisko Uchiro, zjebie! – krzyknęła, otworzyła
przesuwane okno i wyskoczyła z drugiego piętra. Wszyscy podbiegli do okien, by
zobaczyć, czy nic sobie nie zrobiła. A Aya co? Już się biła. Wtedy klasa
popatrzyła na mnie, lekko zaszokowana. Wstałam.
- Kurwa! A od liceum
miałam być spokojna! - wrzasnęłam, odsunęłam okno przy mojej ławce i
wyskoczyłam z klasy, jednocześnie nokautując jednego z mężczyzn łokciem.
- Króliczku! -
zawołała Ayano wyciągając do mnie rękę. Złapałam ją, a dziewczyna gwałtownie
zakręciła mną i sobą. Ja przy okazji kopałam każdego kto tylko wpadł w drogę.
Potem wyrzuciła mnie do góry, a ja wylądowałam na ramionach dwóch z nich.
Ujęłam ich głowy w dłonie i uderzyłam o siebie.
- Kurrwaaaa! Ayano!
Miałam się już nie bić! - krzyknęłam do niej waląc w brzuch z łokcia jednego z
mężczyzn.
- Wiem, ja też, ale
co poradzić - uśmiechnęła się do mnie.
Kiedy już wszyscy leżeli
na ziemi, włożyłam ręce do kieszeni i wróciłyśmy wolnym krokiem do sali. A gdy
już byłyśmy pod klasą wybiegł Ken.
- To było
niesamowite! Ayano, naucz mnie tego! – wyrzucił z siebie jednym tchem.
Cóż... jak dla mnie
chciał powiedzieć "umów się ze mną!", ale ok. Ja nie wnikam.
Uśmiechnęłam się do
siebie pod nosem i weszłam do sali, gdzie wszyscy zwrócili wzrok na mnie i Ayę
za mną.
- No co? - zapytała
nee-san, unosząc delikatnie brew.
- Proszę, nie mówcie
nikomu co tutaj było. - złożyłam ręce w błagalnym geście.
Wszyscy jakby się
chwilę zastanawiali, lecz ostatecznie się zgodzili.
*Kastiel*
Przez resztę lekcji
patrzyłem na nią kątem oka.
Nigdy bym się nie
spodziewał czegoś takiego po tak małej i drobnej dziewczynie. W dodatku ta
Kitsune... obie wyskoczyły z drugiego piętra, jakby skakały z jednego stopnia
schodów.
- I jak, Adsu? - z
rozmyślań wyrwał mnie głos Ayano, która zwróciła się do Uchiro.
- Co i jak? - uniosła
brwi do góry.
- Dawno nie biłyśmy
się ramię w ramię, nie? - zaśmiała się do niej. Oparła rękę na jej ławce i
usiadła bokiem.
- W sumie... -
mruknęła z zastanowieniem Adsuro. - Ciekawe czego chcieli.
- Powiedział
przecież, że wyrównać jakieś rachunki. Idę o zakład, że kiedyś go pobiłyśmy,
toteż teraz się "mści". - odpowiedziała.
- Ha ha ha, coś mu
nie wyszło. - zaśmiała się.
- Nie takie bandy już
pokonałyśmy - uśmiechnęła się Kitsune.
- Co racja to racja -
Adsu również szeroko się uśmiechnęła. Wtedy wyciągnęła telefon.
- Tak? - spytała
odbierając.
Nie wiedziałem o czym
mówi, ale z jej twarzy zszedł uśmiech, a malowało się zdziwienie z
przerażeniem.
- Żartuje pan... -
szepnęła. - Ja... już tam biegnę! - złapała swoją torbę, spakowała rzeczy. -
Nee-san powiedz, że źle się czuję i poszłam do domu! - mówiąc to wybiegła z
klasy. Odprowadziłem ją wzrokiem.
*Adsuro*
Żart... żart... to
tylko żart..., bez przerwy powtarzałam sobie to w myślach biegnąc do szpitala.
Wbiegłam po schodach o mało co nie potrącając pielęgniarki, a potem przebiegłam
przez korytarz znajdując się na samym końcu.
- Tsukiyo! - krzyknęłam
szybko otwierając drzwi i wbiegając do środka.
- Adsu-chan!
Zatkało mnie. Powoli
podeszłam do dziewczyny, miała czarne oczy i jasnoniebieskie włosami do ramion.
Była to moja siostra bliźniaczka, która całe życie spędziła w szpitalu. Nie
byłyśmy zbyt podobne, może dlatego, że ona była bardziej podobna do.. matki, a
ja do ojca.
- Operacja się udała.
- powiedział lekarz, kładąc mi dłoń na ramieniu i wychodząc.
- Mogę mówić! A
chodzenia się muszę nauczyć. - zawołała Tsuki, radośnie próbując wstać, lecz poleciała
do przodu, a ja ją złapałam. - A ha ha ha...
- Nie śpiesz się, ja
ci pomogę..., a jak wrócisz do szkoły to obronię - uśmiechnęłam się do niej.
- Dziękuję.
tez cem umieć skakać z 2 piętra bez szwanku *^* NAUC MNIE *w*
OdpowiedzUsuńJaka ona agresywna *u* ... I gdzie jakieś wątki romantyczne xD
OdpowiedzUsuńPodoba mi się!!